Pożegnanie ze Szwajcarią.
Postscriptum czyli Raport szwajcarski
numer 34 (ostatni) Kraków, 31.12.2008
Zgodnie z
podtytułem raport ten będzie raportem ostatnim, zamykającym
ponad trzy i pół roczny dział "żyjąc w: Szwajcaria i Europa".
Trochę powspominam, trochę uzupełnię, będzie sporo
niepublikowanych dotąd zdjęć. Zahaczę też o temat "Szwajcaria,
a sprawa polska", bo od połowy września 2008
roku mieszkam już w kraju.
A czas sobie
płynie... w Muzeum Zegarków, La Chaux de Fonds, Szwajcaria
Bursztynowy
świerzop? ...ile cię trzeba cenić,
ten tylko się dowie, kto cię stracił..., Niederechi, Szwajcaria
Moje ostatnie dni w Szwajcarii, pod koniec maja 2008
roku, poświęcone były przede wszystkim sprzątaniu
mieszkania. Doprowadzenie wynajmowanej kawalerki o powierzchni
27 m2 do stanu czystości w standardzie szwajcarskim zajęło mi
cztery doby z krótkimi przerwami na sen. Firma wynajmująca
przysłała trzy strony formatu A4 z opisem wymagań, co i czym
ma być czyszczone (należało między innymi rozebrać i wyczyścić
w środku wentylator kuchenny, zrobić kąpiel odkamieniającą
wężowi prysznicowemu, gdyby na wyposażeniu mieszkania była
zmywarka do naczyń, należało by jeszcze przedstawić rachunek
za usługę profesjonalnego czyszczenia z firmy serwisującej
urządzenie). Przy odbiorze mieszkania sprawdzono czystość
m.in. pod wywiniętą ręcznie uszczelką na drzwiach lodówki
oraz wykonano "test białej chusteczki" na górnej powierzchni
drzwi wejściowych. Większość Szwajcarów korzysta przy takich
okazjach z profesjonalnych firm czyszczących (taka zresztą
była sugestia firmy wynajmującej). Lechu opowiadał
mi, że przy jego pierwszym zdawaniu mieszkania, we Fryburgu,
wydawało mu się, że człowiek z firmy wynajmującej tylko
przechadzał się po pokojach z rękami w kieszeniach i kiwał
aprobująco głową, ale na końcu usłyszał: "Wszystko ładnie.
Tylko tam w łazience od spodu kranu przy wannie zostało
jeszcze odrobinę kamienia. A w piekarniku przy lewej
śrubce na samym końcu masz kropelkę tłuszczu. Musisz to
doczyścić". Przy sprzątaniu
mieszkania musiałem zrobić też remanent w dokumentach i
znalazłem coś, co brałem zawsze za rachunek 120 CHF za wywóz
śmieci. "Rachunek" ten dostałem na początku mieszkania w
Biel, kiedy to po niemiecku rozumiałem jedynie Haende
hoch, Schneller i Heil Hitler , więc zapłaciłem
bez wnikania. Tymczasem okazało się, że był to mandat za
wystawienie przy śmietniku worka z makulaturą w nieodpowiednim
dniu. Papier wywożony był tak jak we Fryburgu za darmo, ale w
Biel można było go wystawiać tylko raz w miesiącu.
