żyjąc w:
SZWAJCARIA
i EUROPA

żyjąc w: Szwajcaria i Europa 2005-08
opowiadania/index.shtmlOPOWIADANIA
ZapiskiZapiski
Naokoło œwiataNaokoło świata
camino de Santiagocamino de Santiago
Wyprawa rowerem przez 3 kontynentyrowerem przez 3 kontynenty
Krzysztof Rozmus
żyjący na ziemi
Coaching.net.pl
COACHING.NET.PL

Atrakcje turystyczne

Koszty życia i informacje praktyczne

Praca w Szwajcarii
  Pielęgniarki
  Informatycy (wywiad)

Przydatne linki

Jak wyjechać z CH

RAPORTY:

Pożegnanie ze Szwajcarią. Postscriptum
Raport szwajcarski numer 34
31.12.2008 (ostatni)


Szlakiem "Rękopisu znalezionego w Saragossie" (Hiszpania)
Raport szwajcarski numer 33
28.12.2008


W średniowiecznych katedrach i na wieży Eiffla (Francja)
Raport szwajcarski numer 32
22.12.2008


Upalona krowa, upalona owca, upalony koń (Holandia)
Raport szwajcarski numer 31
20.12.2008


Czekoladki lepsze niż szwajcarskie (Belgia)
Raport szwajcarski numer 30
11.12.2008


Śladami Lenina (Finlandia, Łotwa, Rosja)
Raport szwajcarski numer 29
08.12.2008


Pożegnanie ze Szwajcarią
Der Schweizerische Bericht 28
01.06.2008


Wycieczka bałkańska (kraje byłej Jugosławii, Bułgaria, Albania)
Der Schweizerische Bericht 27
07.10.2007


Nichts Besonderes
Der Schweizerische Bericht 26
01.04.2007


Pośrodku Ameryki i Europy, między ogniem a słońcem (Islandia)
Der Schweizerische Bericht 25
31.01.2007


Grzybki reglamentowane i życzenia
Der Schweizerische Bericht 24
21.12.2006


Na wyspach (Anglia i Irlandia)
Der Schweizerische Bericht 23
28.11.2006


W poszukiwaniu Wikingów (Skandynawia)
Der Schweizerische Bericht 22
05.11.2006


Nad Atlantykiem i w Kaplicy Kości (Portugalia)
Der Schweizerische Bericht 21
29.10.2006


Rowerem przez Taury (Austria)
Der Schweizerische Bericht 20
17.09.2006


TV Polonia w Szwajcarii
Der Schweizerische Bericht 19
19.08.2006


To już ponad rok
Der Schweizerische Bericht 18
15.07.2006


Zimowe zaległości
Der Schweizerische Bericht 17
18.05.2006


Tak się bawi, tak się bawi
Der Schweizerische Bericht 16
26.03.2006


Ein Ausgang
Der Schweizerische Bericht 15
02.03.2006


Ponarzekajmy
Der Schweizerische Bericht 14
10.02.2006


Kilka obrazków
Der Schweizerische Bericht 13
15.01.2006


Życzenia świąteczne
Rapport suisse no. 12

Moja mała stabilizacja
Rapport suisse no. 11

Jesień w mieście Biel
Rapport suisse no. 10

Referendum
Rapport suisse no. 9

Zapach czekolady
Rapport suisse no. 8

Czy wiecie, że...?
Rapport suisse no. 7

Sąsiedzi na południu (Włochy)
Rapport suisse no. 6

Sąsiedzi na zachodzie (Francja)
Rapport suisse no. 5

Proszę państwa do schronu
Rapport suisse no. 4

Bezwględność czasu
Rapport suisse no. 3

Stromy podjazd z widokami na przyszłość
Rapport suisse no. 2

Moc pozytywnych pierwszych wrażeń
Rapport suisse no. 1

« Szlakiem "Rękopisu znalezionego w Saragossie" (Hiszpania)
Pożegnanie ze Szwajcarią. Postscriptum
czyli Raport szwajcarski numer 34 (ostatni)
Kraków, 31.12.2008


    
Zgodnie z podtytułem raport ten będzie raportem ostatnim, zamykającym ponad trzy i pół roczny dział "żyjąc w: Szwajcaria i Europa". Trochę powspominam, trochę uzupełnię, będzie sporo niepublikowanych dotąd zdjęć. Zahaczę też o temat "Szwajcaria, a sprawa polska", bo od połowy września 2008 roku mieszkam już w kraju.



