|
Ignoramus et ignorabimus1
Ktoś, nie pierwszy i nie ostatni, porównał ludzkie życie
do gry w szachy i zauważył, że ta gra nie miałaby sensu w dwóch przypadkach:
gdyby gracz nie był w stanie przewidzieć żadnego ruchu naprzód, i gdyby był w
stanie przewidzieć wszystkie.
W pierwszym przypadku (niewiedza całkowita) gra przeradza się w bezsensowną
serię chaotycznych, robionych na oślep ruchów. Jakikolwiek chwilowy sukces czy
porażka są czystym przypadkiem, nie zależą od wysiłków gracza. Taka
gra rodzi zniechęcenie i bierność. W drugim przypadku (wiedza całkowita)
gra przestaje mieć sens, bo wynik gracz może przewidzieć przed jej
rozpoczęciem. Taka gra jest mechanicznym wykonywaniem z góry zaplanowanych
ruchów. Staje się nudna i nie daje satysfakcji.
Może zatem dobrze, że w naszym ludzkim życiu coś
wiemy a czegoś nie wiemy? Prawdopodobnie byłoby ono nie do zniesienia, gdybyśmy
nie wiedzili nic lub wiedzieli wszystko.
Po tej okrągłej, zacytowanej konkluzji przyjrzyjmy się
na chwilę kanciastym, szachowym szczegółom tego porównania dla drugiego
przypadku.
Nie wiemy i nie jesteśmy w stanie przeliczyć czy gra w szachy przy umiejętnej
grze graczy zawsze kończy się wygraną białych, wygraną czarnych czy remisem2.
Zakładając jednak na przykład, że zawsze wygrywają białe, zauważmy, że w
niesprzyjającej sytuacji (tzn. gdy gramy czarnymi) konkretny, ostateczny wynik
gry zależy od poziomu wiedzy gracza-przeciwnika, który został wcześniej
milcząco pominięty. Jeśli przeciwnik nie potrafi przeliczać wszystkich ruchów
do przodu, to może się mylić, a my możemy mu w tym myleniu pomagać. W
sytuacji sprzyjającej (tzn. gdy gramy białymi) satysfakcja z gry może polegać
na udowodnieniu przeciwnikowi, że jesteśmy w stanie z nim wygrać niezależnie od
jego posunięć. Satysfakcja w tym przypadku może być większa, jeśli wcześniej
założymy się o odpowiednio wysoką sumę. Tak czy siak, wiedza całkowita
niekoniecznie musi równać się brakowi sensu.
A wracając do życia i szachów, ostatnio grałem białymi.
Nie dysponowałem oczywiście wiedzą całkowitą, ale miałem naprawdę świetny plan
osiągnięcia zwycięstwa. Problemy jednak pojawiły się już na samym początku:
czarny goniec gracza-przeciwnika niedwuznacznie zerkał na moją królową. Gdzieś
po dziesiątym posunięciu wzięli się za ręce i wyszli z mieszkania. W tej
sytuacji gracz-przeciwnik wielkodusznie zaproponował mi remis i dodał, że
tak naprawdę, to jemu już dawno znudziła się ta ciągła walka. Ja chciałem grać
dalej, bo przecież miałem plan, ale moje konie zaczęły głośno rżeć i
wierzgać kopytami na środku szachownicy. Krzyczały coś o regule "ruch tylko o
dwa pola do przodu i w bok" i ograniczaniu wolności. Nie byłem w stanie
przywołać tego parskającego towarzystwa do porządku. Przestraszone pionki
wdrapały się na wieżę i oświadczyły, że nie zejdą dopóki królowa nie wróci. Na
razie wszyscy czekamy; ja w międzyczasie robię zapiski. Gra co prawda nie jest
jeszcze rostrzygnięta, ale z każdym dniem nabieram przekonania, że mój
misterny plan jednak wziął w łeb...
24.07.2005 © żyjący na ziemi kontakt e-mail • poleć stronę znajomym
1 (łac.) nie wiemy i nie
będziemy wiedzieć
2 Dla prostych gier takich jak np. kółko i krzyżyk na
planszy 3x3, jesteśmy w stanie przeliczyć wszystkie możliwe sytuacje jakie
zajdą podczas gry. W tym konkretnym przypadku gracz rozpoczynający grę może
wykonać jeden z 9 ruchów (czyli może postawić krzyżyk w jednym z dziewięciu
kwadratów), następnie przeciwnik może zrobić jednej z 8 ruchów (czyli postawić
kółko w jednym z pozostałych ośmiu kwadratów), itd. Maksymalna liczba
kombinacji jest nie większa od 9! czyli 362 880. Analizując wzystkie kombinacje
można zauważyć, że przy umiejętnej grze każdy zawodnik jest w stanie osiągnąć
remis. W przypadku szachów gracz średnio ma do wyboru 20 ruchów (czasem dużo
więcej, a czasem dużo mniej). Liczba możliwych kombinacji pozycji na
szachownicy już po 30 obustronnych posunięciąch (gra z reguły trwa dłużej)
wynosi 20^(2*30) czyli ponad 10^78 (jedynka z 78-ma zerami). Komputer, który
dokonywałby analizy wszystkich kombinacji w tempie jedna pozycja w ciągu
nanosekundy (jednej miliardowej sekundy, aktualnie nie jest to technicznie
możliwe) i rozpoczął pracę 20 miliardów lat temu (szacowany czas od Wielkiego
Wybuchu) nie wykonałby do teraz nawet promila swojego zadania. W rzeczywistości
wykonałby mniej niż 1/10^51 części zadania, co oznacza, że nawet po np.
trylionowym przyspieszeniu prędkości komputera czy zwiększeniu czasu jego pracy
nie dostalibyśmy rozwiązania. W ten sposób mała szachownica 8x8 zdaje się
nabierać więcej niż kosmicznych wymiarów...
|