Informowała o tym obszerna broszura, którą dostałem przy
rejestracji, ale tak jak pisałem, wtedy jeszcze niemieckiego
nie znałem (francuskiego także nie)... Na mandacie
wyszczególniono dokładnie (po szwajcarsku!) kwoty cząstkowe,
które złożyły się na sumę 120 CHF: 15 minut pracy
człowieka, który zajmuje się przeglądaniem zawartości worków
na śmieci plus koszty dojazdu na miejsce, 15 minut pracy kogoś
innego, kto zajął się wypisaniem faktury, 30 min. pracy nie
pamiętam już kogo. Do mandatu było dołączone ksero zdjęcia
znalezionej w śmieciach koperty zaadresowanej na moje nazwisko
(jako dowód, że śmieci należały do mnie). He he,
przyjemnie płaci się takie klarowne mandaty. Z tym, że tak
naprawdę to przecież nie był mandat, tylko zwrócenie uwagi,
które kosztowało pracę kilku osób (na "mandacie" nie było
pozycji "kara"). Wymóg sortowania śmieci
i ich faktyczne odzyskiwanie (recycling) to jedna z rzeczy,
którą chętnie przeniósłbym do Polski, gdzie owszem w
niektórych miejscach są kolorowe osobne kontenery,
ale brakuje systemu bodźców zachęcających. W Szwajcarii
bynajmniej nie są to przede wszystkim akcje uświadamiające
potrzebę ochrony środowiska naturalnego (choć takie też mają
miejsce), ale fakt, że wywóz odsortowanych rzeczy jest
bezpłatny. Za darmo pozbędziemy się więc: papieru, tektury,
szkła, metalu, butelek PET, butelek plastikowych białych,
ubrań i butów, zużytego sprzętu elektrycznego i
elektronicznego, baterii, farb, chemikaliów i innych
trucizn. Pozostałe śmieci można wystawiać tylko w
oznakowanych foliowych workach, które są dość drogie. W Polsce
mnie osobiście zniechęca do sortowania fakt, że śmieci z
osobnych kontenerów są wrzucane i tak wszystkie na kupę (choć
jak dowiedziałem się ostatnio, wcale nie musi to
oznaczać, że później nie są one odsortowywane jeszcze raz i
jakoś wykorzystywane - ponoć nie ma jednej
reguły i zależy to od firmy zajmującej się wywozem
śmieci).
A tak było na
początku, w 2005 roku:
FLV
player
Fragment filmu Juliusza
Machulskiego "Vabank II czyli riposta"
FLV
player
Etiuda "Szwajcarskie
czekoladki" (w roli Duńczyka gościnnie
wystąpił Lechu)
W ciągu
ostatniego roku pobytu w Szwajcarii wielokrotnie przymierzałem
się do napisania raportu poświęconego szwajcarskiemu systemu
podatkowemu - bezskutecznie. Na koniec zatem kilka
informacji. W Szwajcarii na podatek składają się
obciążenia fiskalne na trzech poziomach: federalnym
(poziom państwa szwajcarskiego), kantonalnym i gminnym.
Pierwszy poziom jest jednakowy dla wszystkich, natomiast dwa
pozostałe zależą od miejsca zamieszkania, bo władze kantonów i
mieszczących się w nich gmin mają swobodę w kształtowaniu
własnych systemów podatkowych (nie tylko stawek, ale w ogóle
zasad). W związku z tym w Szwajcarii ma miejsce bardzo ciekawe
zjawisko konkurencji podatkowej: kantony i gminy prześcigają
się w obniżaniu podatków i tworzeniu jak najbardziej
przyjaznych systemów, aby ściągnąć do siebie nowych
mieszkańców. W folderach reklamowych miast i miasteczek
informacje o obowiązujących podatkach są podawane jako atuty
obok np. pięknego położenia. Ludzie przeprowadzający się do
Szwajcarii lub Szwajcarzy zmieniający miejsce zamieszkania
biorą te informacje mocno pod uwagę przy wyborze miejsca. W
2006 roku głośno było o wprowadzeniu przez kanton Obwalden...
systemu degresywnego, czyli takiego, w którym im więcej się
zarabia, tym mniej się płaci podatków. Obwalden, jeden z
najbiedniejszych kantonów leżący w górach w środkowej
Szwajcarii, liczył w ten sposób na przyciągnięcie do
siebie ludzi bogatych i rozwój związany z ich inwestycjami.
Niestety w 2007 szwajcarski Sąd Najwyższy uznał system
degresywny za sprzeczny z konstytucją federacji
- Obwalden musiał poprzestać tylko na najniższych
stawkach. Szwajcarska konkurencja
podatkowa dotyczy także podatku od firm... i od wielu
lat jest pod mocnym ostrzałem Uni Europejskiej jako "nieuczciwa",
bo kantony mogą ustalać różne podatki dla różnych podmiotów
na zasadzie indywidualnych umów. Kiedy w 2005 roku
amerykańska firma, w której pracowałem w Szwajcarii, wybierała miejsce
na swoją siedzibę, prowadziła negocjacje podatkowe z różnymi kantonami
i Bern dał jej najlepsze
warunki (a miasto Biel/Bienne w kantonie
Bern miało odpowiednią nieruchomość do wynajęcia). W ramach krajów w Europie
moi Amerykanie wybierali między Szwajcarią
a Irlandią, która podobnie jak Szwajcaria ma
dość niskie podatki (ale jednak wyższe; poza tym
Szwajcaria ma takie atuty jak ogólna stabilność czy brak korupcji).
