RAPORTY:
Wycieczka bałkańska (kraje byłej Jugosławii, Bułgaria, Albania)
Der Schweizerische Bericht 27
07.10.2007
Nichts Besonderes
Der Schweizerische Bericht 26
01.04.2007
Pośrodku Ameryki i Europy, między ogniem a słońcem (Islandia)
Der Schweizerische Bericht 25
31.01.2007
Grzybki reglamentowane i życzenia
Der Schweizerische Bericht 24
21.12.2006
Na wyspach (Anglia i Irlandia)
Der Schweizerische Bericht 23
28.11.2006
W poszukiwaniu Wikingów (Skandynawia)
Der Schweizerische Bericht 22
05.11.2006
Nad Atlantykiem i w Kaplicy Kości (Portugalia)
Der Schweizerische Bericht 21
29.10.2006
Rowerem przez Taury
(Austria)
Der Schweizerische Bericht 20
17.09.2006
TV Polonia w Szwajcarii
Der Schweizerische Bericht 19
19.08.2006
To już ponad rok
Der Schweizerische Bericht 18
15.07.2006
Zimowe zaległości
Der Schweizerische Bericht 17
18.05.2006
Tak się bawi, tak się
bawi
Der Schweizerische Bericht 16
26.03.2006
Ein
Ausgang
Der Schweizerische Bericht 15
02.03.2006
Ponarzekajmy
Der Schweizerische Bericht 14
10.02.2006
Kilka obrazków
Der Schweizerische Bericht 13
15.01.2006
Życzenia świąteczne
Rapport suisse no. 12
Moja mała stabilizacja
Rapport suisse no. 11
Jesień w mieście Biel
Rapport suisse no. 10
Referendum
Rapport suisse no. 9
Zapach
czekolady
Rapport suisse no. 8
Czy wiecie, że...?
Rapport suisse no. 7
Sąsiedzi na południu (Włochy)
Rapport suisse no. 6
Sąsiedzi na zachodzie (Francja)
Rapport suisse no. 5
Proszę
państwa do schronu
Rapport suisse no. 4
Bezwględność czasu
Rapport suisse no. 3
Stromy podjazd z
widokami na przyszłość
Rapport suisse no. 2
Moc pozytywnych
pierwszych wrażeń
Rapport suisse no. 1
|
|
Stromy podjazd z widokami na przyszłość » |
|
Moc pozytywnych
pierwszych wrażeń
czyli Rapport suisse numéro 1
Szwajcaria, 2005
Po tygodniowym luzowaniu mózgu na
hiszpańskim piasku, w środę bardzo wcześnie rano przekroczyłem
pociągiem granicę Szwajcarii. Pierwszy rzut oka za okno przypomniał mi poznane
już 7 lat temu cechy charakterystyczne tego kraju: Alpy, jeziora, zieleń,
czystość, spokój, porządek, harmonia. W podróży w nocy z wrażenia nie zmrużyłem
oka i trochę obawiałem się jak będzie wyglądać mój dzień pracy, do której od
razu z dworca we francuskojęzycznym Fryburgu zabrał mnie Lechu. Na szczęście
okazało się, że szefowie przez moje pierwsze dwa dni byli na delegacji, więc
mogłem spokojnie wdrażać się w nową rzeczywistość na wpół
śpiący.
Firma nie jest duża, zatrudnia
kilkanaście osób, ale przestrzeni biurowej jest naprawdę dużo, i duże są biurka,
i łazienka jest urządzona jak w domu, i w kuchni jest ekspres ciśnieniowy, i 6
rodzajów kawy, i 10 gatunków herbaty, i tak w ogóle wszystko jest w standardzie
bogatego, rozwiniętego kraju, który dodatkowo nigdy nie miał okazji być tak
naprawdę biedny czy zniszczony. To się po prostu wszędzie czuje i to chyba jest
przyczyną tego panującego tutaj wszędzie spokoju (nikt się nie spieszy). A z
mojego okna przy biurku mam widok na góry. Dzień pracy trwa 8 godzin. Czasami
może się zdarzyć konieczność pracy w nadgodzinach, które są płatne dopiero
powyżej 3 godzin w tygodniu. O pracy w weekendy nikt tu nie słyszał. W południe
wychodzi się na lunch (wyjście jest nieobowiązkowe i nie jest wliczane do czasu
pracy) do pobliskiej taniej samoobsługowej restauracyjki. Różnorodność dań i
estetyka wnętrza zachwyca i wcale nie powala ceną (w porównaniu z zarobkami
jedzenie tutaj jest tańsze niż w Polsce).
Nasze dwupokojowe mieszkanie w
bloku, które Lechu wynajął specjalnie przed moim przyjazdem w dzielnicy
imigrantów znajduje się tuż przy wschodniej granicy miasta i też jest w bardzo
wysokim standardzie. Dodatkowo całe osiedle tonie w zieleni, jest dużo ogromnych
drzew (liściastych i iglastych). Z lodżii mamy przestronny widok na zachody
słońca. W pierwszy dzień zaraz po przyjściu z pracy udaliśmy się na krótki
spacer po okolicy. W odległości 5-ciu minut drogi od domu natknęliśmy się na
stada pasących się na łąkach krów i owiec, no i oczywiście na Alpy. Widoki są
naprawdę oszałamiające. W drodze powrotnej klucząc po uliczkach naszego osiedla
i pozdrawiając mieszkańców (tak, tutaj nieznajomi ludzie mówią sobie dzień
dobry) natknąłem się na coś, co już do końca powaliło mnie na łopatki: przez
nasze osiedle przebiega Chamin de St. Jacques czyli nic innego jak
droga do Santiago de Compostela w Hiszpanii (Camino de Santiago), na której byłem
rok temu. Kończę, bo na razie nie mam już w sobie miejsca na
więcej pierwszych pozytywnych wrażeń. Zapraszam na zdjęcia i
czekoladki.
pozdrawiam,
Krzysiek poleć stronę znajomym
|

Restauracja Manora, Fryburg, Szwajcaria

Restauracja Manora - desery, Fryburg, Szwajcaria

Widok w odległośći 5 min. od domu, Fryburg, Szwajcaria

Widok z balkonu na osiedle, Fryburg, Szwajcaria

Widok z balkonu nocą, Fryburg, Szwajcaria

Chemin de St-Jacques czyli Camino de Santiago, Fryburg, Szwajcaria

Wspólne fondue z Lechem w moim pokoju, Fryburg, Szwajcaria

Cienie wspólnego fondue, Fryburg, Szwajcaria (fot.
Lechu)

Szwajcarskie czekoladki, Fryburg, Szwajcaria
|
|
Stromy podjazd z widokami na przyszłość » |
|