Tak się złożyło, że na trasie do Neapolu jestem już o 6 rano. Mimo, że jest
całkiem ciemno, od samego początku drogi wyczuwa się w powietrzu gorąco i
zaduch.
Po kilku godzinach jazdy ostro pod góre, wczesnym przedpołudniem witają mnie
kilkupiętrowe, bardzo wysokie, piękne kamienice Neapolu.

Postanawiam
się nie spieszyć i spokojnie jadąc trotuarem wzdłuż Zatoki Neapolitańskiej
chłonę specyficzną atmosferę tego miasta. Na przybrzeżnych skałach sporo
zakochanych par, słońce przyćmione chmurami, lekka mgiełka, a nad wszystkim
króluje Wezuwiusz. Na skrzyżowaniach policjanci z charakterystycznymi
granatowymi mundurami z czerwonymi lampasami. Do brzegu co pewien czas
przybijają kutry rybackie, wyładowując do mis na chodniku przeróżne stwory
morskie. Niektóre przezabawne, niektóre widzę pierwszy raz w życiu, a i one
przyglądają się ze zdziwieniem chcącym je kupić i zjeść ludziom.
W południe robi się strasznie gorąco, temperatura dochodzi do 35 stopni
Celsjusza i mam wrażenie, jakbym przez cały czas stał twarzą do ogniska. Przez
następne kilka godzin jadę kocimi łbami przez niekończące się miasto i
przyległe miasteczka aż do Pompei. Mimo że przejechałem dopiero 50 km, jestem
bardzo zmęczony upałem i postanawiam zrobić sobie nieplanowaną przerwę, a przy
okazji zwiedzić legendarne wykopaliska.
Krzysiek
poleć stronę znajomym