Upalona krowa, upalona owca, upalony
koń (Holandia) czyli Raport szwajcarski
numer 31 Kraków, 20.12.2008
Moja wycieczka do
Holandii? Ciekawie spędzona doba w Amsterdamie, pozostałe
dwa dni nudy.
Gdzie? Holandia (Park
Narodowy Hoge Veluwe, Haga, Amsterdam, wyspa Texel) Kiedy? Trzydniowy długi
weekend na początku czerwca 2006 Jak? Nocny pociąg Bazylea -
Amsterdam. Lokalnie kolej, bilet (długo)weekendowy. Noclegi w
hotelu w Amsterdamie.

Park Narodowy
Hoge Veluwe, Holandia
Z nocnego pociągu do
Amsterdamu wysiedliśmy wcześniej w Arnhem, skuszeni
przewodnikowym opisem Parku Narodowego Hoge Veluwe. Podobało
nam się m.in., że w cenie biletu wstępu można było sobie
wypożyczyć rower. Nie spodziewaliśmy się oczywiście, że w
czerwcu będą tam dla nas kwitły wrzosy, ale myśleliśmy jednak
o jakiś ciekawych krajobrazach. Tymczasem miałem wrażenie, że
jeździliśmy rowerami po czymś w rodzaju krakowskiego parku im.
Jordana. Generalnie OK, ale nazywanie tego atrakcją
turystyczną wydaje się być przesadą.
Chyba
najciekawsze miejsce w całym lesie, Park Narodowy Hoge Veluwe,
Holandia
Ze
specjalnych
punktów obserwacyjnych niestety nie udało nam się dostrzec
żadnych zwierząt. W osławionym muzeum przyrodniczym na
terenie parku też gó*no było - dosłownie było, bowiem skąpa
ekspozycja obejmowała opisane odchody różnych gatunków.

Park Rzeźb, Park Narodowy
Hoge Veluwe, Holandia
Na terenie parku odwiedziliśmy również
muzeum malarstwa i park rzeźb (muzeum państwa Kröller-Müller,
którzy przekazali na rzecz państwa park i kolekcję). Kolekcja
malarstwa opisana w przewodniku jako imponująca była dość
skromna (być może z braku miejsca wystawienniczego), z malarzy
bardzo znanych było dość dużo Van Gogha. Z kolei
"największy w Europie park rzeźb, m.in. Rodina i
Giacomettiego" w praktyce sprowadzał się do pojedynczych,
mało znanych rzeźby tych artystów i masy... dziwacznych
konstrukcji.
Na stronie muzeum www.kmm.nl można zapoznać się z
aktualną ekspozycją (moimi opiniami laika proszę się nie
sugerować :-).

Jardin d’email (Emailiowany ogród)
Jeana Dubuffeta, Park Narodowy
Hoge Veluwe, Holandia
Oddaję sprawiedliwość Holendrom: ta
"rzeźba" francuskiego artysty była nawet zabawna. Podobnież nie mogę powiedzieć złego słowa
na informację turystyczno-komunikacyjną w Arnhem, skąd
udaliśmy się w dalszą drogę nad wybrzeże, do
Hagi.

Dworzec kolejowy, Haga,
Holandia
Nawet przez różowe
okulary Haga nie stała się piękniejsza lub ciekawsza. Zniechęceni ogólnym wyglądem miasta bez
wyrazu, nie próbowaliśmy tropić rzadko rozsianych zabytków,
tylko udaliśmy się nad morskie wybrzeże. Jak to nad
Morzem Północnym było wietrznie i niezbyt ciepło.
Ponieważ leżenie na wilgotnym piasku nie było
przyjemne, postanowiliśmy pójść i zjeść obiad. Niestety, jak
się okazało...

Zaśmiecone okolice
dworca, Amsterdam, Holandia
...Holendrzy nie mają swojej żadnej
specyficznej czy dobrej kuchni. Skończyło się na suchym
kurczaku z rożna i frytkach z majonezem za 15 euro. W
Holandii głównie można zjeść albo dania fastfoodowe
(takie wyciągane z automatów "ze ściany"), albo kuchnie
dawnych kolonii (np. indonezyjską). Obie opcje są dość
tłuste.

