Które miasto jest położone bardziej na północ (czyli leży pod
większą szerokością geograficzną):
Londyn czy
Warszawa? (zobacz rozwiązanie)
11.09.2006
© żyjący
na ziemi
poleć stronę znajomym
P.S.:
Rozwiązanie zagadki polskiej:
pierwszy tekst pochodzi z roku 1953, jest to fragment Dzienników
Witolda Gombrowicza. Drugi tekst, autorstwa
Stefana Kisielewskiego, pochodzi sprzed wojny, ale jest to informacja
niezweryfikowana - może ktoś wie, jakiej większej całości jest to fragment?
Myślę, że oba teksty zachowują nadal swoją aktualność.
O ile z Dzienników Gombrowicza na razie z trudem zmęczyłem pierwszy
tom, to na Dzienniki Kisielewskiego poświęcałem nawet sen – już
dawno lektura mnie tak nie wciągnęła. Jest to piękny i
wyjątkowy przykład życia jednostki w systemie totalitarnym (Polska
1968-1981), której dzięki inteligencji i zdroworozsądkowemu patrzeniu
na świat, udaje się zachować wewnętrzną niezależność od narzucającego się
zewsząd absurdu, zakłamania i głupoty. Całość podana prosto, z humorem i
typową dla Kisiela mieszkanką złośliwej łagodności. Dla zachęty kilka cytatów:
1969
9 czerwca
(...) U nas wolności nie ma, tylko idealny polityczny zamordyzm (to jedno jest
tu idealne), wobec czego po wiek wieków oglądać będziemy łyse pały naszych
„wodzów" i wysłuchiwać ich zawsze jednakowych ględzeń lub też oglądać z
namaszczeniem, jak oni głosują sami na siebie (nasza prasa i telewizja uznały,
nie wiedzieć dlaczego, akt ten za najbardziej reprezentatywny i propagandowy,
toteż oglądamy go nieustannie). (...)
28 czerwca
Wczoraj oglądałem w telewizji otwarcie Sejmu - coś wręcz przerażającego: od
czasu, gdy ja byłem posłem, drętwość tego widowiska posunęła się naprzód, ku
swej „doskonałości" w sposób porostu niewyobrażalny. Jakby marionetki
poruszane sznurkiem, wszystko wyreżyserowane, bez cienia autentyzmu, w dodatku
marionetki tak już zmęczone, a z drugiej strony tak pewne, że inny byt niż
marionetkowy jest zgoła niemożliwy, iż w rezultacie nie zadają sobie w ogóle
trudu, aby upozorować choćby autentyczność całej operacji. Ten sam jąkający się
głupi Wycech, „marszałek" od siedmiu boleści, ze swoim automatycznym:
„sprzeciwu nie słyszę", „czy są inne kandydatury? - nie ma",
„kto jest przeciw? - nie ma", „kto się wstrzymał? — nikt" i
tak w nieskończoność, bo wszystkich oczywiście, całą Radę Państwa, prezydium
Sejmu (wicemarszałkowie jak od lat: Kliszko i Wende) wybrano jednomyślnie,
nawet bydlaka Ozgę, przeciw któremu powinien przecież głosować choćby Stach,
którego ten pijak obrażał w marcu 1968 ile wlezie, jak i zresztą nas
wszystkich. Tymczasem nic — wieczorem byli u mnie Myślik i Kozioł
[Krzysztof Kozłowski], ten drugi okropnie całym widowiskiem zgnębiony. Mnie
przeraża umysłowość ludzi, którzy taką hecę puszczają w telewizji, nie zdając
sobie sprawy, jak śmieszne i odrażające wrażenie wywołać może taki „Sejm
niemy".
Stefan Kisielewski (1911-1991)