rowerem
przez trzy
kontynenty,
2000/01
opowiadania/index.shtmlOPOWIADANIA
ZapiskiZapiski
żyjąc w: Szwajcaria i Europażyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiagocamino de Santiago
Krzysztof Rozmus 
żyjący na ziemi 
Wyprawa rowerem przez 3 kontynenty
 
WYPRAWA ROWEREM PRZEZ 3 KONTYNENTY, 2000/01
Relacje
Europa: Na starcie RzymDroga zachodnim wybrzeżemNeapol PompejeDo portu w BariGrecja Turcja
Bliski Wschód: Na granicy syryjskiejSyria Jordania - część północnaIzraelJerozolima Jordania - górySynaj
Afryka: Egipt - część afrykańska UgandaKenia
Azja: NepalIndieIndie c.d.TajlandiaMalezjaSingapur


Rowerem przez 3 kontynenty: Egipt - część afrykańska
22.12.2000-02.01.2001

Z Hurghady jadę prosto do miejscowości Port Safaga, gdzie oprócz części turystycznej z hotelami jest też zwyczajne egipskie osiedle. Coś a'la socrealistyczne blokowisko, tylko że prawie na pustyni i z meczetem.

Luxor, EgiptKilka kilometrów dalej na policyjnym punkcie kontrolnym (takie punkty są wszędzie co kilkadziesiąt kilometrów, także na Synaju) po godzinie oczekiwania na komendanta okazuje się, że rowerem w Egipcie już dalej nie pojadę. Zagraniczni turyści, czy to w autobusach, czy w prywatnych samochodach, mogą poruszać się tylko w konwojach policyjnych. Taki konwój formowany jest dwa razy dziennie na trasie Hurghada-Luksor i wyróżnia się tym, że z tyłu i z przodu jadą dwa pickupy policyjne, a przy przejeżdżaniu przez miasta włączane są syreny. Z prawdziwą ochroną ma to mało wspólnego. Więcej w tym cyrku, zabawy, a najwięcej ;-) chęci wywarcia na turystach wrażenia, że wszystko jest pod kontrolą po tragicznych wydarzeniach z 1997 roku.

Hurghada, EgiptJa mam to szczęście, że ten rodzaj transportu nic mnie nie kosztuje. Rower biorą mi do pierwszego wozu, a ja mogę albo jechać z policją, albo z policyjnego przydziału wsiąść do któregoś z autokarów wycieczkowych, albo być zaproszonym przez parę przesympatycznych Niemców do ich wypożyczonego volkswagena. Dzięki temu święta Bożego Narodzenia spędzam w Luksorze, choć poza telefonem do rodziny trudno mówić tutaj o świętowaniu.

Karnak, EgiptZa to po przeprawieniu się na drugi brzeg Nilu zwiedzam groby faraonów sprzed kilku tysięcy lat. Wrażenie robią hieroglify. Jak to wygląda, to wszyscy wiedzą ze szkoły. Tylko tutaj ma się to, że tak powiem, na żywo i w kolorze. Z Luksoru do Kairu udaję się pociągiem, bo doliną Nilu za miejscowością Qena już nawet konwoje nie jeżdżą. Pewien Niemiec opowiadał mi, że gdy wybrał się taksówką na tej trasie, aby coś tam zobaczyć, przez cały czas za taksówką jechał czołg... :-)

Giza, EgiptStolica Egiptu jest ogromna, ale dzięki bardzo szerokim ulicom nie przytłacza. Jednak wydostać się stąd drogą powietrzną przez najbliższe sześć dni jest prawie niemożliwością, a to z powodu nagromadzenia się kolejno wolnych dni: trzy dni święta zakończenia ramadanu (zamknięte wszystkie agencje turystyczne), sobota, niedziela, Nowy Rok (zamknięta ambasada Ugandy i księgarnia Uniwersytetu Amerykańskiego, jedyne miejsce gdzie można kupić przewodnik po Ugandzie). Muzułmanie w 95% nie świętują Nowego Roku, za to zakończenie ramadanu obchodzone jest hucznie: ucztowanie, prezenty, nowe ubrania i nowe krajowe produkcje filmowe - do późna w nocy pod kinami toczy się walka o bilety. Dla mnie ten rok skończy się dopiero po zakończeniu wyprawy - na razie żyję trochę poza czasem.

Egipcjanie, EgiptKair to też oczywiście piramidy. Jadąc przez miasto rowerem człowiek wypatruje czegoś na horyzoncie wielkości dalekich gór. Tymczasem nagle zza linii kamienic wyłania się ogromna kamienna góra. W porównaniu z piramidami Sfinks wydaje się bardzo malutki. Giza to jedno z najpopularniejszych miejsc turystycznych. Można tu spotkać ludzi z całego świata. Oprócz standardowych turystów z Korei czy Japonii także ludzie z Brazylii, Irlandii czy Nowej Zelandii. I całe szczęście, bo z Egipcjanami raczej nie można nawiązać normalnych kontaktów, chyba że jest się gotowym płacić za każde podanie ręki.

Szczęśliwie w drugi dzień 2001 roku udaje mi się załatwić wszystkie formalności i odlecieć do źródeł Nilu w Ugandzie. Kilka dni dłużej w Egipcie, a na odgłos wołania Allah Akbar chyba zacząłbym bić. Tylko nie myślcie, że Egipt to same złe rzeczy. Po prostu brak miejsca, by wszystko dokładnie opisać.

Krzysiek
poleć stronę znajomym