OPOWIADANIA
ZapiskiZapiski
Naokoło œwiataNaokoło świata
żyjąc w: Szwajcaria i Europażyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiagocamino de Santiago
Wyprawa rowerem przez 3 kontynentyrowerem przez 3 kontynenty
Krzysztof Rozmus
żyjący na ziemi

PO KOLĘDZIE *
luty 2007


MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA
luty 2007


KONFERENCJA DLA PROFESJONALISTÓW
styczeń 2007


NOLI ME TANGERE
styczeń 2007


SPOTKANIE ZE STRAŻNIKIEM TARGOWISKA
grudzień 2006


TRAMWAJ NOCNY
lipiec 2005


ZAPISKI Z TAMTEJ STRONY LUSTRA
styczeń 2005


TRZY DNI NAD MORZEM
styczeń 2005


ZNAK ZAPYTANIA
październik 2003


* "Opowiadanie miesiąca" w:

Komentuj
i oceniaj
w portalu

Inne strony literackie




Opowiadanie
NOLI ME TANGERE

 

            Magdę poznałem pod koniec studiów. Wpadła mi w oko chyba dlatego, że nosiła minispódniczki i obcisłe podkoszulki. Reszta otaczających mnie dziewczyn ubierała się wtedy w powyciągane swetry lub bluzki po babci ze złotymi guzikami i wytarte spodnie lub grube spódnice przewiązane skórzanymi paskami. Swoim strojem, w odróżnieniu od Magdy, dawały do zrozumienia, żeby we wzajemnych relacjach nie oczekiwać zbyt wiele radości. Już przy pierwszej mojej próbie kontaktu z Magdą okazało się, że fizyczna atrakcyjność wcale nie czyniła z niej kobiety niedostępnej. Przeciwnie, w rozmowie wykazywała się niespotykaną otwartością i spontanicznością - jakże różniło się to od ciężkich konwersacji z innymi dziewczynami, polegających na wyciąganiu przez pół godziny najprostszych informacji o ich kierunku studiów czy miejscu pracy. Magda była osobą wierzącą w Boga i jak mówiła: wierzącą na serio. Ja nigdy nie określałem się jako wierzący, ale te sprawy zawsze w jakiś tajemniczy sposób mnie pociągały, a odkąd poznałem Magdę, zaczęły pociągać mnie jeszcze bardziej. Wkrótce moja dotychczasowa codzienność i środowisko, w którym się obracałem zaczęły wydawać mi się jedynie szarym życiem doczesnym, Magda - obietnicą życia wiecznego.

            W czasie wspólnych spotkań Magda próbowała mnie przekonać do swojej wiary. Dzięki temu toczyliśmy ze sobą wiele interesujących dyskusji. Z czasem okazało się, że mogliśmy rozmawiać ze sobą godzinami także na wszystkie inne tematy. Wspólne przebywanie coraz bardziej nas łączyło i było źródłem radości. Po pewnym czasie postanowiłem zacieśnić naszą znajomość. Byliśmy właśnie u niej w domu i siedzieliśmy obok siebie na wersalce. Magda opowiadała o tym, że latem uwielbia opalać się nago i w ogóle obcować w ten sposób z przyrodą. Mówiła o tym bez najmniejszego skrępowania, z dziecięcą radością, czym jeszcze bardziej rozpalała moje zmysły. Spróbowałem dotknąć jej dłoni i delikatnie przytulić, ale ona momentalnie zesztywniała, a następnie skoczyła na równe nogi.

- Co ty wyprawiasz! - krzyknęła. - Co ty sobie myślisz? - zapytała już bardziej spokojnie. - W ogóle co my tutaj razem robimy na tym łóżku? Lepiej poczytajmy Pismo Święte.

Sięgnęła po leżącą obok książkę i zaczęła głośno recytować: "(...) Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. (...) Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?"

Zacząłem zbierać się do wyjścia.

- I co, już wychodzisz? Myślałam, że przyszedłeś tutaj dla mnie. Mieliśmy fajnie razem spędzić czas. Nie zależy ci na mnie? Jak ty mnie traktujesz? - spytała w przedpokoju.

- Odniosłem wrażenie, że nie chcesz żebyśmy byli razem - odpowiedziałem pytająco.

- Chcę. Ale jeszcze nie teraz. Musisz bardziej popracować nad swoją moralnością, żeby się do mnie zbliżyć - odpowiedziała patrząc mi prosto w oczy.

            Nie do końca rozumiałem nad czym konkretnie mam popracować, ale chodziło chyba o to, żebym nie reagował pożądliwie na jej uroki. Nie było to proste, ale bardzo zależało mi na bliskości z nią, więc postanowiłem jej posłuchać. Mijały miesiące wspólnych spotkań. Pewnego wieczoru u mnie w mieszkaniu zorganizowaliśmy sobie małą imprezę, taką tylko dla nas dwojga. Była kolacja, trochę wina, świeczki, muzyka. Zaczęliśmy tańczyć. Naprawdę nieźle nam to wychodziło. Atmosfera robiła się coraz bardziej wesoła i swobodna. W pewnym momencie, nie przerywając tańca, Magda zrzuciła z siebie sukienkę i bluzkę, i została tylko w samej czarnej bieliźnie. Zbliżyłem się do niej i spróbowałem delikatnie pogłaskać ją po włosach. Uderzyła mnie w rękę i odepchnęła, po czym szybko się ubrała.