Szwajcaria jako dobre miejsce na rejestrację firmy została też
wybrana np. przez rosyjski Gazprom: w 2005 roku w
kantonie Zug zarejestrowano kontrolowane przez Gazprom spółki Nord
Stream AG i South Stream AG - konstruktorzy i
operatorzy północnej i południowej nitki gazociągu z Syberii do
Europy (odpowiednio do Niemiec i Włoch). W Szwajcarii
w sumie zarejstrowanych jest 9 filii Gazpromu, m.in.
ważne: Shtockman Development (konsorcjum zajmujące się eksploatacją
ogromnego złoża gazu na Morzu Barentsa) czy RosUkrEnergo
(pośrednik w eksporcie gazu z Azji Środkowej do Europy
Środkowej i Wschodniej). Z indywidualnych
warunków podatkowych mogą korzystać
także osoby fizyczne, które chcą osiedlić się w Szwajcarii,
o ile oczywiście uda im się
się przekonać jakiś kanton, że warto z nimi
zawrzeć osobną umowę. Szwajcarskimi rezydentami podatkowymi chętnie zostają ludzie bogaci, którzy
we własnych krajach musieliby płacić np.
bardzo wysokie podatki od luksusu. Do znanych "uchodźców podatkowych",
osób, które przeniosły się do Szwajcarii, by
płacić mniej, należą np. Tina Turner, David Bowie,
Michael Schumacher, Phil Collins, Boris Becker, Ingvar Kamprad
(założyciel IKEI, najbogatszy człowiek w Europie
i siódmy na świecie w 2008 roku wg
miesięcznika Forbes) i ponad cztery tysiące innych multimilionerów (zobacz listę "szwajcarskich"
gwiazd). Unia Europejska i w tym wypadku od lat oskarża Szwajcarię o nieuczciwą konkurencję.
Socjalistyczna kandydatka na prezydenta Francji nazwała nawet
szwajcarskie praktyki bandytyzmem, po tym
jak w 2007 roku kraj opuściła kolejna gwiazda, piosenkarz Johnny
Hallyday, oświadczając, że ma po
prostu już dość oddawaniu państwu 70-ciu procent swoich
dochodów rocznie... Generalnie
dla zwykłego śmiertelnika podatki w Szwajcarii na tle
Europy są niskie, ale nie jakoś drastycznie - czasem można odnieść
takie wrażenie, ale wynika ono z faktu, że przeciętny poziom
pensji w Szwajcarii jest dwukrotnie wyższy niż
w rozwiniętych krajach UE, w związku z czym "duże
pieniądze" są tutaj zaledwie średnim dochodem trafiającym
na niższe stawki progów. Poza tym w Szwajcarii można
korzystać z różnych odliczeń podatkowych.
