Nichts
Besonderes czyli Der
schweizerische Bericht Nummer 26 Szwajcaria, 01.04.2007
Jak
w zeszłym roku tak i w tym przez miasto Biel przetoczył
się karnawałowy pochód. Jak poprzednio zabawa trwała pięć dni,
z kulminacją w niedzielę. I jak poprzednio kilka dni
zajęło później odpowiednim służbom oczyszczenie miasta
z pozostałości po ulewie konfetti (między innymi
przetykano studzienki kanalizacyjne). Potem tak jak w zeszłym
roku całe miasto obsadzono kwiatami. Życie w Szwajcarii
ma coś w sobie z dokładności szwajcarskiego zegarka i
powtarzalności jego wskazań. Choć może przesadzam. Tej
zimy nie było przecież w mieście śniegu. Padał może kilka
razy, ale zaraz topniał, tak że wyciąg w Jurze był otwarty w
tym sezonie tylko przez jeden dzień. Kto chciał jeździć
na nartach lub snowboardzie musiał wybrać się w
wysokie Alpy. Mnie się to w tym sezonie nie
udało. Inne
też w tym roku oczywiście były przebrania karnawałowe i z
innych rzeczy się śmiano.
Jedna
z platform karnawałowych, Biel, Szwajcaria
Przed
minaretami maszerowali ludzie przebrani za ogromne
muzułmańskie kobiety w czadorach,
wyglądające trochę jak rosyjskie babuszki. Do całości
przygrywała głośno Kate
Bush :-))
Dekoracja ze zdjęcia powyżej nawiązywała do toczącej się
we wrześniu zeszłego roku dyskusji o islamskich minaretach w
Szwajcarii (minarety to wieże meczetów, z których w krajach
muzułmańskich nawołuje się wiernych do modlitwy). Otóż w kilku
miejscach w Szwajcarii, między innymi w Nidau koło Biel,
lokalne władze odmówiły zgody na dobudowę minaretów do
istniejących budynków społeczności muzułmańskich. Oficjalne
powody odmów były czysto prawne (niezgodność z
przepisami budowlanymi itp.), ale część Szwajcarów nie
kryła swojej niechęci do wprowadzania w krajobraz obcych
kulturowo elementów. W Szwajcarii mieszka około 340 tysięcy
muzułmanów pochodzących głównie z Turcji i krajów byłej
Jugosławii (ich liczba rośnie, w 1992 wynosiła 152
tysiące). Dysponują oni ponad 120 miejscami kultu
religijnego lub centrami kulturowymi. Minarety posiadają
jedynie budynki w Zurichu i Genewie.
 Pierwszy
szwajcarski meczet wybudowany w Zurichu w 1963 roku przez islamski, reformatorski ruch
Ahmadiyya (źródło/source: www.blick.ch)
  Meczet w Genewie
wybudowany w 1978 roku przez saudyjskiego króla Fahda (źródło/source: www.mosque.ch)  Typowy
szwajcarski kościółek chrześcijański (źródło: www.andzel.net)
W marcu odszedł z naszego
firmowego zespołu kolejny, przedostatni informatyk.
Była to dla mnie okazja do zadania
dwóch nieśmiertelnych pytań na temat Szwajcarii moim zagranicznym kolegom
(z Belgii, Anglii i Włoch). Większość
była zgodna: w Szwajcarii najbardziej podoba
im się krajobraz i kultura bycia ludzi na
co dzień. Nie
podoba się: obcy, niezrozumiały język, brak możliwości nawiązania bliższych
kontaktów i skrupulatnie egzekwowane,
bardzo surowe prawo drogowe.

Od lewej,
informatycy: Emanuele z Włoch, ja, Jason z Anglii, w
brodach przywiezionych przeze mnie z Polski.
W naszej
amerykańskiej, transportowej firmie 100 lat temu, gdy
pracownikami byli tylko kierowcy, został wprowadzony zakaz
noszenia brody –
jak wiadomo kierowca nieogolony, to kierowca
pijany. Zakaz oficjalnie obowiązuje do dziś wszystkich
pracowników i jest restrykcyjnie przestrzegany.
Choć nie posiadam
samochodu w marcu zostałem po raz pierwszy
w Szwajcarii ukarany mandatem drogowym: za jazdę rowerem
po drodze wyłączonej z ruchu kołowego. Po drodze, a w zasadzie
teraz deptaku, przejeżdżałem w tygodniu do pracy
codziennie od półtora roku. Widziałem znaki zakazu ruchu, ale
widziałem także mnóstwo innych rowerzystów, więc
myślałem, że z jakiś przyczyn zakaz nie dotyczy rowerów. Na
szczęście mandat nie był duży, tylko 15 na 10,5 cm. Po szwajcarsku do mandatu
dostałem także wydruk oficjalnej listy wykroczeń
drogowych i obowiązujących stawek mandatowych, tak żebym nie
pomyślał, że policja próbuje mnie naciągnąć.
