Wycieczka bałkańska (kraje byłej
Jugosławii, Bułgaria, Albania) czyli Der schweizerische
Bericht Nummer 27 Szwajcaria, 07.10.2007
W tym roku
postanowiłem hurtowo zakończyć temat wycieczek po państwach
Europy. Do kolekcji odwiedzonych brakowało mi tylko krajów
regionu, o którym rzadko słyszy się w mediach, a przez
to jego znajomość jest bardzo ograniczona. Ja sam do
momentu rozpoczęcia przygotowań do tego wyjazdu nie byłem
nawet w stanie poprawnie zlokalizować na mapie wszystkich
państw powstałych po rozpadzie Jugosławii, nie mówiąc już o
jakiejś głębszej wiedzy na temat toczących się tam
ostatnio wojen. Nie potrafiłem
także wyobrazić sobie, jak może wyglądać Sofia. O
Albanii wiedziałem tylko tyle, że jest biedna. Zapraszam na
krótką relację z Bałkanów.
Trasa mojej bałkańskiej wycieczki
- ponad 2000 km przez 8 krajów (mapka:
www.viamichelin.com)
Gdzie? Ljubljana (Słowenia),
Zagrzeb (Chorwacja), Belgrad (Serbia), Sofia (Bułgaria),
Skopje, Ohryd (Macedonia), Tirana (Albania), Ulcijn
(Czarnogóra), Dubrownik (Chorwacja), Medjugorje, Mostar,
Sarajewo (Bośnia). Kiedy? 12 dni na przełomie lipca
i sierpnia 2007. Jak? Pociągami, autobusami,
taksówkami. Noclegi w pociągach nocnych i hostelach.
Kamienica w stylu secesyjnym przy ulicy
Miklosiceva i jeden z czterech zmajów (czyli smoków) przy Zmajskim
Moście, Ljubljana, Słowenia
"Dobra wieczer"
- tak swojsko przywitał mnie konduktor nocnego pociągu, który
z Zurychu przywiózł mnie do Ljubljany. Stolica prawie
2-milionowej Słowenii (po słoweńsku Slovenija) zrobiła na mnie wrażenie
małego prowincjonalnego miasteczka. Najpierw wyjechałem
turystyczną ciuchcią na górujący nad miastem zamek, skąd w
oddali można było podziwiać Alpy Julijskie. Później pokręciłem
się trochę po bardzo ładnym Starym Mieście, a następnie udałem
się do Muzeum Historii Współczesnej. Znalazłem tam m.in.
imitację poczekalni kolejowej z początku XX wieku, kiedy
Słowenia, podobnie jak polska Galicja, była jeszcze
częścią Monarchii Austro-Węgierskiej (ach ta secesyjna moda i
sztuka!) oraz dwa tematy, które odtąd towarzyszyły
mi już do końca wycieczki: Jugosławia i marszałek
Tito. Idea
wspólnego państwa Słowian Południowych dla obrony przed
imperializmem tureckim i austriacko-węgierskim zrodziła się w
okresie romantyzmu. Jej pierwsza praktyczna realizacja
nastąpiła po I wojnie światowej, gdy upadła CK Monarchia
i w roku 1918 utworzono Królestwo SHS (Serbów, Chorwatów i
Słoweńców), przemianowane w 1928 roku na Jugosławię (yugo, jug - południe, Slavia - Słowianie; CK od cesarsko-królewska - władcy
monarchii nosili tytuły cesarzy Austrii i królów Węgier).
Zjednoczona Jugosławia - satyra z
początku XX wieku, Muzeum Historii
Współczesnej, Ljubljana, Słowenia
Po II wojnie
światowej idei słowiańskiej wspólnoty pozostał wierny
obejmujący władzę, przywódca wyzwoleńczej komunistycznej
partyzantki, Josip Broz pseudonim Tito (jego matką była
Słowenką, a ojciec Chorwatem; zmarł w Ljubljanie w 1980, jego
prochy spoczywają w Belgradzie). Włączył on do nowej
Jugosławii Macedonię, a także proponował przyłączenie się
Bułgarii, Rumunii i Albanii. To między innymi stało się
przyczyną konfliktu Tito ze Stalinem (inną sprawą wcześniej
była prowadzona bez uzgodnienia ze Związkiem Radzieckim
jugosłowiańska okupacja Triestu w maju 1945 roku; zestrzelono
wtedy m.in. 4 samoloty amerykańskie). Ostatecznie w 1948
roku Tito wyrzucił z kraju radzieckich doradców, a
Stalin wykluczył Jugosławię z komunistycznej rodziny
Kominternu. Choć Jugosławia (obok Albanii) była jedynym
europejskim państwem, na terytorium którego komunizmu nie
wprowadzano przy pomocy radzieckich czołgów, to metody
przejmowania władzy nie odbiegały znacznie od standardów
wschodnich: w akcji fizycznej eliminacji opozycji
po wojnie wymordowano 100 tysięcy ludzi. W
gospodarce komunizm jugosłowiański dopuszczał szerzej
inicjatywę prywatną, np. w turystyce.
Marszałek Tito w 1969 roku na obchodach
50-lecia Uniwersytetu w Ljubljanie, Muzeum Historii Współczesnej,
Ljubljana, Słowenia
Z Ljubljany po
pięciu godzinach odjechałem pociągiem intercity do leżącej
niedaleko stolicy Chorwacji (po chorwacku Hrvatska; liczba ludności
kraju 4,5 miliona). W Zagrzebiu najpierw udałem się
tramwajem nad miejski zalew Jarun, aby zrelaksować się i umyć.
Mój nocny pociąg do Belgradu odjeżdżał dopiero po północy,
więc wieczorem miałem aż nadto wolnego czasu by pozwiedzać
sobie miasto, znacznie większe od poprzedniego. Nic
specjalnie nie zrobiło na mnie większego wrażenia, no
może poza średnią wzrostu mieszkańców (Chorwaci są wysocy).
Poza tym potwierdziłem sobie informację, że Chorwaci
rozumieją, gdy się do nich mówi po polsku (dokładnie po
polsku, nie po rosyjsku). Jedna z teorii
historycznych mówi, że Chorwaci (tzw. Biali
Chorwaci) w V i VI wieku zamieszkiwali tereny
Małopolski. Mają właśnie o tym świadczyć ogromne
podobieństwa nazw geograficznych (na marginesie, dwie
dzielnice Ljubljany mają też swojsko brzmiące nazwy: Krakovo i
Trnovo).
Budynek dworca głównego, Zagrzeb,
Chorwacja
Trzyosobowy
przedział kuszetkowy dzieliłem jak się okazało z
dwiema Szwajcarkami, które wakacje spędzały grając na ulicach
muzykę bałkańską. Jedna z nich miała ze sobą harmonię, a
druga... pochodziła z mojego miasta Biel/Bienne. Ich głównym
celem był występ na jakimś festiwalu folkowym w Serbii. Ten
festiwal był też głównym celem pary Polaków, którą
spotkałem później w Mecedonii. Miał tam występować także Goran
Bregovic (syn Serbki i Chorwata), który chyba jak nikt
inny przyczynił się do popularyzacji bałkańskich rytmów w
świecie.
Goran Bregovic ze swoją
orkiestrą weselno-pogrzebową (Bregovic's Weddings and Funerals
Orchestra)
MESECINA
Nema vise
sunca, Nema vise meseca. Nema tebe, nema mene. Niceg vise, nema, Pokriva nas ratna tama, Pokriva nas tama. A ja se pitam moja draga, Sta ce biti sa nama?
Mesecina,
(odneli je), Sunce sija, (ponoc
bije), Sa nebesa zrak
probija, Niko ne zna, niko ne
zna Niko ne zna, niko ne zna, Niko ne zna sta to sija
BLASK
KSIĘŻYCA
Nie ma więcej słońca, Nie ma i księżyca, Nie ma ciebie, mnie też nie ma, Niczego już nie ma, Przykryła nas wojenna ciemność, Przykryła nas ciemność. A ja się pytam, moja droga, Co to będzie z nami?
Księżyc za
dnia błyska w oczy, Słońce
świeci o północy, Z niebios w
górze hen jasność leci, Nikt
już nie wie, nikt już nie wie, Nikt już nie wie, nikt już nie wie,
Nikt już nie wie, co to
świeci
Dojeżdżając
nad ranem do Belgradu (serb. Beograd) obserwowałem z okna
ciągnące się przy torach slumsy: domki sklecone z byle czego,
obok suszyły się na sznurkach dziecięce ubranka. Wygląd dworca
głównego stolicy ponad 10-milionowej Serbii (serb. Serbija) – raptem kilka torów,
porozbijane lampy, zdemolowana, a płatna toaleta -
ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że wjechałem
właśnie do Europy drugiej albo trzeciej kategorii (przy okazji
alfabet zmienił się na cyrylicę).
