W porcie Patras czeka na mnie niemiła niespodzianka. Nie dość, że jest
chłodno, to jeszcze leje deszcz.
Tłumaczę sobie, że to tylko chwilowe załamanie pogody i ruszam w kierunku
miejscowości Kato Achaja, aby objechać dookoła Peloponez, na co czekałem od co
najmniej roku.
Niestety od recepcjonisty w hotelu dowiaduję się najgorszego: pogoda już się
nie poprawi, a pojutrze ma przyjść kolejna fala ochłodzenia. Szczerze mówiąc,
trochę się podłamuję - zwiedzać Grecję szczękając zębami z zimna to jak oglądać
film z zamkniętymi oczami... Uruchamiam awaryjny plan B: jak najszybciej
dojechać do Aten i przedostać się do Turcji.

Kolejne
trzy dni to walka z bardzo silnym, zimnym i przeciwnym wiatrem. Jedynym
pocieszeniem są niestety tylko widoki gór i zatoczek oraz bardzo dobra kuchnia.
W drodze odwiedzam ruiny starożytnego Koryntu, a Ateny witają mnie już z daleka
charakterystycznymi ruinami Akropolu.

W
porcie Pireus spotykam samotnego człowieka z obładowanym rowerem. Okazuje się
nim być Nikolas, 21-letni Niemiec, który przed rozpoczęciem studiów wybrał się
w roczną podróż po świecie. Rozpoczął ją w Hamburgu i dojechał do Aten z myślą
o lądowej rowerowej drodze do Indii. Niestety, drobna usterka sprzętu, której
podobno nie da się nigdzie naprawić, zmusza go do zakończenia rowerowej części
wyprawy w Stambule. Razem więc poprzez wyspę Samos odbywamy morską podróż. Obaj
jesteśmy pewni jednego: prawdziwa przygoda rozpocznie się w Turcji.
Krzysiek
poleć stronę znajomym