  

A czas sobie płynie... w Muzeum Zegarków, La Chaux de Fonds, Szwajcaria





Dokąd idziecie, moje dwusetki? (reklama coop banku), Biel/Bienne, Szwajcaria





Bursztynowy świerzop? ...ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił...,
Niederechi, Szwajcaria


     Moje ostatnie dni w Szwajcarii, pod koniec maja 2008 roku, poświęcone były przede wszystkim sprzątaniu mieszkania. Doprowadzenie wynajmowanej kawalerki o powierzchni 27 m2 do stanu czystości w standardzie szwajcarskim zajęło mi cztery doby z krótkimi przerwami na sen. Firma wynajmująca przysłała trzy strony formatu A4 z opisem wymagań, co i czym ma być czyszczone (należało między innymi rozebrać i wyczyścić w środku wentylator kuchenny, zrobić kąpiel odkamieniającą wężowi prysznicowemu, gdyby na wyposażeniu mieszkania była zmywarka do naczyń, należało by jeszcze przedstawić rachunek za usługę profesjonalnego czyszczenia z firmy serwisującej urządzenie). Przy odbiorze mieszkania sprawdzono czystość m.in. pod wywiniętą ręcznie uszczelką na drzwiach lodówki oraz wykonano "test białej chusteczki" na górnej powierzchni drzwi wejściowych. Większość Szwajcarów korzysta przy takich okazjach z profesjonalnych firm czyszczących (taka zresztą była sugestia firmy wynajmującej).
     Lechu opowiadał mi, że przy jego pierwszym zdawaniu mieszkania, we Fryburgu, wydawało mu się, że człowiek z firmy wynajmującej tylko przechadzał się po pokojach z rękami w kieszeniach i kiwał aprobująco głową, ale na końcu usłyszał: "Wszystko ładnie. Tylko tam w łazience od spodu kranu przy wannie zostało jeszcze odrobinę kamienia. A w piekarniku przy lewej śrubce na samym końcu masz kropelkę tłuszczu. Musisz to doczyścić".
     Przy sprzątaniu mieszkania musiałem zrobić też remanent w dokumentach i znalazłem coś, co brałem zawsze za rachunek 120 CHF za wywóz śmieci. "Rachunek" ten dostałem na początku mieszkania w Biel, kiedy to po niemiecku rozumiałem jedynie Haende hoch, Schneller i Heil Hitler , więc zapłaciłem bez wnikania. Tymczasem okazało się, że był to mandat za wystawienie przy śmietniku worka z makulaturą w nieodpowiednim dniu. Papier wywożony był tak jak we Fryburgu za darmo, ale w Biel można było go wystawiać tylko raz w miesiącu. Informowała o tym obszerna broszura, którą dostałem przy rejestracji, ale tak jak pisałem, wtedy jeszcze niemieckiego nie znałem (francuskiego także nie)... Na mandacie wyszczególniono dokładnie (po szwajcarsku!) kwoty cząstkowe, które złożyły się na sumę 120 CHF: 15 minut pracy człowieka, który zajmuje się przeglądaniem zawartości worków na śmieci plus koszty dojazdu na miejsce, 15 minut pracy kogoś innego, kto zajął się wypisaniem faktury, 30 min. pracy nie pamiętam już kogo. Do mandatu było dołączone ksero zdjęcia znalezionej w śmieciach koperty zaadresowanej na moje nazwisko (jako dowód, że śmieci należały do mnie). He he, przyjemnie płaci się takie klarowne mandaty. Z tym, że tak naprawdę to przecież nie był mandat, tylko zwrócenie uwagi, które kosztowało pracę kilku osób (na "mandacie" nie było pozycji "kara").
    Wymóg sortowania śmieci i ich faktyczne odzyskiwanie (recycling) to jedna z rzeczy, którą chętnie przeniósłbym do Polski, gdzie owszem w niektórych miejscach są kolorowe osobne kontenery, ale brakuje systemu bodźców zachęcających. W Szwajcarii bynajmniej nie są to przede wszystkim akcje uświadamiające potrzebę ochrony środowiska naturalnego (choć takie też mają miejsce), ale fakt, że wywóz odsortowanych rzeczy jest bezpłatny. Za darmo pozbędziemy się więc: papieru, tektury, szkła, metalu, butelek PET, butelek plastikowych białych, ubrań i butów, zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, baterii, farb, chemikaliów i innych trucizn. Pozostałe śmieci można wystawiać tylko w oznakowanych foliowych workach, które są dość drogie. W Polsce mnie osobiście zniechęca do sortowania fakt, że śmieci z osobnych kontenerów są wrzucane i tak wszystkie na kupę (choć jak dowiedziałem się ostatnio, wcale nie musi to oznaczać, że później nie są one odsortowywane jeszcze raz i jakoś wykorzystywane - ponoć nie ma jednej reguły i zależy to od firmy zajmującej się wywozem śmieci).