Slumsy, Belgrad,
Serbia (W celu uzyskania maksymalnego
podobieństwa do kolorystyki odbitek ORWO Color, pamiętających jeszcze
czasy zjednoczonej, socjalistycznej Jugosławii i innych naszych demoludów, wszystkie
zdjęcia na stronie zostały zrobione sprzętem fotograficznym
marki telefon Nokia 1.3 megapixel.)
Jadąc tramwajem
(stare kasowniki – 9-otworowe dziurkacze), nie mogłem odpędzić
się od wrażenia, że miasto się po prostu rozsypuje, podobnie
jak wznosząca się dumnie nad nim warownia Kalemegdan. Dla
kontrastu chyba zorganizowano tam Muzeum Wojskowości, mające
sławić sukcesy militarne Serbii od samego początku istnienia
państwa (VII wiek). Jedna z dużej liczby ekspozycji poświęcona
jest wielkiej Bitwie na Kosowym Polu (leżącym na terenie
regionu Kosowo) z roku 1338, gdzie armia serbska starła się z
wojskami tureckimi. Po obu stronach zginęli przywódcy i duża
liczba żołnierzy, ale jej ostateczny wynik nie jest znany.
Bitwa powstrzymała inwazję turecką tylko na 70 lat. Wyzwolenie
Serbii z niewoli (z pomocą Rosji) nastąpiło dopiero w XIX
wieku (do tego czasu część Serbów, nazwanych później
Bośniakami, przeszła na islam). W 600-ną rocznicę tej
ważnej dla świadomości narodowej Serbów bitwy były
prezydent Slobodan Milosevic powiedział: Być może nie umiemy dobrze pracować czy
handlować, ale bić się umiemy znakomicie. I niech inni o tym
pamiętają.
Muzeum
Wojskowości, twierdza Kalemegdan, Belgrad, Serbia
Inna z kolei
gablotka muzeum pokazuje serbskiego bohatera, Gawriło
Principa, który mając 20 lat w 1914 roku w Sarajewie, na
terytorium Bośni pod zaborami Austro-Węgier,
dokonał zamachu na następcę tronu monarchii i
jego żonę. Zamachowiec najprawdopodobniej był członkiem
konspiracyjnej organizacji Czarna
Ręka, walczącej o wyzwolenie Serbów (znajdujących się
pod obcym panowaniem poza aktualnymi granicami Serbii) i o
scalenie wszystkich serbskich ziem w ramach jednego
królestwa. Mimo, że postrzelony arcyksiążę
Franciszek Ferdynand kilka razy przed śmiercią powtórzył
"To nic, to nic...", to wypadek miał ogromne
konsekwencje praktycznie dla całego globu. Niecały miesiąc
później Serbia została zaatakowana przez Austro-Węgry po
odrzuceniu ultimatum domagającego się zgody na
przeprowadzenie własnego, niezależnego dochodzenia na
terytorium Serbii w sprawie zamachu. Na zasadzie domina
wzajemnych sojuszy i zobowiązań do wojny zaczęły
przyłączać się szybko kolejne państwa: Rosja po stronie
Serbii, Niemcy przeciw Rosji, Francja przeciw Niemcom, Niemcy
przeciw Belgii, Anglia, a z nią Japonia przeciw Niemcom...
Turcja, Bułgaria, Rumunia, Grecja, Włochy,
Portugalia, Stany Zjednoczone. Wojna zaczęła toczyć się
także w koloniach, rozprzestrzeniając się na inne kontynenty.
Po czterech latach gdzieś na końcu tego wielkiego zamieszania
na szachownicy świata rozpadła się Monarchia Austro-Węgierska,
a Serbowie z innymi Słowianami Południowymi utworzyli
wspólne Królestwo SHS (o którym pisałem na
początku). W wyniku wojny i dzięki działaniom
dyplomatycznym i wojskowym ludzi takich jak Ignacy Paderewski
i Józef Piłsudski niepodległość po 123 latach odzyskała także
Polska, ale to już historia chyba z całkiem innej
wycieczki...
Secesyjna
kamienica na ulicy Kralja Petrova, Belgrad, Serbia
W belgradzkim
muzeum według przewodnika Lonely Planet miał być też
wystawiony amerykański samolot, niewidzialny dla radarów,
a zestrzelony przez Serbów w czasie nalotów NATO, oraz
zdobyczna broń Armii Wyzwolenia Kosowa z tego samego, 1999
roku, ale nie mogłem jakoś ich znaleźć. Widziałem za to w
centrum miasta zniszczone budynki, najprawdopodobniej jeszcze
pozostałości tamtych czasów (wojnę w Kosowie z 1999 roku
opiszę osobno w części raportu poświęconej Albanii,
wojnami z lat 1990-95 zajmę się przy końcu).
Młodzi serbscy
wojownicy - pokaz sztuki walki Capoeira na wyspie Cyganja, Ada Cyganja, Belgrad, Serbia
Zbyt
zmęczony już drugą nocą spędzoną w pociągu, po wizycie w
muzeum przespacerowałem się tylko głównym deptakiem miasta
(ulica Kneza Mihailowa) i udałem się na odpoczynek na
wyspę (serb. ada) Cyganja,
stanowiącą tłumnie oblegane letnie kąpielisko na rzece Sawie
(wpadającej w Belgradzie do Dunaju). Nie wiem, czy to jest
jakaś wspólna cecha słowiańska, ale dokładnie to samo dzieje
się w takich miejscach w Polsce, Słowacji, Macedonii,
Czarnogórze: wszędzie nieznośny, ogłuszający hałas muzyki. Na
wyspie skosztowałem także lokalnej kuchni: głównie mięsa, dużo
tłuszczu, śmietana, cebula. Sami Serbowie, podobnie zresztą
jak inni południowi Słowianie, zrobili na mnie pozytywne
pierwsze wrażenie ludzi wesołych, na luzie, w miarę
energicznych (mentalność zdecydowanie bardziej "słoneczna" niż
u wschodnich czy zachodnich braci).
Wnętrze dworca
kolejowego, Sofia, Bułgaria
Pod osłoną
kolejnej, na szczęście ostatniej już nocy w pociągu,
przemieściłem się do Sofii, stolicy Bułgarii (po bułgarsku Blgarija; populacja państwa
ponad 7 milonów). Kilkukilometrowy odcinek od dworca do
centrum był dość mocno zaśmiecony, w tym także dużymi
śmieciami typu wersalka wrzucona do strumienia. Pisząc o
Europie trzeciej kategorii już nawet nie mam na myśli tego, że
jest brudno. Bardziej istotne jest, że tutaj jest brudno w
miejscach poniekąd jakoś reprezentacyjnych, w miejscach, przez
które odwiedzający będzie musiał przejść, które można by
uprzątnąć tylko dla zrobienia dobrego wrażenia, ale właśnie o
to chodzi, że nikt nie czuje takiej potrzeby. Jak się później
okaże, im dalej na południe, tym gorzej. W Albanii ludzie będą
wyrzucać z jadącego autobusu butelki do rowu przy
drodze albo na plaży puszki bezpośrednio do morza. I to
właśnie będzie normalne, społecznie akceptowane zachowanie.
Rozsypujący się
pomnik 1300-lecia Bułgarii i Statua
Mądrości na placu Świętej Niedzieli, Sofia, Bułgaria
Po drodze na śniadanie
dość wcześnie rano zatrzymałem się przy czymś w rodzaju budki
z kurczakami. Zamówiłem szaszłyka i frytki, jak się
okazało wszystko zaschnięte, na zimno, z długą, zapewne
ponad tygodniową historią. Po odnalezieniu swojego miejsca na
lepiącej się od brudu ladzie zacząłem konsumpcję z myślą, że
oczywiście dla mnie to nic takiego jeść przez pewien czas coś
gorszego w gorszych warunkach, bo przecież za te kilka dni
wrócę do moich zwyczajnych, całkiem innych, szwajcarskich
standardów. W międzyczasie do budki nieporadnie zbliżył się
jakiś człowiek, ściskający w wyciągniętej dłoni kilka monet.
Wyglądał tak, jakby zamawiał coś naprawdę dobrego za ostatnie,
ciężko zapracowane pieniądze. Dostał frytki. Zadowolony,
przesunął się od okienka, potrącając niechcący jakąś kobietę.
Był niewidomy. Nie sądzę, żeby on także myślał sobie o
tym, że za kilka dni będzie już jadł w lepszym świecie.
Najprawdopodobniej dla niego żaden inny świat poza Sofią po
prostu nigdy nie istniał...
