Zapiski
opowiadania/index.shtmlOPOWIADANIA
żyjąc w: Szwajcaria i Europażyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiagocamino de Santiago
Wyprawa rowerem przez 3 kontynentyrowerem przez 3 kontynenty
Krzysztof Rozmus
żyjący na ziemi
The very special first dance ;-)
19.12.2007

Z ostatniej chwili!
20.10.2007

Jak jednocześnie zjeść i mieć... avocado?
02.09.2007

Jak stracić pracę w telewizji? ;-) odc. 2
14.05.2007

Pięć zwierząt (zabawa psychologiczna)
15.04.2007

Wybierz (zabawa psychologiczna)
31.03.2007

Proste rozwiązania 3 ;-)
18.03.2007

Koniec
08.03.2007

Zagadka fizyczna
24.02.2007

Proste rozwiązania 2 ;-)
07.02.2007

Kilka skeczy kabaretu Mumio ;-)
06.02.2007

Zagadka optyczna
04.02.2007

Przesłanie od papieża Jana Pawła II
03.02.2007

Zagadka geograficzna (2)
30.01.2007

Przesłanie od św. Ojca Pio
17.01.2007

Rozmowa z Mądrością (zabawa psychologiczna)
18.12.2006

Zagadka geograficzna
11.09.2006

Matt Harding - The World Dancer
02.09.2006

Kinga Choszcz wyruszyła w kolejną podróż :-(
11.08.2006

Portrety fowistyczne (2)
15.07.2006

When you have exhausted all possibilities
23.04.2006

Portrety fowistyczne (1)
19.03.2006

Polska zagadka
26.02.2006

Spotkanie nad rzeką (zabawa psychologiczna)
11.02.2006

Proste rozwiązania ;-)
18.12.2005

Kto ma rację?
30.11.2005

Jak stracić pracę w telewizji? ;-) odc. 1
27.11.2005

Ulubione (zabawa psychologiczna)
15.11.2005

The sky is the limit
17.10.2005

Zagadka o czterech trójkątach
19.09.2005

Zagadka o przechodzeniu przez most
23.08.2005

Trzy dowcipy o pieniądzach
21.08.2005

Trzy przypowieści o skarbie
16.08.2005

Zagadka o czterech odcinkach
13.08.2005

Wiersz List III
12.08.2005

Zagadka o ojcu dziecka
07.08.2005

Zdrowie dla wszystkich
06.08.2005

Zagadka o trzech żarówkach
27.07.2005

Ignoramus et ignorabimus
24.07.2005
« Zagadka o czterech trójkątach Ulubione (zabawa psychologiczna) »

