rowerem
przez trzy
kontynenty,
2000/01
opowiadania/index.shtmlOPOWIADANIA
ZapiskiZapiski
żyjąc w: Szwajcaria i Europażyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiagocamino de Santiago
Krzysztof Rozmus 
żyjący na ziemi 
Wyprawa rowerem przez 3 kontynenty
 
WYPRAWA ROWEREM PRZEZ 3 KONTYNENTY, 2000/01
Relacje
Europa: Na starcie RzymDroga zachodnim wybrzeżemNeapol PompejeDo portu w BariGrecja Turcja
Bliski Wschód: Na granicy syryjskiejSyria Jordania - część północnaIzraelJerozolima Jordania - górySynaj
Afryka: Egipt - część afrykańska UgandaKenia
Azja: NepalIndieIndie c.d.TajlandiaMalezjaSingapur


Rowerem przez 3 kontynenty: Jordania - część północna
22-27.11.2000

Już po syryjskiej kontroli granicznej, a jeszcze przed kontrolą jordańską, na pięciokilometrowym odcinku ziemi niczyjej (tak naprawdę syryjskiej) zmuszony jestem po raz pierwszy na trasie załatać wraz z dętką także oponę.

Trzeba mieć dużego pecha, żeby złapać gumę w takim miejscu, ale na szczęście patrolujący teren żołnierze syryjscy są bardzo mili, trochę przeszkadzają mi swoją pomocą przy naklejaniu łatek, ale potem zapraszają mnie na herbatę, a także pozwalają mi potrzymać karabin :-) Robimy wspólne zdjęcie.

Umm Qais, JordaniaNa granicy jordańskiej dość szczegółowe wypytywanie o cel podróży, ale wszystko w bardzo kulturalnej atmosferze i na końcu serdeczne "Welcome in Jordan". Słowo "Welcome" można w tym kraju usłyszeć każdego dnia kilkadziesiąt razy i przynajmniej pierwszego dnia znajduje ono całkowite potwierdzenie w rzeczywistości. Mężczyzna, którego pytam o tani hotel w przygranicznym mieście Ramtha, po kilku chwilach proponuje mi nocleg w jego pięknym domu, do którego podjeżdżamy taksówką (pół roweru wystaje z tyłu z bagażnika). Później zostaję zaproszony na kolację wraz z dużą grupą innych osób do "garażu" - prywatnego miejsca, gdzie spotykają się prawie codziennie, aby napić się wspólnie herbaty, porozmawiać, wypalić nargillę, pooglądać telewizję satelitarną, w tym także polskie programy - Jordańczykom bardzo podobają się polskie kobiety, tą opinię usłyszę jeszcze kilka razy. Dla mnie ciekawym doświadczeniem było zobaczenie tak daleko od kraju reklamy firmy, w której pracuję - pozdrowienia dla wszystkich pracusiów.

Jordania w porównaniu z Syrią stoi dwa razy wyżej w rozwoju cywilizacyjnym. Przede wszystkim jest dużo czyściej. W pobliskim mieście Irbid (drugim co do wielkości w Jordanii) są normalne, czyli w europejskim stylu sklepy z obfitością towarów, o których już zdążyłem zapomnieć, ze istnieją: sterylizowane mleko w kartonie, kilkanaście rodzajów soków owocowych, płatki kukurydziane, jogurty, masło orzechowe. Oczywiście nie ma nic za darmo - ceny dwukrotnie wyższe. Tylko dostęp do sieci tani. Na jednej tylko ulicy naliczyłem 18 kawiarenek internetowych.

Z Irbid jadę na zachód do położonej przy granicy izraelskiej miejscowości Umm-Qais, aby ze wzgórza z odkopanym starożytnym rzymskim miastem przyjrzeć się okolicom Jeziora Tyberiadzkiego - miejscom, gdzie około 2 tysiące lat temu uzdrawiał i nauczał Jezus. Zdaje się, ze od tamtego czasu krajobrazy, jak i ludzie niewiele się zmienili. Kilka dni temu niedaleko stąd żołnierze z Armii Boga (Hezbollah) zastrzelili dwóch Izraelczyków...

W Umm-Qais dostaję pierwsze ostrzeżenie przed jordańskimi i palestyńskimi dziećmi. Mam absolutnie nie zostawiać roweru lub bagaży bez opieki. Trochę mnie to dziwi. Tak przywykłem do bezpieczeństwa krajów Bliskiego Wschodu, że często nawet nie zapinam roweru. Nie chce mi się też wierzyć w to, że na King's Highway dzieci rzucają w rowerzystów kamieniami, ale okazuje się, że nie tylko tam. W ogóle odnoszę wrażenie, że przynajmniej między dziećmi i młodzieżą kamień jest tutaj podstawowym środkiem komunikacji. Nieraz widzę, jak dzieci rzucają się między sobą po szkole, kamieniami też zarządza się stadem owiec czy kóz. Może dlatego, że na tej wypalonej od słońca ziemi kamienie leżą wszędzie?

Kilkanaście kilometrów zjeżdżam w dół w dolinę Jordanu. Ta niewielka w sumie rzeka zaznacza swoją obecność nagłym wybuchem zieloności na tych półpustynnych obszarach: trawa, palmy, sady bananowe, tysiące upraw i szklarni. Jadę wzdłuż granicy z Izraelem, ciesząc się z dawno zapomnianych ciepłych nocy.

Wzgórza Golan, JordaniaOkres jest niespokojny. Ludzie są strasznie podminowani tym, ze na Zachodnim Brzegu giną palestyńskie dzieci. "If you go to Israel, we will kill you now !" - słyszę. Może to nie jest do końca prawda, ale oddaje atmosferę. Czasem słyszę zaczepne "Szalom" - tak się sprawdza, czy nie jestem stamtąd. Równie źle byłoby, gdybym posiadał paszport amerykański. Do tego wspomniane dzieci, które nie maja zahamowań: zagradzają drogę, klepią w plecy, łapią za sakwy, czasem dobrze, że tylko po ziemi potoczy się jakiś kamień, czasem można usłyszeć przekleństwo. Na szczęście droga idzie szybko na dół do najniżej położonego miejsca na ziemi - Morza Martwego.




Krzysiek
poleć stronę znajomym