W poszukiwaniu
lepszego świata, Sofia, Bułgaria
Swoją drogą w
dalszej części miasta natknąłem się na wyśmienite
restauracyjki sieci Trops
Kaszta oferujące za bardzo podobne pieniądze świeże
i pyszne dania tradycyjnej kuchni bułgarskiej (smażone
bakłażany, mizeria w postaci chłodnika - wspaniała na
30-40 stopniowe upały). Na sofijskich targowiskach można
też było kupić wspaniałe dojrzałe figi w cenie 2 lewa (1 euro)
za kilogram (w Szwajcarii tyle kosztuje jedna figa, słownie
jedna sztuka).
Lew (herbowy
symbol Bułgarii) spoglądający na Sobór Aleksandra
Newskiego, Sofia, Bułgaria
Pokręciłem się
trochę po mieście, odwiedziłem widoczną na zdjęciu powyżej
cerkiew, popatrzyłem na wznoszącą się w
oddali potężną górę Witoszę. Na planie Sofii
zainteresował mnie także Pałac Kultury, ale okazało się, że
jest całkiem inny od tego darowanego przez Stalina
Warszawie. Popołudniu wsiadłem do autobusu jadącego do
stolicy Macedonii, Skopje. Już na etapie planowania wycieczki
zastanawiałem się, dlaczego przejazd 200-tu kilometrów
będzie trwał aż 6 godzin. Czy to autobus, czy drogi będą
aż tak kiepskiej jakości?
Ruiny starego
dworca kolejowego, zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 1963
roku - na dykcie namalowano apel
Tito o solidarność z Macedonią, Skopje, Macedonia
Autobus i drogi (po
stronie macedońskiej wijące się cały czas po górach) były
całkiem dobre. Problemem okazało się przekraczanie granicy,
które trwało dwie godziny. Celnicy po obu stronach bardzo
szczegółowo przeglądali bagaż wszystkim podróżnym, głównie w
poszukiwaniu nadmiarowej, o zgrozo, paczki papierosów
(bogaci ludzie - mają czas). Do Skopje dotarłem już
bardzo późno wieczorem. Czekał mnie jeszcze spacer do hostelu
po drogach częściowo pozbawionych asfaltu, częściowo
oświetlenia.
Poczta główna z
zewnątrz, Skopje, Macedonia
Macedonia (po
macedońsku Makedonija; o ponad
2 milionach mieszkańców) na forum międzynarodowym nie
nazywa się Macedonią, ale Byłą Jugosłowiańską Republiką
Macedonii (ang. FYROM - Former Yugoslav Republic of
Macedonia). To wynik bardzo silnych nacisków Grecji, która po
powstaniu nowego państwa w 1992 obawiała się ruchów
separatystycznych wśród formalnie nieistniejącej mniejszości
macedońskiej na terenach północnych greckich regionów
Macedonii Zachodniej, Środkowej i Wschodniej. Jak widać
Grecja wolała i woli dmuchać na zimne, nim bałkański
kocioł zacznie wrzeć. Bo o podłożenie ognia nie
trudno: małe narody, więc choćby podświadome
poczucie zagrożenia fizyczną eksterminacją; małe państwa i
ciągle zmieniające się granice, praktycznie w całym
regionie raz po raz wyrzucające poza jedne mniejszości, a
obejmujące drugie.
...i poczta
główna wewnątrz, Skopje, Macedonia
W stolicy
Macedonii bez powodzenia próbowałem znaleźć jakieś
odniesienia do Aleksandra Macedońskiego, który w IV wieku
przed Chr. za pomocą początkowo tylko 35-tysięcznej armii
byłych pasterzy owiec podbił całe Imperium Perskie i próbował
zdobyć także Indie. O Aleksandrze zwanym Wielkim krążyła
legenda, że jako młody chłopak postanowił na własne oczy
przekonać się, czy na górze Olimp rzeczywiście mieszkają
greccy bogowie, choć jako śmiertelnikowi groziła mu za to
śmierć. Miał on także rozwiązać słynny nierozwiązywalny węzeł
w mieście Gordion. Według wyroczni ten, kto zdołałby to
uczynić, miał rządzić całym znanym wtedy światem
- Aleksander po prostu przeciął węzeł mieczem (używając
współczesnej polszczyzny, której tak brakuje mi za granicą,
powiedzielibyśmy, że Aleksander nie j***ł się z rozwiązywaniem
węzła ;-). Swoją drogą przypomina mi
to rozwiązanie problemu postawienia pionowo jajka na stole,
przypisywane innemu słynnemu zdobywcy, Krzysztofowi
Kolumbowi - postawił on jajko na czubku, tłukąc jego
skorupkę. Najwyraźniej wiele problemów ma swoje bardzo proste rozwiązania,
które przestają być proste, tylko gdy za długo się nad nimi
myśli...
Tureckie łaźnie
Duad Paszy - jedna z kopuł dachowych, będących dawniej
jedynymi źródłami światła wewnątrz (obecnie zamiast łaźni jest
tu muzeum sztuki), Skopje,
Macedonia
Dzięki tej podróży dowiedziałem się, że historyczna
ojczyzna słynnego zdobywcy mieściła się prawie w całości na
terytorium dzisiejszej Grecji. Grecy kwestionując prawo
słowiańskich Macedończyków do posługiwaniem się nazwą
państwa nawiązującą do starożytnej Macedonii (żadne inne
państwo o tej nazwie później już nie istniało), przypomnieli
także, że w starożytności Słowanie w ogóle nie mieszkali na
tych terenach (osiedlili się tutaj dopiero pod koniec VI
wieku). Dlatego bohaterem postjugosłowiańskiej Macedonii nie
jest Aleksander Wielki, ale Goce Delčev
- XIX-wieczny bojownik o wyzwolenie narodu spod okupacji
tureckiej, poległy w 1903 roku. Jego grób i muzeum znajduje
się w centrum Skopje obok Cerkwi Zbawiciela (Spasa). Sama
cerkiew posiada zabytkowy, drewniany ikonostas (czyli
ścianę z ikonami zasłaniającą miejsce najświętsze) z początku
XIX wieku. Cerkiew do połowy wkopana jest w ziemię, bo pod
panowaniem tureckim kościoły chrześcijańskie nie mogły być
wyższe od meczetów.
Uliczka w
dzielnicy Čaršija i mundur Goce Delčeva, Skopje, Macedonia
Największą atrakcją turystyczną Skopje jest chyba stara
dzielnica muzułmańska Čaršija, będąca jednym wielkim
bazarem. Czułem się tam dokładnie tak, jak na
Bliskim Wschodzie, np. w Damaszku. Patrząc na obsypujące się
kamienne domki znów miałem wrażenie, że za chwilę
wszystko się rozsypie do reszty...
Pomniki:
błogosławionej Albanki Matki Teresy z Kalkuty w Skopje
(tutaj urodzonej) i
świętych Greków Cyryla i Metodego w Ohrydzie,
Macedonia
Święci bracia w IX wieku na
potrzeby prowadzonej przez siebie chrystianizacji Słowian
Południowych, stworzyli pierwszy w dziejach alfabet
języka słowiańskiego (staro-cerkiewno- słowiańskiego),
zwany głagolicą (głagol =
słowo). Oryginalną graficznie
głagolicę z czasem zastąpiła zbliżona do greki cyrylica
(notabene nazwana tak na cześć jednego z braci -
ciekawego którego, Cyryla czy Metodego? ;-).
Аа a Бб b Вв w Гг
g Дд d Ѓѓ g´ Ее e Жж ż Зз z Ss dz Ии i
Jj j Кк k Лл l Љљ lj Мм m Нн n Њњ nj Оо o Пп p Рр r Сс s
Тт t Ќќ k´ Уу u Фф f Хх h Цц c Чч cz Џџ dż Шш sz
Głagolica
bułgarska i współczesna cyrylica macedońska (źródło: Wikipedia)
Popołudniu
przejechałem autobusem ze Skopje nad leżące przy granicy z
Albanią Jezioro Ohrydzkie. Początkowo zamierzałem zrobić
sobie tam cały jeden dzień przerwy na odpoczynek. Woda
była czysta i okolice przepiękne, ale tłum
Macedończyków, dla których jezioro jest tym, czym
dla Polaków w wakacje Bałtyk, nie dawał szansy na relaks.
Jedna z wielu
zabytkowych, kamiennych cerkwi w Ohrydzie, Macedonia
Następnego dnia
postanowiłem więc kontynuować podróż w kierunku stolicy
Albanii, Tirany. Tym razem odprawa celna poszła bardzo
sprawnie. Gdy za granicą macedońską zaczęliśmy zjeżdżać
serpentynami w dół i w dół, i wydawało się, że Tirana jest na
wyciągnięcie ręki (tylko 120 km) autobus zaczął robić objazdy
po całym kraju (zahaczyliśmy nawet o wybrzeże w Durres -
piaszczyste plaże nad Adriatykiem) i na miejsce dotarliśmy
dopiero po 7 godzinach...