- Tak ci ufałam - popatrzyła na mnie z wyrzutem. - Widzę, że dalej w twojej naturze są elementy, które są złe i których powinieneś się wstydzić. Przykro mi, ale dla mnie ten wieczór już się skończył.

- Magda, przepraszam, chciałem cię tylko dotknąć, poczuć twoją obecność... - byłem w lekkim szoku.

- Wzięło cię, tak? - w jej oczach była jakaś wyższość.

- Nie, nie wzięło mnie, tylko... - tłumaczyłem się nieudolnie jak dziecko.

- Ach, gdybyś chociaż potrafił uczciwie przyznać, że cię wzięło, to bym została tu z tobą - przerwała mi. - Naprawdę, proszę cię, zastanów się nad swoim postępowaniem. Może poczytaj trochę więcej Słowa Bożego. Ale tak na serio.

Wyszła obrażona, bez pożegnania. Gdy zatrzasnęły się drzwi sięgnąłem po Biblię, otwarłem ją na chybił trafił i zacząłem czytać: "Pan bada sprawiedliwego i występnego, nie cierpi Jego dusza tego, kto kocha nieprawość. On sprawi, że węgle ogniste i siarka będą padać na grzeszników; wiatr palący będzie udziałem ich kielicha. Bo Pan jest sprawiedliwy, kocha sprawiedliwość; ludzie prawi zobaczą Jego oblicze." Zamknąłem książkę. Nazajutrz zadzwoniłem do Magdy i powiedziałem, że nie chcę się już do niej zbliżać i że z mojej strony to koniec. Koledzy doradzali mi ten krok od dawna.

Po trzech dniach w mojej skrzynce pocztowej znalazłem, wysłany przez Magdę, zaskakujący list-wyznanie: "Nie odchodź ode mnie. Bardzo Cię kocham. Chcę być z Tobą blisko. Proszę Cię, spotkajmy się w ten piątek o 17-tej w naszym miejscu." Tej nocy nie zmrużyłem oka. Z nadzieją myślałem o spotkaniu z Magdą i o naszej siedmiomiesięcznej znajomości. W piątek nie mogłem wysiedzieć na zajęciach i jak tylko się skończyły pognałem na spotkanie. Magda już czekała. Serce waliło mi jak młotem. Po jej listownym wyznaniu chciałem z marszu rzucić się jej z radością na szyję, ale w jej oczach dostrzegłem dystans.

- Przyszłam tylko ci powiedzieć, że jednak jeszcze nie możemy być razem. Jeszcze nie teraz - powiedziała z ogromnym spokojem.

- A kiedy? - próbowałem być spokojny, ale zaczynał zrywać się we mnie huragan złości.

- Dopiero wtedy, gdy pewne rzeczy będą znaczyć dla ciebie to samo co dla mnie. Przykro mi, ale twoja miłość nie jest jeszcze doskonała - wyglądało na to, że jeśli chodzi o uczucia, Magda nie musiała toczyć w sobie żadnej wewnętrznej walki.

- A co znaczył ten list od ciebie? - zapytałem, niedowierzając już własnym uszom i oczom.

- Och, nie możesz przecież wszystkiego interpretować tak dosłownie, głuptasku. Ale przyniosłam ci coś. To jest fragment z Biblii, posłuchaj uważnie: "Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana - gdy będzie postępował żniwiarz [zaraz] za oraczem, a depczący winogrona za siejącym ziarno; z gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki będą nim opływać. Uwolnię z niewoli lud mój izraelski - odbudują miasta zburzone i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i pić będą wino; założą ogrody i będą jeść z nich owoce. Zasadzę ich na ich ziemi, a nigdy nie będą wyrwani z ziemi, którą im dałem - mówi Pan Bóg twój." Piękne, prawda? - uśmiechnęła się.

Obróciłem się na pięcie wściekły i odszedłem bez słowa. Nie spotkaliśmy się więcej. Magda niedługo potem wyjechała. Przez siedem długich lat nie miałem o niej żadnej informacji.

 

            Przez telefon Tomek bardzo nalegał na spotkanie. Ponoć sprawa była poważna, więc umówiliśmy się po pracy tego samego dnia, w kawiarni na mieście.

- No, co z tobą stary? Wyglądasz na bardzo zmartwionego - zacząłem rozmowę.

- Spotkałem wczoraj kobietę i chyba się zakochałem. Ona jest nie z tej ziemi... - na jego twarzy odmalowało się rozmarzenie, zapewne w wyobraźni przenosił się właśnie do innego, lepszego świata.

- No i w czym problem? - sprowadziłem go z powrotem na ziemię.

- Wściekam się, bo ona dzisiaj nie chce odbierać telefonów ode mnie, a wczoraj byliśmy dość blisko ze sobą i myślałem, że... - Tomek był wyraźnie pogubiony.