Wenecja północy i jej
kanały, Amsterdam, Holandia
Architektura Amsterdamu
przywoływała mi na myśli Nowy Jork - taki filmowy, bo
wtedy rzeczywistego jeszcze nie znałem. Jak sprawdziłem po
podróży, te skojarzenia nie brały się znikąd: Nowy
Jork został założony w XVII wieku właśnie przez Holendrów i
przez pół wieku, dopóki nie został zdobyty przez
Anglików, funkcjonował pod nazwą Nowy Amsterdam.

Dzielnica Czerwonych
Latarń, Amsterdam, Holandia (phot. wessen)
Amsterdamska Dzielnica
Czerwonych Latarń
okazała się
być miejscem unikalnym, wartym odwiedzenia. Drugiego takiego nie
ma nigdzie, choć każde większe miasto na świecie
ma rejon o tej samej nazwie. Główna różnica, moim zdaniem,
polega na całkowitej jawności - prostytucja w Holandii
jest legalna, istnieje nawet związek zawodowy pracowników sex-biznesu,
który notabene organizuje w dzielnicy prezentacje
dla zainteresowanych realiami tej pracy - oraz,
nazwijmy to, przejrzystości - dziewczyny prezentują bowiem swoje
uroki w wystawowych oknach i zasłaniają je tylko na chwilę,
gdy drzwiami obok z tłumu gapiów wchodzi ktoś do
środka...

Panienki z okienka,
Dzielnica Czerwonych Latarń, Amsterdam, Holandia (phot. Adriano Abate)
Takich
czerwono-ultrafioletowych okienek w 2006 roku było
setki. Poza tym widzieliśmy kilka miejsc, gdzie można
było oglądać pokazy seksu na żywo. Przy całej tej
otwartości zdziwiły mnie bardzo agresywne reakcje prostytutek
i alfonsów na próby robienia zdjęć. Zapewne dałoby się je
jakoś pstryknąć z ukrycia, ale pomyślałem, że wygodniej będzie
po prostu ściągnąć z internetu.

Uliczna sprzedaż tulipanów i cebulek,
Amsterdam, Holandia
Ponoć najpiękniejsze tulipany w
Holandii są w parku Keukenhof (między Amsterdamem
i Hagą). Niestety w czasie naszej podróży tulipany już
przekwitły i park był zamknięty. Wiele osób uważa, że wiosenna
wizyta w Keukenhof jest największą atrakcją turystyczną
Holandii i patrząc na zdjęcia na stronie parku, przychylam się do tej opinii. Zamiast tulipanów w
Holandii natknęliśmy się na inne symbole tego kraju: stosy
rowerów (duże, czarne, o
prostej konstrukcji), drewniane chodaki i wiatraki. Poza tym
dowiedzieliśmy się, że Holendrzy znani są z
tolerancji i... nie zasłaniania okien w mieszkaniach. Są to też
najwyżsi ludzie na ziemi (o urodzie nawiązującej do tworu doktora
Frankensteina, sorry Leo).

Mostek nad kanałem, Amsterdam, Holandia
Amsterdam, jak się okazało, jest też
największym centrum obróbki diamentów w Europie.
W mieście znajdują się liczne szlifiernie; część z nich
udostępnia za darmo swoje wnętrza zwiedzającym. Podczas
krótkiego pokazu dowiedziałem się m.in., że w
południowoafrykańskich kopalniach, by znaleźć diament
jednokaratowy (czyli o wadze 2 gramów) przekopuje
się średnio dwie tony materiału.

Coffee shop, Amsterdam, Holandia
Amsterdam to także oczywiście coffee shopy,
gdzie legalnie można spróbować miękkich narkotyków. Myślę, że
to właśnie dzięki nim miasto zdobyło turystyczną renomę.

Centrum zakupowe, Amsterdam, Holandia
Ostatniego, trzeciego
dnia wybraliśmy się koleją i promem na jedną z pięciu wysp
fryzyjskich, Texel. W lecie popularne jest przechodzenie po
mieliznach między kolejnymi wysepkami. W czerwcu nie było tam
absolutnie nic ciekawego do zobaczenia, ani zrobienia. Po
drodze krajobrazy monotonne jak w całej
Holandii: kanały i płaskie jak stół pastwiska,
pastwiska, pastwiska. Żegnając się z Holandią, znudzony,
widziałem, jak biegają po nich w kółko: upalona
krowa, upalona owca i upalony koń.
|