Piękna
socrealistyczna mozaika na frontonie Muzeum Historycznego, Tirana, Albania
Wjeżdżając do
Albanii (po albańsku Shqipëria;
populacja 3,5 miliona) byłem przygotowany na najgorsze (bieda,
zasłyszane historie o braku asfaltu nawet w centrum stolicy),
ale Tirana, o dziwo, zaprezentowała się dużo bogaciej i po
europejsku niż np. Skopje. Być może jest to wynik rzucającej
się wszędzie w oczy współpracy gospodarczej z Włochami (do
których można dopłynąć w ciągu 8 godzin promem;
wielu Albańczyków mówi po włosku). Żeby nie było za dobrze,
podobnie jak w Macedonii występuje tutaj problem w
zaopatrzeniu hosteli w papier toaletowy, a dodatkową
atrakcją są regularne, popołudniowe i wieczorne braki w
dostawie prądu. W związku z czym nie da się np. zwiedzać
muzeów (mimo, że są otwarte), a w całym mieście przed
wszystkimi restauracjami i sklepami nieznośnie warczą
generatory prądu. A propos restauracji, nie udało znaleźć mi
się żadnej, która serwowałaby coś ambitniejszego (w sensie
kuchni typowo albańskiej) niż wariacje na temat kebabu i burka
(mięsa zapiekanego z ciastem).
Centrum Tirany
(plac Skanderbega), Albania
Centralny placyk
przed budynkiem muzeum (oznaczonym na zdjęciu mozaika z
poprzedniego zdjęcia) okupowany jest codziennie przez młode,
nowe pokolenie Albańczyków - dzieci jeżdżące plastikowymi
samochodzikami w kolorze pomarańczowym (tego na zdjęciu
jeszcze nie widać, bo było robione dość wcześnie rano). Różnorodne
eksponaty zgromadzone w Muzeum Historycznym (aż trzy
kondygnacje) prezentują historię Albanii od czasów
najdawniejszych, gdy była rzymską prowincją Ilyrią (piękne
starożytne rzeźby i fragmenty budowli); poprzez przegrane
walki z Serbią o zachowanie niepodległości w XIV wieku, i z
Turcją w XV wieku (pod wodzą albańskiego bohatera narodowego
Skanderbega, zwanego po polsku Jerzym Kastriotą, po turecku
Iskander Bey Arnauti, czyli Lord Aleksander, co było
nawiązaniem do wojennego męstwa Aleksandra Wielkiego -
Skanderberg pokonywał pięciokrotnie od swojej liczniejsze
armie); odzyskanie niepodległości w 1913 roku (po ponad pięciu
wiekach); zdobycie władzy przez komunistów po II wojnie
światowej pod przywództwem Envera Hodży (w muzeum znajdują się
symboliczne marmurowe płyty z tysiącami nazwisk osób
zamordowanych przez totalitarny reżim); zerwanie stosunków z
ZSRR i resztą państw socjalistycznych Europy Wschodniej,
a pod koniec lat 70-tych zerwanie stosunków z
ostatnim zagranicznym partnerem, Chińską Republiką Ludową, i
pogrążenie się w totalnej izolacji (Albania próbowała
zaspokajać swoje potrzeby tylko w ramach możliwości swojej
własnej gospodarki; zabroniono wyznawania jakiejkolwiek
religii; za zamkniętymi granicami z polecenia Hodży
wybudowano setki tysięcy małych schronów, sterczących
wszędzie do dziś "betonowych grzybków", mających chronić
kraj przed chińską inwazją...); pierwsze demokratyczne
wybory w 1992 roku i krach ekonomiczny z 1997 (70% ludzi
straciło wtedy swoje oszczędności bankowe; w wyniku zamieszek
w całym kraju zginęło ponad tysiąc ludzi, do władzy
formalnie wrócili postkomuniści, a praktycznie krajem
zaczęły rządzić klany i mafie).
Komunistyczna
partyzantka walcząca z armią Hitlera, malowidło w Muzeum Historycznym, Tirana,
Albania
Po wizycie w muzeum
odniosłem wrażenie, że Albańczycy mogą nie być do końca
zadowoleni z kształtu granic swojego państwa,
który został ustalony przez zewnętrzne mocarstwa na
początku XX wieku gdzieś pomiędzy marzeniem o tzw. "Wielkiej
Albanii", a możliwością całkowitego podzielenia kraju między
Serbię i Grecję. W skład odrodzonej Albanii weszła
tylko połowa ziem zamieszkiwanych przez Albańczyków i prawie 2
miliony znalazło się poza jej granicami. Największe skupiska
mniejszości albańskiej znajdują się dziś w
Serbii (Kosowo), Macedonii, Czarnogórze, Grecji (a
także we Włoszech, Szwajcarii i Niemczech). Kosowo było
miejscem nieustannych napięć narodowościowych praktycznie od
czasów wojen bałkańskich z lat 1912-13, kiedy to region
stał się częścią Serbii (po wyrzuceniu Turcji z Bałkanów) i
kiedy właśnie powstało niezależne księstwo Albanii (za
powstaniem którego optowały Austro-Węgry i Niemcy, aby,
jak się uważa, stworzyć przeciwwagę dla Serbii w regionie).
Upraszczając oczywiście, problem sprowadza się do dwóch
przeciwstawnych dążeń: Albańczyków pragnących wyzwolenia
Kosowa spod władzy Serbii i przyłączenia go do Albanii, i
Serbów chcących zachować integralność swojego
państwa. Pod koniec lat 90-tych XX wieku nastąpiła
eskalacja konfliktu: nowo powstała Armia Wyzwolenia Kosowa
(UCK) zaczęła przeprowadzać ataki terrorystyczne na władze
serbskie, do regionu w 1998 wkroczyła armia jugosłowiańska
(istniała jeszcze wtedy Federacja Jugosłowiańska złożona z
Serbii i Czarnogóry) i rozpoczęła się regularna wojna,
która wkrótce stała się przedmiotem zainteresowania państw
trzecich. Nie sposób oczywiście opisać tutaj całego
skomplikowanego kalendarium tamtych wydarzeń - to temat na
prace naukowe (zobacz np. "Stosunki serbsko-albańskie
w Kosowie w latach 90-tych XX w." Sławomira
Sobocińskiego) - ja ograniczę się tylko do wymienienia
kilku faktów, które wydały mi się szczególnie
interesujące.
Pomnik
Skanderbega i piramida-mauzoleum Hodży (obecnie centrum
wystawiennicze), Tirana, Albania
Po wybuchu
lokalnej wojny Serbia została zmuszona do podjęcia rozmów z
UCK pod naciskiem koalicji państw zachodnich (NATO), ale
po długich negocjacjach, 18 marca 1999 roku odrzuciła tzw.
porozumienie pokojowe, zarzucając NATO manipulację dokumentami
porozumienia. Oficjalnie plan NATO przedstawiony Serbii
zakładał ograniczenie i wycofanie wojsk serbskich z Kosowa,
zaprowadzenie porządku przez siły NATO i UCK, rozbrojenie UCK,
trzyletni okres przejściowy pod protektoratem ONZ
i powrót do rozmów nad przyszłością regionu z możliwością
przeprowadzenia referendum na ten temat. Opinia publiczna na
świecie nie została jednak poinformowana, że Serbia w
ostateczności zgodziła się na wszystkie powyższe punkty,
natomiast nie przyjęła przemilczanego przez światowe media
Dodatku B (dodanego na samym końcu negocjacji), który w
praktyce oznaczał utratę niezależności Serbii na rzecz państw
NATO: (...) Personel NATO wraz ze swoimi
pojazdami, statkami, samolotami i sprzętem powinien poruszać
się bez ograniczeń po terytorium całej Federacji
Jugosłowiańskiej włączając przestrzeń powietrzną i wody
terytorialne kraju. Do tego dołącza się, ale nie precyzuje,
prawo do obozowania, kwaterunku, użytkowania dowolnej
przestrzeni, środki potrzebne do utrzymania jednostek, ćwiczeń
i działań operacyjnych. (...) Pełny tekst
"porozumienia pokojowego" został podany do wiadomości
publicznej długo po rozpoczęciu bombardowań Jugosławii, a w
czasie działań zbrojnych zachodnie media notorycznie starały
się przedstawić Serbów jako tę złą stronę konfliktu, często
uciekając się do kłamstw (które nawet jeśli były później
dementowane, to stanowiły ogromny oręż toczącej się wojny
psychologicznej).