- No dobra, ale w czym ja ci mogę pomóc? - zdziwiłem się.

- Wiesz, przyszło mi na myśl, że ty ją mogłeś znać. Wszystko by się zgadzało: i miasto, i czas, i kierunek studiów. Ona ma na imię Magdalena. Taka wysoka, szczupła blondynka z długimi włosami - popatrzył na mnie z nadzieją.

- Być może, być może - pokiwałem głową. - A jak się poznaliście?

- To ona do mnie zagadała wczoraj pierwsza, jak wysiadaliśmy z autobusu. Wiesz, w ogóle byłem w szoku, że taka babka chce ze mną gadać. Ale wyglądało na to, że chyba jej się podobam, więc postanowiłem zaproponować herbatę u mnie. Zgodziła się z radością. Mówię ci stary, była taka spontaniczna. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Przegadaliśmy pół nocy. Ona jest wierząca. To bardzo dobrze. I ona mnie docenia. W każdym razie czułem się przy niej bardzo dobrze. I wyobraź sobie, że jak siedzieliśmy razem na łóżku to ona nagle, na koniec, rozebrała się do bielizny i poprosiła, żebym jej zrobił masaż całego ciała. Wyobrażasz sobie? Prawie w ogóle jej nie znam. No, a dziś nie chce ze mną gadać i sam już nie wiem, czy to wczoraj coś znaczyło czy nie. Co myślisz? Znasz ją? - Tomek przerwał wreszcie swój słowotok.

- Tak Tomku, to Magda - powiedziałem bardzo poważnie, przeszyłem go wzrokiem i odczekałem chwilę. - Myślę, że bardzo dobrze trafiłeś. Tak jak mówisz, to jest niesamowita kobieta i wygląda na to, że ona jest w tobie naprawdę zakochana. Pewnie nie odbiera telefonu, żeby dać ci czas, ja wiem... na wewnętrzne dojrzewanie. Bądź cierpliwy i spróbuj się na nią po prostu otworzyć. Aha, zdradzę ci sekret: czytaj Pismo Święte, tym jej naprawdę zaimponujesz - zrobiłem najbardziej poważną i głęboką minę na jaką tylko było mnie stać w tym momencie, pożegnałem się i udałem się szybko w kierunku wyjścia.

 

            Z Tomkiem i Justyną umówiłem się w tej samej kawiarni na mieście.

            - Witaj, Konrad – Tomek dostrzegł mnie już z daleka. – Miło, że wpadłeś.

            - Witaj - przywitałem się także z Justyną, zamówiłem coś do picia i zaczęliśmy rozmawiać.

            - Przeczytaliśmy z Justyną twoje opowiadanie. Uderza mnie w nim jedna rzecz: dlaczego główny bohater nie ostrzegł swojego przyjaciela przed tą kobietą? On go chyba musiał bardzo nie lubić? – zapytał Tomek.

            - Ale w sumie przed czym konkretnie miał go ostrzegać? – odpowiedziałem dopiero po dłuższej chwili. Zastanawiałem się czy pytanie Tomka mam traktować osobiście. Podobieństwo sytuacji było nad wyraz oczywiste…

            - Jak to, przed czym? Przed tym, jaka Magda jest, jak się zachowuje – Tomek lekko się zirytował.

            - No, ale jaka jest? – nie dawałem zbyt łatwo za wygraną.

            - Jest karykaturą wartości uznawanych za święte – wtrąciła się dotąd milcząca Justyna. – Jej zachowanie jest sprzeczne z wyznawaną przez nią wiarą, jest sprzeczne z wolą Bożą – wyglądała na fundamentalnie zniesmaczoną.

            - Ale według mnie nie jest sprzeczne. Wręcz przeciwnie. Magda robi wszystko, co z jej punktu widzenia jest najlepsze dla związku, co powinno się w danej sytuacji robić, słowem, stara się pełnić wolę Bożą. Nigdy nie przypisałbym jej złej woli – atak na Magdę był zbyt pozbawiony wszelkich wątpliwości, żebym nie wziął ją w obronę.

            - A ja określam takie krótko: świętojebska – Justyna ucięła dyskusję.

 

             Po południu odebrałem telefon od Magdy: „Konrad, przeczytałam to, co mi wysłałeś. Przyznaję, nie obeszło się bez dużych emocji. Można by długo mówić o tym tekście, ale powiem Ci tylko jedno: w tym opowiadaniu jesteś właśnie cały ty. Obawiam się, że nic się przez te siedem lat nie zmieniłeś”.   

           

 

 

luty, wrzesień 2005, © Krzysztof Rozmus
kontakt e-mail poleć stronę znajomym

 

 

 

 

Nota: Cytaty pisane kursywą pochodzą z Biblii Tysiąclecia - zob. Mt 23, 27.33; Ps 11, 5-6; Am 9, 13-15. Tytuł Noli me tangere (łac. nie dotykaj mnie) - zob. J 20, 17.

 

 

 

« TRAMWAJ NOCNYSPOTKANIE ZE STRAŻNIKIEM TARGOWISKA »