 

A tak było na początku, w 2005 roku:

FLV player

Fragment filmu Juliusza Machulskiego "Vabank II czyli riposta"



FLV player

Etiuda "Szwajcarskie czekoladki"
(w roli Duńczyka gościnnie wystąpił Lechu)

 

     W ciągu ostatniego roku pobytu w Szwajcarii wielokrotnie przymierzałem się do napisania raportu poświęconego szwajcarskiemu systemu podatkowemu - bezskutecznie. Na koniec zatem kilka informacji. W Szwajcarii na podatek składają się obciążenia fiskalne na trzech poziomach: federalnym (poziom państwa szwajcarskiego), kantonalnym i gminnym. Pierwszy poziom jest jednakowy dla wszystkich, natomiast dwa pozostałe zależą od miejsca zamieszkania, bo władze kantonów i mieszczących się w nich gmin mają swobodę w kształtowaniu własnych systemów podatkowych (nie tylko stawek, ale w ogóle zasad). W związku z tym w Szwajcarii ma miejsce bardzo ciekawe zjawisko konkurencji podatkowej: kantony i gminy prześcigają się w obniżaniu podatków i tworzeniu jak najbardziej przyjaznych systemów, aby ściągnąć do siebie nowych mieszkańców. W folderach reklamowych miast i miasteczek informacje o obowiązujących podatkach są podawane jako atuty obok np. pięknego położenia. Ludzie przeprowadzający się do Szwajcarii lub Szwajcarzy zmieniający miejsce zamieszkania biorą te informacje mocno pod uwagę przy wyborze miejsca. W 2006 roku głośno było o wprowadzeniu przez kanton Obwalden... systemu degresywnego, czyli takiego, w którym im więcej się zarabia, tym mniej się płaci podatków. Obwalden, jeden z najbiedniejszych kantonów leżący w górach w środkowej Szwajcarii, liczył w ten sposób na przyciągnięcie do siebie ludzi bogatych i rozwój związany z ich inwestycjami. Niestety w 2007 szwajcarski Sąd Najwyższy uznał system degresywny za sprzeczny z konstytucją federacji - Obwalden musiał poprzestać tylko na najniższych stawkach. 
     Szwajcarska konkurencja podatkowa dotyczy także podatku od firm... i od wielu lat jest pod mocnym ostrzałem Uni Europejskiej jako "nieuczciwa", bo kantony mogą ustalać różne podatki dla różnych podmiotów na zasadzie indywidualnych umów. Kiedy w 2005 roku amerykańska firma, w której pracowałem w Szwajcarii, wybierała miejsce na swoją siedzibę, prowadziła negocjacje podatkowe z różnymi kantonami i Bern dał jej najlepsze warunki (a miasto Biel/Bienne w kantonie Bern miało odpowiednią nieruchomość do wynajęcia). W ramach krajów w Europie moi Amerykanie wybierali między Szwajcarią a Irlandią, która podobnie jak Szwajcaria ma dość niskie podatki (ale jednak wyższe; poza tym Szwajcaria ma takie atuty jak ogólna stabilność czy brak korupcji). Szwajcaria jako dobre miejsce na rejestrację firmy została też wybrana np. przez rosyjski Gazprom: w 2005 roku w kantonie Zug zarejestrowano kontrolowane przez Gazprom spółki Nord Stream AG i South Stream AG - konstruktorzy i operatorzy północnej i południowej nitki gazociągu z Syberii do Europy (odpowiednio do Niemiec i Włoch). W Szwajcarii w sumie zarejstrowanych jest 9 filii Gazpromu, m.in. ważne: Shtockman Development (konsorcjum zajmujące się eksploatacją ogromnego złoża gazu na Morzu Barentsa) czy RosUkrEnergo (pośrednik w eksporcie gazu z Azji Środkowej do Europy Środkowej i Wschodniej).