Willa Envera
Hodży, w zamkniętej jeszcze do niedawna dla zwykłych śmiertelników dzielnicy komunistycznych
dygnitarzy, Tirana, Albania
Politycy NATO
zapowiadali, że wojna potrwa najwyżej trzy dni, ale chyba nie
docenili waleczności i dumy Serbów. Mimo zmasowanych ataków na
pozycje armii jugosłowiańskiej, na infrastrukturę
militarną, drogową i przemysłową całego kraju, i wreszcie
na obiekty cywilne i ludność, Jugosławia
nie poddała się. Po 78 dniach i nocach nalotów, w
których państwa zachodnie zrzuciły więcej bomb niż Niemcy na
wszystkich frontach 6-letniej II wojny światowej,
ogłoszono rozejm, który w praktyce wprowadził wszystkie punkty
"porozumienia pokojowego", ale bez Dodatku B. Ostateczna
decyzja dotycząca statusu Kosowa ma być podjęta do
końca 2007 roku. Serbia cały czas nie zgadza się na odcięcie
15% jej terytorium. Po wycofaniu
armii jugosłowiańskiej z Kosowa siły ONZ
nie poradziły sobie z zaprowadzeniem pokoju:
dochodziło do licznych czystek i exodusu ludności
serbskiej. Nie udało się także do końca rozbroić UCK,
która przeniosła swoją działalność do Macedonii (gdzie
23% ludności to Albańczycy) i w 2001 roku próbowała
zająć zbrojnie macedoński region Tetovo. Tym razem jednak
zachodni politycy poparli Macedonię, a media mówiły per
"terroryści" o ludziach jeszcze niedawno określanych
"bojownikami o prawa uciskanej mniejszości albańskiej", i
o konieczności użycia siły przez macedońską armię w
celu przywrócenia porządku w kraju...
Metalowe ozdoby
kobiece z pierwszego tysiąclecia przed Chr. i uliczny grajek, Tirana, Albania
Człowiek ze
zdjęcia po prawej grał na gajdach - bałkańskim rodzaju
dud. Szybka albańska muzyka
piszczącej i jęczącej gajdy, przekrzykującej się w środku
miasta z kawalkadą samochodów dookoła, jak dla mnie miała
w sobie coś bardzo dramatycznego: długą i skomplikowaną
historię życia ludzi na Bałkanach. (Niestety mój sprzęt nagrywający w
postaci telefonu komórkowego nie
zarejestrował tego w jakości pozwalającej na
publikację.)
Z
Tirany udałem się minibusem do Szkodry, miasta leżącego przy
granicy z Czarnogórą. Spotkani Albańczycy byli w stosunku do
mnie bardzo mili, starali się pomóc, z jednym z nich po
drodze nawet rozmawiałem dłużej, bo mówił po angielsku.
Bardzo starał się wyciągnąć ode mnie coś negatywnego na temat
swojego kraju. Generalnie pytał się wciąż, czy w Polsce to
wszystko, tzn. kolejno: transport, budownictwo, bezrobocie,
korupcja, itd., też tak źle wygląda jak w Albanii, a ja
musiałem go zawodzić, bo naprawdę na pierwszy rzut oka Albania
nie robiła najgorszego wrażenia (Macedonia wydała mi się dużo
biedniejsza i cofnięta w rozwoju cywilizacyjnym). W końcu
zapytał, co mi się najbardziej podobało w Albanii i co
zapamiętam, a ja powiedziałem o mozaice z frontonu muzeum -
"No widzisz, w całej Albanii podobała Ci się tylko jakaś
mozaika"... Ucieszyłem go tylko na chwilę informacją o bardzo
wysokich cenach mieszkań w Polsce, ale zaraz potem
zmartwiłem, dodając, że większość Polaków zarabia na te
mieszkania pracą za granicą w Europie, do której jako
członkowie Unii Europejskiej możemy legalnie jeździć bez wiz i
pozwoleń. A Albańczycy potrzebują wiz nawet do sąsiedniej
Macedonii...
Ze Szkodry podjechałem 40 km taksówką nad wybrzeże
czarnogórskie (nie miałem czasu czekać na busa, o którym nikt
nie wiedział, kiedy przyjedzie). W Czarnogórze przy granicy
albańskiej, pomiędzy wyspą Ada Bojana, a miejscowością Ulcijn,
ciągnie się 15-kilometrowa plaża. Infrastruktura turystyczna
nie jest tam specjalnie rozwinięta (nie ma problemu z
wynajęciem kwatery prywatnej), ale Adriatyk jest
tutaj ciepły, a plaża piaszczysta! Spędziłem na
niej w całości jeden dzień bez zwiedzania czegokolwiek.
Później pojechałem wzdłuż wybrzeża znów do Chorwacji, nie
mając już po drodze okazji do zrobienia żadnego
zdjęcia. Czarnogóra
(po czarnogórsku Crna Gora, a na
zachodzie Montenegro; populacja
700 tys.) została niezależnym państwem w 2006 roku po
odłączeniu się w referendum od Serbii. Jest zamieszkiwana
głównie przez Serbów i Czarnogórców, a także Bośniaków i
Albańczyków. Obowiązującą walutą na jej terytorium jest Euro
(mimo, że Czarnogóra nie jest członkiem UE). W lecie nad
czarnogórskim wybrzeżem wakacje spędza bardzo dużo
Serbów.
Główna ulica
Starego Dubrownika o wschodzie i zachodzie słońca,
Chorwacja
W autobusie
jadącym do Chorwacji po raz pierwszy na trasie wycieczki
natknąłem się na jakąś większą grupę zachodnich turystów (w
krajach wcześniej mogłem ich w sumie policzyć na palcach
jednej ręki). Sam wygląd autobusu jak i wreszcie działająca
klimatyzacja zapowiadały czekający mnie przeskok
cywilizacyjny (choć kierowcy brakowało dużo do zachodniej
kultury bycia). W chorwackim
Dubrowniku spędziłem w sumie dwa dni. W mieście zbudowanym z
białego kamienia najbardziej podobała mi się główna ulica
Starego Miasta, wypolerowana na lustro przez
buty milionów zwiedzających. Poza miastem - krystalicznie
czysta woda Adriatyku (tak czystą wodę morską widziałem do tej
pory tylko w Morzu Czerwonym). W
samym Dubrowniku jak i na wyspach w okolicy jest dużo
plaż (kamienistych, a woda jest zimna).
Spacerkiem po
murach obronnych wokół miasta, Dubrownik, Chorwacja
Na Starym
Mieście oprócz masy zabytków znajduje się miejsce pamięci -
pokój na parterze jednej z kamienic, z chorwackimi flagami
oraz zdjęciami, filmem video i innymi pamiątkami,
poświęconymi chorwackim obrońcom Dubrownika z czasów
półrocznego oblężenia miasta przez wojska serbskie
(1991-92), kiedy to na zabytkowe miasto spadały pociski
artyleryjskie. Oblężenie
Dubrownika było jednym z wielu aktów wojny lub ściślej
wojen z lat 1990-95, które toczyły się na
terytorium byłych republik rozpadającej się
Socjalistycznej Federacyjnej Republiki
Jugosławii. W obliczu upadku systemów
komunistycznych w Europie, w Jugosławii odżyła idea
niezależnych państw narodowych, która niestety od samego
początku znajdowała też swój wyraz w wzajemnej niechęci i
nienawiści między zjednoczonymi do tej pory nacjami. W wyniku
przeprowadzonych referendów w latach 1990-92 w granicach
byłych jugosłowiańskich republik niepodległość
zadeklarowały nowe państwa, czego nie chciał uznać
jugosłowiański rząd. Oprócz tego problemem jak
zwykle na Bałkanach były mniejszości narodowe, które z
definicji nie mając szans na przeforsowanie swoich racji na
drodze demokratycznej, zbojkotowały referenda i
nie uznały nowych granic. W Chorwacji zbuntowali się
Serbowie, którzy na terenie regionu Krajina (południe
Chorwacji) stanowili prawie 60% populacji (ale tylko 12% w
skali całego państwa). Po wybuchu wojny mniejszość serbska,
wsparta przez armię jugosłowiańską, zadeklarowała
powstanie nowego państwa - Republiki Serbskiej
Krajiny. Walki o ziemię toczyły się także we wschodniej
części Chorwacji (wschodnia Slawonia). W tym samym
okresie na terenie deklarującej niepodległość Słowenii doszło
tylko do 10-dniowych walk (po czym armia jugosłowiańska
wycofała się). Macedonia uzyskała niepodległość bez rozlewu
krwi. Do najcięższej wojny doszło w Bośni i Hercegowinie,
gdzie oprócz Bośniaków mieszkały dwie duże mniejszości:
Serbowie (37%) i Chorwaci (14%). Wsparcia
Serbom udzieliła armia jugosłowiańska, Bośniacy byli
wspierani przez państwa muzułmańskie (co ciekawe przywódcy i
armie nie były w 100% jednolite pod względem narodowościowym).
