rowerem
przez trzy
kontynenty,
2000/01
opowiadania/index.shtmlOPOWIADANIA
ZapiskiZapiski
żyjąc w: Szwajcaria i Europażyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiagocamino de Santiago
Krzysztof Rozmus 
żyjący na ziemi 
Wyprawa rowerem przez 3 kontynenty
 
WYPRAWA ROWEREM PRZEZ 3 KONTYNENTY, 2000/01
Relacje
Europa: Na starcie RzymDroga zachodnim wybrzeżemNeapol PompejeDo portu w BariGrecja Turcja
Bliski Wschód: Na granicy syryjskiejSyria Jordania - część północnaIzraelJerozolima Jordania - górySynaj
Afryka: Egipt - część afrykańska UgandaKenia
Azja: NepalIndieIndie c.d.TajlandiaMalezjaSingapur


Rowerem przez 3 kontynenty: Synaj
12-21.12.2000

Droga na południe Synaju wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego od przejścia granicznego w Taba to jeden wielki plac budowy. Obok kilku istniejących hoteli (niektóre bardzo ładne, w kształcie piramid) powstaje kilkadziesiąt nowych.

Za kilka lat może się tu zrobić tak tłoczno jak na francuskiej Riwierze. Tymczasem na razie jest cisza i spokój. Po prawej stronie strome góry pustyni, po lewej dość ciepła, krystalicznie czysta woda, a w dali Arabia Saudyjska. Na wybrzeżu noce są nareszcie ciepłe i można bez problemu spędzać je w namiocie.

Odbijam w głąb półwyspu, aby zdobyć słynną górę Synaj. Droga od Nuweiby do klasztoru świętej Katarzyny obfituje w niesamowite pustynne krajobrazy - naprawdę nie opłaca się jechać do Teksasu czy Colorado. W górach znów jest bardzo zimno, a na szczycie Synaju leży śnieg. Na miejscu poznaję m.in. dwójkę podróżników z Polski (wreszcie okazja do porozmawiania w ojczystym języku i skomentowania ostatnich wydarzeń politycznych) oraz 64-letniego Francuza, który - bagatelka - idzie z Rzymu do Jerozolimy poprzez kraje północnej Afryki, początkowo z przyjacielem, i czasem korzystając też z innych środków transportu. Do tej pory na nogach przeszedł 1300 km. Teraz pociągnie swój wózek na kołach na wschód do Eilat w Izraelu, śpiąc po drodze u Beduinów.

Ja kontynuuję swoje trawersowanie Synaju na zachód, po drodze doświadczając oazy Feran. To naprawdę niesamowite, gdy po 70 km prawie pustki (tylko góry, piasek, czasem jakąś osada beduińska) nagle wjeżdża się w gaj palm. Trzeba tutaj kupić jedzenie i zaopatrzyć się w wodę na cały następny dzień, bo do następnej miejscowości (El Tur) jest 100 km.

Po trzech dniach docieram w końcu na południowy kraniec Synaju, do miejscowości Sharm El-Sheik, gdzie wciskam swój namiot na jedną noc pomiędzy gwiazdkowe hotele. 12 km stąd znajduje się jedyny park narodowy w Egipcie - Ras Mohammed - obejmujący niewielki odcinek wybrzeża z rafą koralową. Za $5 można tam spędzić noc w namiocie w wyznaczonych miejscach tylko trzeba zabrać ze sobą odpowiedni zapas wody i jedzenia, bo na miejscu jest tylko pustynia i morze.

No właśnie. Morze Czerwone. Z zewnątrz wygląda jak każde inne, ale pierwsze zanurzenie głowy pod wodę przenosi po prostu w inny świat. Po pierwszych kilku chwilach muszę się wynurzyć i to nie tylko dlatego, że poza okularkami nie mam żadnego innego sprzętu do nurkowania. Bajeczność kolorów i wymyślność form w podwodnych ogrodach dosłownie zapiera dech w piersiach! Poznani tam przeze mnie doświadczeni nurkowie z Francji zapewniali mnie, że jeśli chodzi o podwodne krajobrazy, jest to jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi.

Oprócz ryb i korali można tu spotkać także lisa pustynnego - chyba jedynego większego ssaka, żyjącego na tych terenach. Na cieniutkich, ale wysokich łapkach i z wydłużonym pyszczkiem oraz pięknym lisim ogonem próbują w nocy podkraść spod namiotu jakieś resztki żywności. Władze parku pozwalają jedynie dawać im wodę, którą w przeciwnym wypadku, nie mam pojęcia, skąd biorą. Ja musiałem przytaszczyć tutaj dziewięć 1,5-litrowych butelek, za które dodatkowo przyszło mi zapłacić. Ale to nie dlatego, że woda na pustyni synajskiej jest na wagę złota, tylko w miejscowościach turystycznych Egipcjanie są strasznie pazerni na pieniądze turystów, a czasem wręcz po prostu nieuczciwi.

Z Sharm El-Sheik odpływam promem do Hurghady, jeszcze w Egipcie, ale już na nowym, afrykańskim kontynencie, po raz pierwszy płacąc dodatkowo za przewóz roweru (rzecz niespotykana na promach we Włoszech, Grecji czy Turcji).

Krzysiek
poleć stronę znajomym