     Z indywidualnych warunków podatkowych mogą korzystać także osoby fizyczne, które chcą osiedlić się w Szwajcarii, o ile oczywiście uda im się się przekonać jakiś kanton, że warto z nimi zawrzeć osobną umowę. Szwajcarskimi rezydentami podatkowymi chętnie zostają ludzie bogaci, którzy we własnych krajach musieliby płacić np. bardzo wysokie podatki od luksusu. Do znanych "uchodźców podatkowych", osób, które przeniosły się do Szwajcarii, by płacić mniej, należą np. Tina Turner, David Bowie, Michael Schumacher, Phil Collins, Boris Becker, Ingvar Kamprad (założyciel IKEI, najbogatszy człowiek w Europie i siódmy na świecie w 2008 roku wg miesięcznika Forbes) i ponad cztery tysiące innych multimilionerów (zobacz listę "szwajcarskich" gwiazd). Unia Europejska i w tym wypadku od lat oskarża Szwajcarię o nieuczciwą konkurencję. Socjalistyczna kandydatka na prezydenta Francji nazwała nawet szwajcarskie praktyki bandytyzmem, po tym jak w 2007 roku kraj opuściła kolejna gwiazda, piosenkarz Johnny Hallyday, oświadczając, że ma po prostu już dość oddawaniu państwu 70-ciu procent swoich dochodów rocznie...
     Generalnie dla zwykłego śmiertelnika podatki w Szwajcarii na tle Europy są niskie, ale nie jakoś drastycznie - czasem można odnieść takie wrażenie, ale wynika ono z faktu, że przeciętny poziom pensji w Szwajcarii jest dwukrotnie wyższy niż w rozwiniętych krajach UE, w związku z czym "duże pieniądze" są tutaj zaledwie średnim dochodem trafiającym na niższe stawki progów. Poza tym w Szwajcarii można korzystać z różnych odliczeń podatkowych. Ja np. co roku odliczałem m.in. koszt utrzymania roweru, na którym dojeżdżałem do pracy (bodajże 900 CHF rocznie) i koszt lunchów jedzonych w czasie przerwy w pracy (bodajże 14 CHF dziennie; te koszty są zryczałtowane i nie trzeba przedstawiać na nie żadnych rachunków).
     Na koniec tematu ważna uwaga: tam, gdzie pisałem, że kanton lub gmina wprowadza zmiany w systemie podatkowym, należy mieć na uwadze, że takie zmiany są zawsze przegłosowywane w referendach przez mieszkańców (jak zresztą wszystko, co ważne; w Szwajcarii żadna ustawa nie wchodzi w życie bez referendum), a więc tak naprawdę to ludzie sami decydują, ile i na co chcą płacić (w kantonach działają komisje nadzoru wydatków, których obowiązkiem jest informowanie obywateli o kwestiach finansowych - czytaj więcej w artykule Jordana Cibury). Przy tak działającym systemie urzędnik czy polityk nie jest panem i władcą, od którego wszystko zależy, ale jedynie narzędziem do wypełniania woli wyborców. I to się w Szwajcarii czuje.
     Natomiast co się czuje w tym temacie w Polsce, o tym pisać nie trzeba. Podzielę się tylko moją ogólną refleksją, że system demokracji pośredniej (w której decyzje podejmują wybrani przedstawiciele), ma istotny mankament w postaci braku sankcji za niewypełnianie obietnic wyborczych. Oczywiście rzecz dotyczy nie tylko Polski, ale na lokalnym podwórku łatwiej o przykłady: jakaś partia startuje do wyborów ze sztandarowym hasłem wprowadzenia podatku liniowego, porusza ten temat w debatach przedwyborczych, po czym w kilka dni po wygranych wyborach oświadcza, że w tej kadencji nie zamierza forsować tego pomysłu, bo "są ważniejsze sprawy". W takim układzie wyborca może czuć się oszukiwany i sfrustrowany całkowitym brakiem realnego wpływu na podejmowane w państwie decyzje. Podnoszona głośno możliwość "wybrania innej partii za cztery lata", w systemie, w którym wszystkie partie już rządziły i jednakowo się kompromitowały, jest tylko teorią. Zdaje się, że pozostaje nie głosowanie w ogóle, jako forma protestu, do czasu wprowadzenia obligatoryjnych rozliczeń z wyborczych obietnic (z sankcją surowych kar) lub, może prościej, skopiowania działających rozwiązań demokracji bezpośredniej ze Szwajcarii...