Ja np. co roku odliczałem m.in. koszt utrzymania roweru,
na którym dojeżdżałem do pracy (bodajże 900 CHF rocznie)
i koszt lunchów jedzonych w czasie przerwy w
pracy (bodajże 14 CHF dziennie; te koszty są zryczałtowane i nie
trzeba przedstawiać na nie żadnych
rachunków). Na koniec tematu ważna
uwaga: tam, gdzie pisałem, że kanton lub gmina wprowadza
zmiany w systemie podatkowym, należy mieć na uwadze, że takie
zmiany są zawsze przegłosowywane w referendach przez
mieszkańców (jak zresztą wszystko, co ważne; w Szwajcarii
żadna ustawa nie wchodzi w życie bez referendum), a więc tak
naprawdę to ludzie sami decydują, ile i na co chcą płacić (w
kantonach działają komisje nadzoru wydatków,
których obowiązkiem jest informowanie obywateli o
kwestiach finansowych - czytaj więcej w artykule Jordana Cibury). Przy tak
działającym systemie urzędnik czy polityk nie jest panem
i władcą, od którego wszystko zależy, ale jedynie
narzędziem do wypełniania woli wyborców. I to się w
Szwajcarii czuje. Natomiast co się
czuje w tym temacie w Polsce, o tym pisać nie trzeba. Podzielę
się tylko moją ogólną refleksją, że system demokracji pośredniej
(w której decyzje podejmują wybrani przedstawiciele),
ma istotny mankament w postaci braku sankcji za
niewypełnianie obietnic wyborczych. Oczywiście rzecz dotyczy
nie tylko Polski, ale na lokalnym podwórku łatwiej o przykłady: jakaś
partia startuje do wyborów ze sztandarowym
hasłem wprowadzenia podatku liniowego, porusza ten
temat w debatach przedwyborczych, po czym w kilka dni po wygranych
wyborach oświadcza, że w tej kadencji nie zamierza forsować
tego pomysłu, bo "są ważniejsze sprawy". W takim układzie
wyborca może czuć się oszukiwany i sfrustrowany całkowitym brakiem realnego
wpływu na podejmowane w państwie
decyzje. Podnoszona głośno możliwość "wybrania innej partii
za cztery lata", w systemie, w którym wszystkie partie już
rządziły i jednakowo się kompromitowały, jest tylko teorią.
Zdaje się, że pozostaje nie głosowanie w ogóle, jako forma
protestu, do czasu wprowadzenia obligatoryjnych rozliczeń
z wyborczych obietnic (z sankcją surowych kar) lub, może
prościej, skopiowania działających rozwiązań demokracji
bezpośredniej ze Szwajcarii...
Wycieczka po wizę do
szwajcarskiej ambasady we Wiedniu w 2005 roku (przez
Niemcy):
Oktoberfest,
Monachium, Niemcy
Jeden z wielu
paradnych lwów, Monachium, Niemcy
Atena przed
Parlamentem Austriackim, Wiedeń, Austria
Pomnik
cesarzowej Marii Teresy Habsburg od tyłu, Wiedeń, Austria
Myślę, że
decyzja o opuszczeniu Szwajcarii była jedną z trudniejszych w
moim życiu i przed jej podjęciem bardzo długo wahałem się. Nie
miejsce tutaj na opisanie wszystkich rozważań i ogromnej
liczby za i przeciw, które brałem pod uwagę. Napiszę
tylko o dwóch rzeczach. Po pierwsze, po skończonych
wakacjach 2007 roku, kiedy to gościłem u siebie sporo
osób z Polski, zdałem sobie sprawę, że również Szwajcaria dla
mnie się skończyła, w sensie, że zacząłem z niej czerpać już
tylko szeroko pojęte bezpieczeństwo. Tymczasem, mimo swego
wieku, wciąż mam ochotę na coś więcej - czułem się na
tyle młody, aby zaryzykować zmianę. Po drugie, prawdopodobnie
gdybym miał własną rodzinę i dzieci, zostałbym w
Szwajcarii, choćby ze względu na działającą tutaj służbę
zdrowia. Jedną ze spraw, którą dotkliwie odczuwam po powrocie
do kraju jest właśnie brak systemu prywatnych ubezpieczeń
zdrowotnych (i prywatnych, czytaj: dobrze
działających, szpitali). Z podpatrzonych szwajcarskich
rozwiązań medycznych chętnie bym też widział w Polsce (z
dedykacją dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że nigdzie w
Europie nie ma całkowicie prywatnej służby
zdrowia): - podawanie ręki
pacjentowi na dzień dobry (na marginesie: takie standardy
obowiązują nie tylko w służbie zdrowia, byłem kiedyś świadkiem
drobnej stłuczki na ulicy, pierwszą reakcją policjanta, który
przyjechał nie miejsce zdarzenia, było przywitanie się przez
podanie ręki ze wszystkimi stronami
wypadku); - rozpoczynanie diagnozy
często nawet wydawałoby się błahej choroby od badania krwi, a
jeśli potrzeba to też od wymazu z gardła czy prześwietlenia
płuc; badanie jest od razu na miejscu, a wyniki na
poczekaniu; - w większości
wypadków lekarz wydaje leki, które zapisuje, nie trzeba
jeszcze dodatkowo biegać do
apteki; - rachunek za usługę
medyczną przychodzi dopiero po jakimś czasie do domu
pocztą.