A zaledwie tydzień przed tym ktoś upomniał mnie, że
jeżdżę pod prąd uliczkami Starego Miasta. A tam prawie w ogóle
nie ma ruchu samochodowego. Kurczę, czy ja w jakiejś
Szwajcarii mieszkam, czy co? Ciekawostką na
wspomnianej liście jest to, że mandaty za nadmierną
prędkość kończą się na przekroczeniach rzędu 15 km/h na
terenie zabudowanym i 25 km/h na autostradach (mandaty
w wysokości 260 CHF). Przekroczenia powyżej tych wartości
traktowane są jako przestępstwa
i sądzone są przez sądy. Do mandatów w
wysokości 800 CHF (do 30 i 40 km/h) dochodzą wtedy koszty
postępowania sądowego i czasowy zakaz prowadzenia pojazdów. Kary za
przekroczenia powyżej 30 i 40 km/h wynoszą od 20 do
35% dochodu rocznego netto przestępcy i areszt. Normalną sytuacją
jest otrzymanie mandatu za przekroczenie prędkości
o 1 km/h (kamery) lub za przebywanie na skrzyżowaniu na czerwonym świetle przez
1 sekundę (przy zjeździe). Zdaje się, że rozumiem teraz, o jakim
restrykcyjnym prawie mówili moi zmotoryzowani koledzy (więcej
o mandatach czytaj na stronach forum Polacy w
Szwajcarii).

Mój szwajcarski mandat drogowy za wykroczenie
numer 611.1 na kwotę tylko 30 CHF
Tymczasem zbliżają
się święta, na które tradycyjnie wybieram się do Polski. Już
od zeszłego Bożego Narodzenia robię to z nieukrywaną
przyjemnością, co jest bardzo istotną zmianą. Bo przez
pierwsze półtora roku wcale mi na wizytach w ojczyźnie nie
zależało. Najwyraźniej wszedłem w kolejny etap emigracyjnego
życia. Tak, marzę o pooddychaniu atmosferą rodzinnego
Krakowa. O kupnie kilku kilogramów nowych książek.
Brakuje mi rozmów w języku polskim na co dzień.
Zauważyłem, że zdarza mi się robić szkolne błędy ortograficzne
w mailach. Szkoda, że urlopy szwajcarskie są tak
krótkie (20 dni w roku)! Najgorsza wiadomość
na sam koniec: polski rząd rozpoczął ostatnio prace nad
wprowadzeniem tzw. opłat wjazdowych dla Polaków pracujących za
granicą. Ma to być coś na kształt oficjalnego obejścia
międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jak
powiedział zastępca podsekretarza stanu w ministerstwie
finansów: "nie może być tak, że ktoś pracuje i zarabia za
granicą, a do Polski przyjeżdża tylko się bawić lub miło
spędzać czas bez ponoszenia kosztów". Rządowy projekt
przewiduje wprowadzenie trzech różnych stawek opłat
wjazdowych w zależności od kraju. Mają one być równoważne
trzem polskim progom podatkowym (podatków od osób fizycznych).
Szwajcaria wpadałaby niestety w trzeci, 40-procentowy próg.
Według projektu opłaty miałyby być pobierane w gotówce
bezpośrednio na przejściach granicznych, w oparciu o
zaświadczenia o dochodach, rozliczane od poprzedniego wjazdu
do Polski. W związku z tym trzeba będzie na pewno spodziewać się
wydłużenia czasu odpraw. Osobną kwestią jest sporządzenie
listy Polaków pracujących za granicą. Jeśli chodzi o
Szwajcarię indagowani przy przekraczaniu granicy będą
wszyscy, którzy posiadają tutaj konta. Dane o nich mają zostać
ściągnięte przy okazji śledztwa w sprawie tajnych
szwajcarskich kont byłego prezydenta. Prace prowadzone są
bardzo intensywne, rząd chce bowiem
przegłosować zmianę jeszcze przed najbliższymi świętami
Bożego Narodzenia, kiedy to tymczasowo powraca do kraju
najwięcej emigrantów. Tegoroczna Wielkanoc najwyraźniej nie
jest jeszcze zagrożona. A zatem: Wesołych
Świąt!
Pozdrawiam Krzysiek poleć stronę znajomym
PS Ostatnia informacja była
primaaprilisowym żartem
:-)
|