W wojny na Bałkanach zaangażowały się państwa zachodnie,
organizując rozmowy pokojowe i wprowadzając embargo na
dostawę broni, a później na wszelką wymianę handlową (co w
praktyce uderzało w słabiej uzbrojone armie
niejugosłowiańskie). Nad Bośnią i Hercegowiną został
wprowadzony i egzekwowany także zakaz lotów (w praktyce
ograniczał tylko akcje armii jugosłowiańskiej, bo tylko ona
dysponowała samolotami). Na ostatnim etapie wojny NATO
bezpośrednio atakowało pozycje Serbów (co było pierwszą
akcja militarną NATO od czasów II wojny światowej).
Dachy
Dubrownika, Chorwacja
W czasie mojego pobytu w Dubrowniku paliły się otaczające
miasto wzgórza (w nocy było widać ogień trawiący porastające
je krzewy i trawy, dym było czuć przez cały czas). Do
gaszenia pożarów używano samolotów, które czerpały wodę wprost
z Adriatyku. Patrząc na pracę lotników, przypomniałem sobie,
że w 1998 roku w podobnej akcji zginął nurek: zaczerpnięty
przez samolot wraz z wodą, a potem wyrzucony nad
pożarem... Na szczęście była to tylko tzw. miejska legenda,
która notabene dostała Nagrodę Darwina (nagrody przyznawane są
co roku "za najbardziej idiotyczne wyeliminowanie swoich
własnych genów z puli genów ludzkości"...). Z Dubrownika
pojechałem autobusem do Bośni i Hercegowiny (populacja 4
miliony) -państwa powstałego po rozpadzie Jugosławii, z
17-kilometrowym dostępem do Adriatyku, dzielącym Chorwacje na
dwa obszary. W wyniku porozumień pokojowych po wojnie w kraju
wydzielono dwie autonomiczne części: większą bośniacką
(muzułmańską) Federację Bośni i Hercegowiny (serb. Bosna i Hercegowina) i mniejszą
Republikę Serbską (serb. Republika
Srpska), zamieszkaną przez mniejszość serbską
(prawosławną; 30% całej populacji BiH). Na południu kraju z
kolei żyje mniejszość chorwacka (14%), w 98% wyznającą
katolicyzm. O leżącej na tym terenie Medjugorje - jednej
z wielu małych wiosek - zrobiło się głośno w czerwcu 1981
roku za sprawą szóstki dzieci, które na jednym z okolicznych
wzgórz zobaczyły świetlistą postać - Panią (chorw. Gospa).
Późno w
nocy po przyjeździe do Medjugorja mnie
osobiście rzuciły się najpierw w oczy dwie rzeczy:
nieprzebrany tłum tysięcy pielgrzymów (głównie z krajów
katolickich: Chorwacji, Włoch, Polski, Hiszpanii)
oraz tony dewocjonaliów (nawet na stole recepcji
pensjonatu leżał stos drewnianych krzyży na sprzedaż). Sama
wioska składa się raptem z kilku długich ulic (pensjonaty i
sklepy), centralne miejsce zajmuje kościół pod wezwaniem św.
Jakuba (chorw. Jakov).
Droga
na Wzgórze Objawienia, Medjugorie, Bośnia i
Hercegowina
Nazajutrz rano
wstałem wcześniej i podążyłem pielgrzymim szlakiem
na znajdujące się za wsią Wzgórze Objawień. Ostatni,
kamienisty odcinek drogi (około 20 minut) zgodnie z tradycją
jako grzesznik pokonałem boso. Na górze
mimo tłumów panuje całkowita, sprzyjająca
kontemplacji i modlitwie, cisza... Przy drodze na
wzgórze zauważyłem żelazne tablice przedstawiające sceny
biblijne (np. 12-letni Jezus nauczający w świątyni; Jezus
mówiący: "Nie zabraniajcie dzieciom przychodzić do mnie"),
które łaczył jeden motyw: dorośli nie muszą mieć zawsze
racji. Jak się łatwo domyślić fragmenty te nie zostały
wybrane przypadkowo. Kościół katolicki oficjalnie bowiem nie
potwierdził prawdziwości objawień w Medjugorje, a część
hierarchów ma do sprawy osobisty, bardzo krytyczny stosunek. Z
drugiej strony Kościół także jednoznacznie nie zanegował
objawień, bo... one jeszcze cały czas trwają!
Marmurowe wota
na Wzgórzu Objawienia, Medjugorie, Bośnia i Hercegowina
Jak się
dowiedziałem dopiero po wycieczce (zbierając materiały do tego
reportażu) szóstka dzieci, z których większość założyła już
swoje rodziny i ma własne dzieci, pracuje i mieszka dalej w
Medjugorje, w dalszym ciągu doświadcza objawień (niektórzy
codziennie, a inni tylko raz w roku, w rocznicę pierwszego
objawienia). Przesłania tych objawień publikowane są co
miesiąc (także w internecie) w postaci tzw. Orędzi Matki Bożej z
Medjugorje (z tego co się zorientowałem są
bardzo jednorodne, do powtarzających się tematów należą
przede wszystkim nawrócenie, modlitwa,
pokój, rodzina). W południe
(temperatura wynosiła 37 stopni) po dwugodzinnym oczekiwaniu
na lokalny autobus (w całej wiosce nikt, pewnie nawet
"Widzący", nie był w stanie jednoznacznie powiedzieć
kiedy przyjedzie) odjechałem do znajdującego się niedaleko
Mostaru.
Średniowieczne
Stare Miasto w Mostarze, Bośnia i Hercegowina
Mostar jak
większość bałkańskich miast przez dłuższą część
swojej historii należał do Turcji (nazywanej wtedy
Imperium Osmańskim). Od drugiej połowy XIX wieku do I wojny
światowej znajdował się pod okupacją Austro-Węgier i był
znanym ośrodkiem kultury. Ludność miasta była zawsze
wieloetniczna i po rozpadzie Jugosławii o dominację nad
miastem w latach 1992-94 walczyli tutaj najpierw Serbowie
przeciw Chorwatom i Bośniakom, a po wycofaniu się Serbów,
Chorwaci oblegali przez 10 miesięcy bośniacką część miasta
(gdzie m.in. zburzyli wszystkie meczety z XVII-XVIII wieku, a
także zabytkowy most z XVI wieku, od którego wywodzi się nazwa
miasta).
Stary
Most i "bliskowschodni" bazar na Starym Mieście, Mostar, Bośnia i Hercegowina
Po zawieszeniu
broni miasto podzielono na dwie osobne części (w celu
zapewnienia pokoju, w Bośni cały czas stacjonują
wojskowe siły międzynarodowe SFOR). Zabytkowy most odbudowano
dopiero w 2004 roku.
Wnętrze domu
tureckiego z XVII wieku, Mostar, Bośnia i Hercegowina
W Mostarze spędziłem w
sumie niecałe trzy godziny. Oprócz "bliskowschodniego" Starego
Miasta przespacerowałem się także po nowym mieście,
gdzie widziałem sporo wojennych pamiątek w postaci
ostrzelanych i opustoszałych budynków-wraków.
Popołudniu z dworca głównego odjechałem autobusem do
stolicy Bośni, Sarajewa.
Plac Baščaršija
w starej tureckiej dzielnicy (zamieszkany przez gołębie) i miejsce zamachu na arcyksięcia
Ferdynanda (przy Moście Łacińskim), Sarajewo, Bośnia i Hercegowina
Sarajewo zostało założone w XV wieku przez Turków jako Bosna Saraj (tur. saraj - seraj, w krajach
muzułmańskich oznacza rezydencję władcy, pałac sułtana) i od
początku było zamieszkane przez wiele narodów o różnych
kulturach. Znajdują się tutaj zarówno stare islamskie meczety,
jak i katolickie i ewangelickie kościoły, prawosławne
cerkwie oraz żydowskie synagogi. O mieście kilka razy w
historii zrobiło się głośno. Pierwszy raz w
1914 roku po zabójstwie następcy tronu
Austro-Węgier. Naprzeciwko miejsca zamachu znajduje się dziś
muzeum. Na zewnątrz wyświetlana jest prezentacja multimedialna
zawierająca między innymi oryginalne zdjęcia i filmy (!) z
tamtych dni. Dowiedziałem się z niej, że po złapaniu sprawcy,
w mieście doszło do dewastacji serbskich posiadłości (ale nie
wiem, czy była to spontaniczna reakcja ludności nieserbskiej,
czy akcja inicjowana przez władze okupacyjnej monarchii). W 1984 w
Sarajewie odbyły się XIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie (w
klasyfikacji medalowej zwyciężyła NRD, przed ZSRR i USA).
Maskotką igrzysk był ubrany w czerwony szalik, brązowy wilk
Vućko (bośniackie lasy zamieszkuje sporo tych zwierząt, także
niedźwiedzi).