Na początku 2008
roku zauważyłem też, że zaczęła mi przeszkadzać za granicą
konieczność porozumiewania się w obcych językach. I nie chodzi
tutaj o niemożność dogadania się, bo tak jak pisałem, wielu
Szwajcarów mówi po angielsku, ale o poczucie obcości
jakie jednak towarzyszy sytuacjom typu "Przepraszam, ale
nie mówię dobrze po niemiecku. Czy mówisz po angielsku?".
Zresztą, jeśli chodzi o język angielski, to także nie mam w
nim poczucia absolutnej swobody wypowiedzi. Przeszkadza mi, że
nie rozumiem około 0,2% słów, które ktoś do mnie mówi, nawet
jeśli całkowicie pojmuję sens wypowiedzi. Przeszkadza mi, że
nie wiem, jak powiedzieć wprost po angielsku
np. "naparstek" lub "że obcierają mnie buty"lub
że "ktoś jest ą ę", mimo, że w
każdej sytuacji potrafię na bieżąco znaleźć zamienniki
słów. Przeszkadza mi wreszcie, że nawet gdybym nadrobił
wszystkie te braki, to zawsze będzie pozostawać dla mnie
niedostępna cała ta sfera odcieni emocjonalnych związanych ze
słowami, ich wieloznaczności, odniesień do świata kultury i
związanego z tym poczucia humoru. Pobyt za granicą uświadomił
mi, że ta sfera dla mnie jest bardzo ważna i dostępna tylko w
języku ojczystym.
Wizytacje gości
w 2007 roku:
Moja mama nad
Jeziorem Genewskim, Szwajcaria
Po lewej w roli Sherlocka Holmesa przy
wodospadzie Reichenbach w Meiringen, Szwajcaria
Brienzersee, Szwajcaria
Miasteczko
Gruyeres, Szwajcaria
Po lewej:
Dagmara na widelcu nad Jeziorem Genewskim, Szwajcaria Po prawej: Małgorzata w okolicach
Fiescheralp, Szwajcaria
Reklama
szwajcarskiego mleka w przejściu dworcowym, Lozanna,
Szwajcaria
Szwajcarię opuściłem ostatecznie z końcem maja 2008 i po
odbyciu trzy i pół miesięcznej wycieczki naokoło świata
wylądowałem w Krakowie. Moje pierwsze wrażenia? Przede
wszystkim nie doświadczyłem żadnego szoku, bo mieszkając w
Szwajcarii, na bieżąco śledziłem wydarzenia w Polsce, i
jak obliczyłem, w sumie odwiedziłem kraj dwanaście razy (z
czego osiem razy w ostatnich siedmiu miesiącach przed
wyprowadzką). Zauważyłem jedynie, że w Krakowie: -
dosłownie wszędzie mogę się dogadać w języku polskim i jest to
szalenie wygodne, - obniżono o połowę cenę autobusowego
biletu nocnego, a niemalże dwukrotnie wzrosła
cena przejazdu taksówką, - w zasadzie nie zmieniły się ceny
w restauracjach, czego nie można powiedzieć o kawiarniach w
centrum, - na przystankach tramwajowych zamontowano
elektroniczny system informacji o godzinach przyjazdów
(co prawda od trzech miesięcy jest on wciąż tylko w fazie
testów, ale zdecydowanie jest to krok w dobrym kierunku), -
w nowszych tramwajach wprowadzono informację głosową o
nazwach przystanków (a przy dojeździe do pętli można usłyszeć:
"Dziękuję
Państwu za wspólną podróż. Pozdrawiam, Grzegorz
Turnau"), - ostatnio oddano do użytku
linię szybkiego tramwaju, który mija korki w centrum
tunelem, - sklepy spożywcze są otwarte do późna w
nocy, także w sobotę i niedzielę, - sprzedawcy zostają po
godzinach w sklepach, aby obsłużyć ostatnich
klientów, - po osiedlach chodzą patrole policyjne, a
przed supermarketami stoją ochroniarze (w sumie bezpiecznie
można przypiąć rower), - wydaje mi się, że na ulicach jest
czyściej, niż to dawniej bywało, a ludzie ubierają się trochę
gorzej, ale mogę się mylić, - urzędy i służba zdrowia działa tak, jak
działała (nurzać się w szczegółach nie będę, bo to
jakby narzekać publicznie na własną rodzinę - nie
wypada),
- na miejscu
jeszcze bardziej śmieszy mnie polski humor, np.