 

Wycieczka po wizę do szwajcarskiej ambasady we Wiedniu w 2005 roku (przez Niemcy):




Oktoberfest, Monachium, Niemcy




Jeden z wielu paradnych lwów, Monachium, Niemcy




Atena przed Parlamentem Austriackim, Wiedeń, Austria





Pomnik cesarzowej Marii Teresy Habsburg od tyłu, Wiedeń, Austria



     Myślę, że decyzja o opuszczeniu Szwajcarii była jedną z trudniejszych w moim życiu i przed jej podjęciem bardzo długo wahałem się. Nie miejsce tutaj na opisanie wszystkich rozważań i ogromnej liczby za i przeciw, które brałem pod uwagę. Napiszę tylko o dwóch rzeczach. Po pierwsze, po skończonych wakacjach 2007 roku, kiedy to gościłem u siebie sporo osób z Polski, zdałem sobie sprawę, że również Szwajcaria dla mnie się skończyła, w sensie, że zacząłem z niej czerpać już tylko szeroko pojęte bezpieczeństwo. Tymczasem, mimo swego wieku, wciąż mam ochotę na coś więcej - czułem się na tyle młody, aby zaryzykować zmianę. Po drugie, prawdopodobnie gdybym miał własną rodzinę i dzieci, zostałbym w Szwajcarii, choćby ze względu na działającą tutaj służbę zdrowia. Jedną ze spraw, którą dotkliwie odczuwam po powrocie do kraju jest właśnie brak systemu prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych (i prywatnych, czytaj: dobrze działających, szpitali).
Z podpatrzonych szwajcarskich rozwiązań medycznych chętnie bym też widział w Polsce (z dedykacją dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że nigdzie w Europie nie ma całkowicie prywatnej służby zdrowia):
     - podawanie ręki pacjentowi na dzień dobry (na marginesie: takie standardy obowiązują nie tylko w służbie zdrowia, byłem kiedyś świadkiem drobnej stłuczki na ulicy, pierwszą reakcją policjanta, który przyjechał nie miejsce zdarzenia, było przywitanie się przez podanie ręki ze wszystkimi stronami wypadku);
     - rozpoczynanie diagnozy często nawet wydawałoby się błahej choroby od badania krwi, a jeśli potrzeba to też od wymazu z gardła czy prześwietlenia płuc; badanie jest od razu na miejscu, a wyniki na poczekaniu;
     - w większości wypadków lekarz wydaje leki, które zapisuje, nie trzeba jeszcze dodatkowo biegać do apteki;
     - rachunek za usługę medyczną przychodzi dopiero po jakimś czasie do domu pocztą.