W latach dziewięćdziesiątych XX wieku w Polsce nazwa Sarajewo
zaczęła funkcjonować w potocznych wyrażeniach obok Sajgonu i
Hiroszimy.
Poczta główna i
plakat festiwalu muzycznego z okresu ostatniej wojny
1992-95 (to i cztery poniższe zdjęcia
pochodzą z Muzeum Historycznego), Sarajewo, Bośnia i Hercegowina
Według
Albańczyka, z którym rozmawiałem w czasie mojej podróży,
przyczyną wojen na Bałkanach była mentalność ludzi:
impulsywność („wolą najpierw coś zrobić, a dopiero potem
pomyśleć”) i zawiść („podłożą ogień pod siano sąsiada, nawet
jeśli od tego zapali się ich własne”). Wystawa „Oblężone
miasto”, stanowiąca większą część ekspozycji Muzeum
Historycznego w Sarajewie, daje inną odpowiedź: ludzie przez
dekady żyjący w systemie totalitarnym nie byli gotowi na
odpowiedzialne przyjęcie wolności i "gładkie" przejście do
nowego systemu społecznego. Jedno z pierwszych zdjęć wystawy
pokazuje manifestacje przeciwko wojnie, w których ludzie
nieśli portrety marszałka Tito.
Koncert
symfoniczny w ruinach miasta, Sarajewo, Bośnia i
Hercegowina
Oblężenie
Sarajewa trwało ponad 3,5 roku, zginęło prawie 11 tysięcy
ludzi, praktycznie wszystkie budynki zostały albo uszkodzone,
albo zburzone. W ciągu pierwszych 10 miesięcy spadło na
miasto 800 tysięcy pocisków armatnich (wystrzeliwane poziomo)
i moździerzowych (wystrzeliwane do góry). Przez dłuższy czas
miasto było odcięte od świata zewnętrznego, także prądu i
łączności. Przestała istnieć znana nam współcześnie
cywilizacja miejska: ludzie na powrót zaczęli myć się i robić
pranie w rzekach, w miejskich parkach ścinano drzewa na opał,
trawniki przed blokami zamieniły się ogródki warzywne.
Domowymi sposobami produkowano prymitywne sprzęty i
urządzenia, takie jak termosy, palniki, lampki opałowe,
wózki. Oprócz walki o zwykle fizyczne przeżycie, mimo z dnia
na dzień pogarszającej się sytuaji, mieszkańcy Sarajewa
starali się normalnie żyć i podtrzymywać w tym życiu coś
więcej niż tylko jego materialny wymiar. Po wojnie
serbska część Sarajewa weszła w skład utworzonej na terytorium
Bośni Republiki Serbskiej i stanowi formalnie osobne
miasto (tzw. Sarajewo Wschodnie).
Przerwana
lekcja: krew na zeszytach i stolikach szkolnych - w wyniku wybuchu zginęła nauczycielka i
część dzieci, Sarajewo, Bośnia i
Hercegowina
Inne zdjęcie z muzeum: malutkie
dziecko w szpitalu, śmiejące się do obiektywu... po operacji amputacji nóżki rozerwanej
przez pocisk.
Telefon
satelitarny pozostawiony przez uciekających obserwatorów
ONZ (w pewnym momencie jedyny kontakt
miasta ze światem zewnętrznym) Sarajewo, Bośnia i Hercegowina
Procesja na
zgliszczach (refleks świetlny na zdjęciu przesłania
księdza niosącego przed sobą
Najświętszy Sakrament), Sarajewo, Bośnia i Hercegowina
To zdjęcie (a
także zdjęcia koncertów muzycznych odbywających w ruinach
miasta) mocno kojarzą mi się
z filmem Rolanda Joffe "Misja" (z Robertem de
Niro i Jeremy Ironsem) i sceną ataku wojsk hiszpańskich
na zbuntowaną indiańską wioskę. Mocno wybrzmiewa tutaj także pamiętny,
ostatni dialog filmu między wizytującym kardynałem, a
przedstawicielami hiszpańskiej władzy w koloni:
Kardynał Altamirano: Macie odwagę mówić mi, że ta rzeź była
konieczna?
Don Cabeza: Zrobiłem, co do mnie należało, wobec
uzasadnionej potrzeby, którą, ty sam, Eminencjo,
usankcjonowałeś. Muszę stwierdzić, że w istocie,
tak, było to konieczne.
Senor Hontar: Nie
miałeś wyboru Eminencjo. Żyjemy w tym świecie, a ten świat
jest właśnie taki.
Kardynał Altamirano: Nie, senor Hontar. Takim ten świat
uczyniliśmy. Takim uczyniłem go ja.
W wojnie w
Chorwacji zginęło 10 tysięcy ludzi, 200 tysięcy Serbów (ponad
połowa) uciekło lub zostało wypędzonych. Pozostawili po sobie
tysiące domów, które do dziś stoją puste (Serbowie nie wrócą,
a Chorwaci nie chcą w nich mieszkać). W wojnie w Bośni
i Hercegowinie zginęło ponad 100 tysięcy ludzi, 3,5 miliona
zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów, kilkadziesiąt
tysięcy kobiet zostało zgwałconych (we wszystkich przypadkach
zdecydowaną większość ofiar stanowili Bośniacy). Wszystkie
strony konfliktu dopuszczały się zbrodni wojennych i są
sadzeni lub nadal poszukiwani przez specjalnie powołany w tym
celu międzynarodowy trybunał (najbardziej znaną czystką
etniczną wojny była egzekucja 7 tysięcy Bośniaków
dokonana przez Serbów w Srebrenicy).
Pamiątki wojenne
na ulicznym muzeum-targowisku (zdjęcie aktualne, tak jak wszystkie
następne), Sarajewo, Bośnia i
Hercegowina
Po
koniec lat 90-tych ubiegłego wieku dwudziestokilkuletni
amerykański dziennikarz, pisarz i reżyser, Bill Carter, po tym
jak w wypadku samochodowym zginęła jego dziewczyna, wyruszył w
podróż dookoła świata. Na trasie wyprawy zatrzymała go w 1991
w Chorwacji wojna, gdzie dołączył do jednej z kilku
organizacji humanitarnych zajmującej się dostarczaniem
żywności i leków. W ten sposób trafił do Sarajewa. Nie mogąc
znieść widoku codziennie umierających ludzi, początkowo chciał
opuścić miasto, ale dzielna postawa mieszkańców zrobiła na nim
tak ogromne wrażenie, że postanowił zostać. Ryzykując
codziennie życiem dokumentował na amatorskiej kamerze wideo
życie w miejscu, w którym, jak zauważył, czas przestał
istnieć: przeszłość została zburzona i pogrzebana, a
przyszłości praktycznie nie było - istniała tylko cenna
teraźniejszość, ten drugi człowiek, ta rozmowa, teraz, dopóki
jeszcze, za chwilę, nie nastąpi wybuch.
Hotel Holiday
Inn, w którym w czasie wojny mieszkali zagraniczni
dziennikarze oraz słynna "Aleja
snajperów" - główna arteria komunikacyjna miasta, a
jednocześnie otwarta przestrzeń, na której z okolicznych
wzgórz łatwo można było namierzyć cywilny cel... Aby przejść
przez ulicę ludzie zbijali się najpierw w większe grupy
(za osłoną budynków), a następnie (dla zaskoczenia
przeciwnika) przebiegali wszyscy na raz.
Amerykanin
był między innymi pod wrażeniem kobiet Sarajewa, które
mimo wojny dbały o siebie i codzienne starały się dobrze
wyglądać. Jak same mówiły, był to ich ruch oporu przeciwko
wojnie. W 1993 pośrodku walk odbył się w
mieście konkurs piękności "Miss opkoljenog Sarajeva'93"
(oblężonego Sarajewa), na którym m.in. kandydatki wzniosły
transparent z napisem "Nie pozwólcie im nas zabić". Carter
swój wojenny film dokumentalny zatytułował właśnie "Miss
Sarajewa". Jeszcze w czasie trwania wojny w
porozumieniu z liderem irlandzkiego zespołu rockowego U2,
Bono, fragmenty tego filmu były pokazywane ludziom na
całym świecie podczas tournee zespołu Zoo TV Tour. Zostały one
także wykorzystane w wideoklipie napisanej później przez Bono
piosenki o tym samym tytule (do wykonania części utworu został
zaproszony nieżyjący już Luciano Pavarotti). W
internecie jest dostępny wywiad z Billem Carterem
(bardzo polecam) przeprowadzony przez holenderską telewizję
(ale po angielsku). Można tam między innymi zobaczyć,
że dla potrzeb teledysku sceny z Sarajewa są puszczone w
zwolnionym tempie. W rzeczywistości ludzie znajdowali się
w ciągłym biegu, aby nie stać się zbyt łatwym celem...