The sky is the limit

Kiedy byłem małym chłopcem wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł: "W życiu wszystko jest możliwe, jeśli tylko się chce". Z dzieciństwa pamiętam co najmniej dwie sytuacje, kiedy uczyłem się tego na własnej skórze. W czwartej klasie podstawówki ojciec zapisał mnie na kurs języka angielskiego pierwszego stopnia w osiedlowym domu kultury. Ponieważ znałem już wcześniej kilkadziesiąt angielskich słówek, a sposób prowadzenia zajęć pierwszego stopnia był bardzo infantylny, ojciec ku mojemu przerażeniu przepisał mnie po dwóch lekcjach na drugi stopień. Na pierwszych zajęciach stałem się pośmiewiskiem nowej grupy, nie rozumiałem nic. Ojciec zamiast przepisać mnie z powrotem na pierwszy stopień zaczął udzielać mi korepetycji, tak aby nadrobić pierwszy rok. Kurs ukończyłem z wyróżnieniem. Kilka lat później, też jeszcze w podstawówce, na zlocie rowerowym urwała mi się przerzutka. Spanikowany, wróciłem do domu tylko dzięki temu, że jeden z kolegów dopchał mnie do podmiejskiej pętli tramwajowej. W domu ojciec pokazał mi, że można było prowizorycznie przywrócić rower do używalności. Wystarczyło małe, zębate kółeczko z urwanej tylniej przerzutki wmontować do prowadnicy przedniej przerzutki, a tę ostatnią zamontować wyżej w kierunku siodełka, tak aby rozprowadzić długość łańcucha po dużym trójkącie prostokątnym. Konstrukcja bardzo dziwaczna, ale rzeczywiście: dało się jechać!
Moje późniejsze życiowe doświadczenia uczyły mnie ciągle tego samego: jeśli pojawia się w twoim życiu coś, co rzeczywiście chcesz osiągnąć, do czego jesteś przekonany niepodzielnie całym umysłem, sercem i duszą, jeśli jesteś w stanie poświęcić wszystko, to nie ma takiej siły, która odciągnęła by cię od zdobycia celu. Co więcej, im bardziej szalony pomysł, tym bardziej świat i ludzie pomagają ci go zrealizować zamiast mnożyć nieistniejące problemy. Pamiętam jak w Kairze podczas mojej wyprawy rowerowej przez trzy kontynenty musiałem w ciągu jednego dnia załatwić sobie wizę ugandyjską (w przeciwnym wypadku czekałbym kolejny tydzień na następny samolot). Złożyłem w amasadzie wszystkie papiery, zdjęcia, zapłaciłem 30$ i okazało się, że potrzebuję jeszcze przedstawić "list uwierzytelniający". Nie pytajcie mnie co to jest, bo nie wiem. Wiem tylko, że powiedziałem, że ja ten list w ciągu dwóch godzin dostarczę i pojechałem do polskiej ambasady. Pani sekretarka tłumaczyła mi, że wyrobienie takiego dokumentu to nie jest prosta sprawa, a ja tłumaczyłem jej, że przyjechałem tutaj z Polski na rowerze przez cały Bliski Wschód i bardzo chcę jechać dalej. Wreszcie zgodziła się zapytać konsula. Po pięciu minutach konsul zszedł do mnie z kartką papieru zadrukowaną niezrozumiałym, angielskim dyplomatycznym slangiem i powiedział: "Wie pan, po pierwsze to ja dzisiaj jestem na urlopie, po drugie to za wydanie tego dokumentu powinienem wziąć od pana bardzo dużo pieniędzy, po trzecie to zaimponował mi pan swoją odwagą i determinacją. Oto list, proszę jechać szybko i załatwić sobie tę wizę". Wieczorem tego samego dnia wznosiłem się już nad Afryką.
Ostatnio wpadła mi w ręce pewna opowieść ze świata amerykańskiego biznesu. Agencja reklamowa startowała w konkursie na wykonanie zlecenia rządowego. Po trzech miesiącach wytężonej pracy, w środę tuż przed 17-tą, główny projektant odebrał telefon od przedstawiciela ministerstwa: niestety projekt nie zakwalifikował się do następnego etapu, z takich to a takich powodów. Projektant zakomunikował przykrą wiadomość swojemu przełożonemu, a ten podjął błyskawiczną decyzję: "Oddzwoń natychmiast do ministerstwa i zapytaj się, czy oglądali nasz projekt alternatywny. Jeśli nie, to jutro rano będą go mieć na swoich biurkach". Oczywiście żaden projekt alternatywny nie istniał, ale trzymiesięczne doświadczenie w pracy nad pierwotną wersją, a co najważniejsze, uzyskana informacja zwrotna o realnych wymaganiach ministerstwa, pozwoliły zespołowi stworzyć szybko przez noc drugą wersję. W piątek przed końcem dnia pracy firma dostała kolejny telefon z ministerstwa: projekt wygrał konkurs. Jak napisał w swoich wspomnieniach główny projektant: "Mieliśmy w firmie wszyscy bardzo udany weekend".
Na koniec jeszcze jedna historyjka tego typu. Odsiadujący niesprawiedliwy wyrok więzienia syn dostał list od swojego ojca: "Synu, w tym roku po raz pierwszy w swoim życiu nie zaorałem naszego pola. Zbyt już posunąłem się w latach, nie dałem rady. Wiem, że gdybyś tu był, na pewno pomógłbyś mi w pracy". Syn wysłał odpowiedź: "Ach, ojcze, proszę Cię, nie przekopuj tego pola! Ukryłem w nim broń, którą użyłem w napadzie". Na drugi dzień oddział FBI centymetr po centymetrze przeczesał rodzinne pole według przechwyconego listu. Syn odpisał jeszcze raz: "Ojcze, niestety, jak wiesz nie mogę teraz przyjechać, ale mam nadzieję, że pomogłem ci w pracy".

Mount Blanc V (fot. Adam Welber)

Mount Blanc V (fot. Adam Welber)


17.10.2005
© żyjący na ziemi
kontakt e-mail poleć stronę znajomym

Lektury nadobowiązkowe:

Zakład zamknięty aut. Andrzej Ziemiański (nagrodzone opowiadanie, opublikowane w pierwszym numerze polskiej Fantastyki, autor miał wtedy tylko 23 lata)
Defending your life reż. Albert Brooks (film amerykański z 1991 roku, wyświetlany swego czasu też w polskiej telewizji pt. Broniąc życia)

« Zagadka o czterech trójkątach Ulubione (zabawa psychologiczna) »