     Na początku 2008 roku zauważyłem też, że zaczęła mi przeszkadzać za granicą konieczność porozumiewania się w obcych językach. I nie chodzi tutaj o niemożność dogadania się, bo tak jak pisałem, wielu Szwajcarów mówi po angielsku, ale o poczucie obcości jakie jednak towarzyszy sytuacjom typu "Przepraszam, ale nie mówię dobrze po niemiecku. Czy mówisz po angielsku?". Zresztą, jeśli chodzi o język angielski, to także nie mam w nim poczucia absolutnej swobody wypowiedzi. Przeszkadza mi, że nie rozumiem około 0,2% słów, które ktoś do mnie mówi, nawet jeśli całkowicie pojmuję sens wypowiedzi. Przeszkadza mi, że nie wiem, jak powiedzieć wprost po angielsku np. "naparstek" lub "że obcierają mnie buty" lub że "ktoś jest ą ę", mimo, że w każdej sytuacji potrafię na bieżąco znaleźć zamienniki słów. Przeszkadza mi wreszcie, że nawet gdybym nadrobił wszystkie te braki, to zawsze będzie pozostawać dla mnie niedostępna cała ta sfera odcieni emocjonalnych związanych ze słowami, ich wieloznaczności, odniesień do świata kultury i związanego z tym poczucia humoru. Pobyt za granicą uświadomił mi, że ta sfera dla mnie jest bardzo ważna i dostępna tylko w języku ojczystym.


Wizytacje gości w 2007 roku: 




Moja mama nad Jeziorem Genewskim, Szwajcaria



   

Po lewej w roli Sherlocka Holmesa przy wodospadzie Reichenbach w Meiringen, Szwajcaria





Brienzersee, Szwajcaria





Miasteczko Gruyeres, Szwajcaria



  

Po lewej: Dagmara na widelcu nad Jeziorem Genewskim, Szwajcaria
Po prawej: Małgorzata w okolicach Fiescheralp, Szwajcaria





Reklama szwajcarskiego mleka w przejściu dworcowym, Lozanna, Szwajcaria


     Szwajcarię opuściłem ostatecznie z końcem maja 2008 i po odbyciu trzy i pół miesięcznej wycieczki naokoło świata wylądowałem w Krakowie. Moje pierwsze wrażenia? Przede wszystkim nie doświadczyłem żadnego szoku, bo mieszkając w Szwajcarii, na bieżąco śledziłem wydarzenia w Polsce, i jak obliczyłem, w sumie odwiedziłem kraj dwanaście razy (z czego osiem razy w ostatnich siedmiu miesiącach przed wyprowadzką). Zauważyłem jedynie, że w Krakowie:
- dosłownie wszędzie mogę się dogadać w języku polskim i jest to szalenie wygodne,
- obniżono o połowę cenę autobusowego biletu nocnego, a niemalże dwukrotnie wzrosła cena przejazdu taksówką,
- w zasadzie nie zmieniły się ceny w restauracjach, czego nie można powiedzieć o kawiarniach w centrum,
- na przystankach tramwajowych zamontowano elektroniczny system informacji o godzinach przyjazdów (co prawda od trzech miesięcy jest on wciąż tylko w fazie testów, ale zdecydowanie jest to krok w dobrym kierunku),
- w nowszych tramwajach wprowadzono informację głosową o nazwach przystanków (a przy dojeździe do pętli można usłyszeć: "Dziękuję Państwu za wspólną podróż. Pozdrawiam, Grzegorz Turnau"),
- ostatnio oddano do użytku linię szybkiego tramwaju, który mija korki w centrum tunelem, 
- sklepy spożywcze są otwarte do późna w nocy, także w sobotę i niedzielę,
- sprzedawcy zostają po godzinach w sklepach, aby obsłużyć ostatnich klientów,
- po osiedlach chodzą patrole policyjne, a przed supermarketami stoją ochroniarze (w sumie bezpiecznie można przypiąć rower),
- wydaje mi się, że na ulicach jest czyściej, niż to dawniej bywało, a ludzie ubierają się trochę gorzej, ale mogę się mylić,
- urzędy i służba zdrowia działa tak, jak działała (nurzać się w szczegółach nie będę, bo to jakby narzekać publicznie na własną rodzinę - nie wypada),
- na miejscu jeszcze bardziej śmieszy mnie polski humor, np. Raczkowski (rys1, rys2, rys3), Polska KrasnoLudowa (rys1, rys2, rys3),
- jest się z kim napić wódki (bo na Zachodzie to tylko piwa lub wina),
- w ciągu trzech miesięcy odbyłem więcej spotkań towarzyskich niż w Szwajcarii w ciągu trzech lat,
- wciągnęły mnie zajęcia na warsztatach aktorskich - rzecz dla mnie za granicą niedostępna.