U2 i Luciano Pavarotti
- "Miss Sarajevo"
Dici che il fiume Trova la via al mare E come il fiume Giungerai a me Oltre i confini E le terre assetate Dici che come fiume Come fiume... L'amore giungera L'amore... E non so piu pregare E nell'amore non so piu sperare E quell'amore non so piu
aspettare
Mówisz, że
rzeka znajduje swą drogę do
morza i jak rzeka przyjdziesz do mnie przez granice i spragnione lądy. Mówisz, że jak rzeka, jak rzeka miłość przyjdzie, miłość… A
ja nie wiem już, jak mam się modlić, i nie wiem, jak miłości tej ufać, i na miłość tę dłużej nie potrafię
już czekać.
(słowa
części śpiewanej przez Pavarottiego, po
włosku)
Mapa oblężonego
Sarajewa, Bośnia i Hercegowina
Ostatnim
punktem mojej bałkańskiej wycieczki przed odlotem do domu
były zachowane fragmenty tunelu wykopanego pod
sarajewskim lotniskiem. W czasie wojny lotnisko było
jedyną przerwą w kręgu serbskiego oblężenia miasta. Za
lotniskiem znajdowało się mocno bronione i niezdobyte
terytorium bośniackie (patrz zdjęcie powyżej). Stacjonująca na
lotnisku misja humanitarna ONZ nie pozwalała jednak
przechodzić mieszkańcom miasta na drugą stronę (nawet pod
osłoną nocy, bojąc się zapewne o oskarżenie stawania się
stroną w konflikcie). Armia bośniacka zaprojektowała więc pod
pasem startowym tunel o długości 800 m (tylko 1,5 metra
szerokości i wysokości). Wykopany przez ochotników w ciągu
pół roku pozwolił wytrzymać prawie czteroletnie oblężenie i w
praktyce uratował miasto. Był sposobem na ominięcie embarga na
dostawę broni, transportowano nim także żywność, leki, ludzi
oraz pociągnięto kabel energetyczny i telefoniczny.
Wewnątrz tunelu,
Sarajewo, Bośnia i Hercegowina
Na zdjęciu widać szyny dla wózków,
wewnątrz często gromadziła się woda. Wejście do tunelu
znajdowało się w prywatnym domu w wiosce przy lotnisku.
Dom ten przekształcony aktualnie w muzeum (prowadzi go
rodzina, która tam mieszkała) wciąż nosi na sobie ślady
ostrzałów.
Po wyjściu z
tunelu pozostało mi jedynie obejście dookoła całego
pasa startowego celem dostania się do wejścia głównego na
lotnisko. Początkowo szedłem jezdnią, ale żeby skrócić sobie
drogę postanowiłem iść przez pola, bezpośrednio wzdłuż
ogrodzenia. Dopiero po dobrych kilku
minutach przedzierania się przez zagony dotarło do mnie, że
przecież aktualnie, nawet w 12 lat po zakończeniu wojny,
tereny dookoła Sarajewa są wciąż zaminowane. Jestem
przekonany, że akurat okolice odbudowanego i lśniącego
nowością lotniska musiały być sprawdzone już setki razy, ale
na wszelki wypadek zawróciłem. No bo w sumie głupio byłoby tak
zginąć na sam koniec mojej bałkańskiej wycieczki, na
kilka minut przed odlotem z powrotem do świata szwajcarskich
kantonów.
Droga na
sarajewskie lotnisko, znajdujące się na samej granicy miasta,
Sarajewo, Bośnia i Hercegowina
Polacy jeżdżą bez wiz
do wszystkich wymienionych przeze mnie krajów. Nie
obowiązują nas także żadne opłaty wjazdowe czy wyjazdowe
(obywatele większości krajów zachodnich płacą 10 euro
przy wjeździe do Albanii).
Dewizy
Na Słowenii i w Czarnogórze
(także w Kosowie) oficjalną walutą jest euro.
W pozostałych krajach - waluty lokalne. Nie ma żadnego
problemu z ich nabyciem (np. kantory na dworcach czy
przejściach granicznych). Waluty Macedonii i Albanii są
praktycznie bezwartościowe poza ich granicami (nie skupują
ich kantory zagraniczne). W obu tych krajach i w
Bośni prawie za wszystko możemy zapłacić w euro, ale resztę
zazwyczaj dostaniemy w walucie lokalnej.
Orientacyjne
kursy wymiany 1 euro = 7 kun (Chorwacja) 80 dinarów (Serbia) 2 lewa (Bułgaria) 60 denarów (Macedonia) 120 lek (Albania) 2 marki (Bośnia i
Hercegowina).
Transport kolejowy
W Szwajcarii
nie było technicznie możliwe kupienie
biletów kolejowych na moje połączenia bałkańskie, ale
można było kupić rezerwacje miejsc do spania i rezerwacje
miejsc do siedzenia w intercity (Ljubljana - Zagrzeb).
Co też uczyniłem, a następnie na miejscu (w Ljubljanie)
kupiłem bilet zbiorczy na całą trasę Ljubljana - Sofia
(taki bilet ważny jest trzy miesiące i jest tańszy niż
pojedyncze bilety). Dla potrzeb mojej wycieczki kupowanie
różnego rodzaju BalkanPass'ów
(http://www.eurailnet.com/pass-balkan.htm,
http://www.interrailnet.com/interrail_global_pass
) było nieopłacalne.
Nie wiem,
czy planowane na 2007 uruchomienie połączenia nocnego
Zagrzeb - Sarajewo doszło już do skutku.
Linii
kolejowych nie ma między kolejno Bułgarią, Macedonia, Albanią,
Czarnogórą i Chorwacją. Kolej lokalna w Albanii jest w
postaci szczątkowej.
Transport autobusowy
Ceny
poniższych przejazdów międzynarodowych były
rzędu 12 euro.
Sofia -> Skopje, 5-6h (czas
przejazdu) Trzy,
cztery autobusy dziennie (na pewno wcześnie rano i
popołudniu). Na dworcu
autobusowym w Sofii bilety kupuje się
bezpośrednio u poszczególnych przewoźników (z 30
budek-sklepików, należy pytać do skutku).
Struga (12 km od Ohryd) -> Tirana,
6-7h Dwa autobusy dziennie, ok.
12-tej i 18-tej. Nie ma bezpośredniego połączenia z Ohryd.
Do Strugi dojedziemy busem (2 euro) lub taksówką (5
euro).
Tirana -> Szkodra, 1-2h Bus jeden za drugim z okolic
skrzyżowania Rruga e Durresit z Rruga Mine Peza. 300
lek.
Szkodra -> Ulcijn, 1-2h Jeżdżą trzy busy dziennie, w okolicach
wczesnego rana, południa i popołudnia. Ewentualnie
taksówka za 25 euro (można dzielić koszty z innymi chętnymi
jak się znajdą).
Ulcijn - Stoj - Ada Bojana Bardzo częste busy z Ulcijn do plaż w
okolicach Stoja. Do Ady jedzie może jeden, dwa autobusy
dziennie. Taksówka kosztuje kilkanaście euro. Wjazd mostem
na Adę dostępny był nur für Hotel
Gäste.
Ulcijn -> Dubrownik, 5h Jeden dziennie w okolicach południa (z
przesiadką w Kotor lub Budvie, w zależności od opóźnienia)
oraz dodatkowy w poniedziałki, środy i soboty o piątej rano
(bezpośredni).
Dubrownik -> Medjugorje, 5h Jeden dziennie o 17.15. W wakacje bilet
należy kupić z wyprzedzeniem (bardzo duże obłożenie).
Rozkład jazdy autobusów z Dubrownika można
znaleźć w internecie na stronie: http://www.dubrovnik-online.com/english/transportation_coach.php
Medjugorie -> Mostar, 40
min. Najbardziej prawdopodobny
rozkład: 06:45, 12:15 (tym jechałem), 13:45, 15:15, 16:15,
19:45.
Mostar -> Sarajewo, 2,5h Autobusy praktycznie co godzinę.
Zagrzeb Można kupić bilet dzienny na
komunikację miejską w cenie 2-3 przejazdów pojedynczych.
Plan i rozkład jazdy: http://www.zet.hr/mreza_dan.html
Belgrad Tramwajową linia 2 na jednym bilecie
można objechać dookoła sporą część miasta.
Sarajewo Dojazd na lotnisko lub do
Tunelu-Muzeum z centrum tylko taksówką (20-25 marek).
Ewentualnie dla oszczędności można podjechać najpierw
tramwajem w kierunku lotniska, a taksówkę wziąć dopiero z
pętli. Wejście do Tunelu-Muzeum
znajduje się z tyłu lotniska, tzn. patrząc
na główne wejście na lotnisko należy iść w lewo i
obejść dookoła cały pas startowy (pieszo 30-40 min).