Na wodach Morza Martwego można się położyć i czytać gazetę. Nie wierzyłem, ale
się przekonałem. Dalej moja droga odbija na wschód, na górę Nebo, skąd Mojżesz
przed śmiercią oglądał Ziemię Obiecana.

10-kilometrowy
odcinek z różnicą wzniesień wielkości 2000 m można pokonać pchając rower lub
korzystając z bezinteresownej pomocy kierowcy ciężarówki, która tą trasę
przebywa w godzinę (!). Widok z góry na Morze Martwe i dolinę Jordanu jest
oszałamiający. Podobno przy dobrej pogodzie można nawet zobaczyć stąd dachy
Jerozolimy.
Droga po jordańskich górach wyznacza najgorszy dotychczas okres mojej podróży.
Składa się na to przede wszystkim zła pogoda (zimno i bardzo silny wiatr),
olbrzymie wzniesienia oraz nieprzyjaźni ludzie.

Nieprzyjaźni
do tego stopnia, że spotkane przeze mnie dwie Francuzki, które na rowerach w
ciągu dwóch lat chcą dotrzeć do Australii, miejscowość Tafila musiały przebyć
pod eskortą policji - na drogę z kamieniami wychodziły nie tylko dzieci, ale i
starsi ludzie! Ja osobiście nieraz widzę charakterystycznie wystawiony środkowy
palec z przejeżdżających samochodów. Mimo, że salwuję się ucieczką autostopem i
taksówkami z tych terenów, nie omija mnie jedna koszmarna noc, 30 km od
Shawbak, gdzie przy temperaturze poniżej zera, nie mogąc zasnąć z zimna (hoteli
nie ma), drżę o swoje życie - w moim mikro-namiocie głowę mam 1 cm od tropiku,
a kamieni w okolicy pod dostatkiem :-)

Po
co więc tamtędy jechać ? Po pierwsze wspomniany widok z góry Nebo, po drugie
mapa-mozaika z VI wieku w Madabie (to akurat można było sobie darować, z całej
mapy Bliskiego Wschodu pozostały zaledwie szczątki), po trzecie Wadi Al-Mujib
(olbrzymi kanion, kilometrowej głębokości, ciągnący się w poprzek pasma
górskiego aż do Morza Martwego), po czwarte Petra (ogromne, kamienne miasto
Nabatejczyków z I wieku przed Chrystusem, z obłędnymi, gigantycznymi fasadami
rzeźbionymi w różowej skale). Na końcu drogi w Jordanii odwiedzam pustynię Wadi
Rum z wyrastającymi z niej czerwonymi skalami. Pustynia, a noc i dzień pada
deszcz i jest przeraźliwie zimno. Ale to już połowa grudnia i tak objawia się
tutaj zima. Przemarznięty do szpiku kości zjeżdżam na dół do wybrzeża zatoki
Aqaby, aby jeszcze raz przez Izrael dostać się do Egiptu i jego ciepła.
Krzysiek
poleć stronę znajomym