I to by było chyba na tyle. Zapraszam jeszcze do oglądnięcia reszty zdjęć poniżej. A tymczasem czytelnikom dziękuję za uwagę, szczególnie tym przesyłającym swoje komentarze :-)

Wszystkim - Szczęśliwego Nowego Roku 2009!



Pozdrawiam
Krzysiek
poleć stronę znajomym



Pozostałe niepublikowane dotąd zdjęcia:




Poczekalnia na dworcu kolejowym, Biel/Bienne, Szwajcaria (2008)



  

Po lewej: z Miranti z Indonezji po meczu siatkówki, Biel/Bienne, Szwajcaria (2008)
Po prawej: z kolegami z pracy na kręglach, Ipsach, Szwajcaria (2007)
Brakuje zdjęć ze squasha, w którego nauczyłem się grać właśnie w Szwajcarii.





Jadą wozy kolorowe... z piwem, Biel/Bienne, Szwajcaria (2008)





Po prawej Pedro z Hiszpanii, wigilia firmowa, Ipsach, Szwajcaria (2007)



  

Po prawej Lechu, Stein am Rhein, Szwajcaria (2007)
- wspólna dwudniowa wycieczka rowerowa wokół Jeziora Bodeńskiego
 


  

Typowa betonowa infrastruktura dworcowa, Schoenbuehl, Szwajcaria (2006)
- przechodziłem tędy wielokrotnie w drodze do spa Solbad





Wigilia firmowa z fondue, Magglingen, Szwajcaria (2006)





Z Agnieszką w dolinie Verzasca, Szwajcaria (2006)





Przygotowanie do wyścigu..., Lyss, Szwajcaria (2006)





...na torze gokartowym, mój bolid z numerem jeden, Lyss, Szwajcaria (2006)

 



Katedra, ze św. Jerzym i smokiem, Bazylea, Szwajcaria (2006)





Panorama miasta, Bazylea, Szwajcaria (2006)





Ratusz, Bazylea, Szwajcaria (2006)



  

Po lewej: słup ogłoszeniowy w kształcie wbitego w ziemię pocisku, Biel/Bienne (2006) 
Po prawej: na snowboardzie z Simonem, Chasseral, Szwajcaria (2006)



   

   

Zmiany na wystawie sklepu odzieżowego, Biel/Bienne, Szwajcaria (XII 2005 - IV 2006)





Szwajcarska pocztówka-puzzle, Biel/Bienne, Szwajcaria (2005)





Krowa ozdobna, wycieczka z Dorotą do fabryki czekolady, Broc, Szwajcaria, (2005)





Zimowe wejście na Jungfraujoch, wizyta ojca, Szwajcaria (2005)





Ten dom jest mój i nie jest mój, 
Też nie jest tego, kto miał go przede mną,
Kto po mnie przyjdzie, też opuścić będzie go musiał,
Powiedz, przechodniu, czyj jest ten dom?

Wolne tłumaczenie sentencji bardzo często ozdabiającej stare domy w Szwajcarii,
Erlach, Szwajcaria (2006)





Zutritt verboten! - Wstęp wzbroniony!
Dwudniowa wycieczka rowerowa z Arkiem, gdzieś między Visp a Sion,
Szwajcaria (2005)





Sen się skończył?...





Awaria Smoka Wawelskiego, Kraków, wycieczka do Polski (2007)





Słuchaj odpowiedzi!, kupując bilet autobusowy w kiosku ruchu,
Kraków, wycieczka do Polski (2005)




Sztywny Pal Azji "Spotkanie z..." (by scytka)


Dokąd pójdziemy, Polsko, dokąd pójdziemy?
Poprowadź mnie za rękę, prowadź mnie za rękę,
I opowiadaj, co słychać u Ciebie, co słychać, opowiadaj.




 
« Szlakiem "Rękopisu znalezionego w Saragossie" (Hiszpania)