Raczkowski (rys1, rys2, rys3), Polska KrasnoLudowa (rys1, rys2, rys3), - jest się z kim napić wódki
(bo na Zachodzie to tylko piwa lub wina), - w ciągu trzech
miesięcy odbyłem więcej spotkań towarzyskich niż w Szwajcarii
w ciągu trzech lat, - wciągnęły mnie zajęcia na warsztatach
aktorskich - rzecz dla mnie za granicą
niedostępna.
I to by było chyba na tyle. Zapraszam
jeszcze do oglądnięcia reszty zdjęć poniżej. A tymczasem czytelnikom
dziękuję za uwagę, szczególnie tym przesyłającym
swoje komentarze :-)
Poczekalnia na
dworcu kolejowym, Biel/Bienne, Szwajcaria (2008)
Po lewej: z
Miranti z Indonezji po meczu siatkówki, Biel/Bienne,
Szwajcaria (2008) Po prawej: z
kolegami z pracy na kręglach, Ipsach, Szwajcaria
(2007) Brakuje zdjęć ze squasha, w
którego nauczyłem się grać właśnie w Szwajcarii.
Jadą wozy
kolorowe... z piwem, Biel/Bienne, Szwajcaria (2008)
Po prawej Pedro
z Hiszpanii, wigilia firmowa, Ipsach, Szwajcaria
(2007)
Po prawej Lechu,
Stein am Rhein, Szwajcaria (2007) - wspólna dwudniowa wycieczka
rowerowa wokół Jeziora Bodeńskiego
Typowa
betonowa infrastruktura dworcowa, Schoenbuehl, Szwajcaria
(2006) - przechodziłem tędy
wielokrotnie w drodze do spa Solbad
Wigilia firmowa
z fondue, Magglingen, Szwajcaria (2006)
Z Agnieszką w
dolinie Verzasca, Szwajcaria (2006)
Przygotowanie do
wyścigu..., Lyss, Szwajcaria (2006)
...na torze
gokartowym, mój bolid z numerem jeden, Lyss, Szwajcaria
(2006)
Katedra, ze św.
Jerzym i smokiem, Bazylea, Szwajcaria (2006)
Panorama miasta,
Bazylea, Szwajcaria (2006)
Ratusz, Bazylea,
Szwajcaria (2006)
Po lewej: słup ogłoszeniowy w kształcie
wbitego w ziemię pocisku, Biel/Bienne (2006) Po prawej:
na snowboardzie z Simonem, Chasseral, Szwajcaria (2006)
Zmiany na
wystawie sklepu odzieżowego, Biel/Bienne, Szwajcaria (XII 2005
- IV 2006)
Krowa
ozdobna, wycieczka z Dorotą do fabryki czekolady, Broc,
Szwajcaria, (2005)
Zimowe wejście
na Jungfraujoch, wizyta ojca, Szwajcaria (2005)
Ten dom jest mój i nie jest mój,
Też nie jest tego, kto miał go
przede mną, Kto po mnie przyjdzie, też
opuścić będzie go musiał, Powiedz, przechodniu, czyj
jest ten dom?
Wolne tłumaczenie sentencji bardzo często
ozdabiającej stare domy w Szwajcarii, Erlach, Szwajcaria (2006)
Zutritt verboten! - Wstęp
wzbroniony! Dwudniowa wycieczka
rowerowa z Arkiem, gdzieś między
Visp a Sion, Szwajcaria (2005)
Sen się
skończył?...
Awaria Smoka
Wawelskiego, Kraków, wycieczka do
Polski (2007)
Słuchaj
odpowiedzi!, kupując bilet autobusowy w kiosku ruchu,
Kraków, wycieczka do Polski (2005)