|
Wciąż pamiętam dzień, w którym zobaczyłem ją po raz
pierwszy, a ściślej mówiąc, pamiętam: obcisły podkoszulek,
długie blond włosy i minispódniczkę, zakrywającą jeszcze
zgrabną pupę, ale już zupełnie nie radzącą sobie z nogami do
samej ziemi. Ludzie od nas mówili o niej często: babka nie z
tej ziemi. I choć niektóre koleżanki wykrzywiały się z
niesmakiem, że świętojebska, to było jasne, że to tylko
kobieca zazdrość wiecznie smutnych użytkowniczek babcinych
ubrań: brązowych bluzek ze złotymi guzikami i grubych spódnic
do kostek. Plotkowano też coś, że przeniosła się na naszą
uczelnię w jakiś niejasnych okolicznościach i do końca nie
wiadomo skąd, ale ja wiedziałem swoje: Magda spadła nam po
prostu z nieba.
Już przy mojej pierwszej próbie kontaktu okazało się,
że fizyczna atrakcyjność wcale nie czyniła z niej kobiety
niedostępnej. Przeciwnie, w rozmowie wykazywała się
niespotykaną otwartością i spontanicznością. Jakże różniło się
to od ciężkich konwersacji z innymi dziewczynami, polegających
na wyciąganiu przez pół godziny najprostszych informacji o
kierunku studiów czy miejscu pracy. Wreszcie mogłem z kimś
swobodnie porozmawiać na każdy temat. Wiem, że zabrzmi to
nieprawdopodobnie, ale zostałem pierwszym facetem na naszej
uczelni, z którym ona zaczęła regularnie się umawiać!
Szybko odkryłem też jeszcze jedną cechę, która ją
wyróżniała: Magda była osobą wierzącą w Boga i jak mówiła,
wierzącą na serio. Choć ani ja ani nikt z mojej rodziny czy
znajomych nigdy nie określaliśmy się jako wierzący, to muszę
przyznać, że sprawy religijne w jakiś tajemniczy sposób zawsze
mnie pociągały, a odkąd poznałem Magdę, zaczęły pociągać mnie
jeszcze bardziej. Dowiadywałem się od niej sporo o Bogu, o
Jego miłości do człowieka, o drodze nawrócenia i o szczęściu,
jakie obiecane jest tym, którzy wytrwają na drodze wiary –
zapragnąłem pójść tą ścieżką do szczęścia razem z nią. Wkrótce
moja dotychczasowa codzienność i środowisko, w którym się
obracałem, zaczęły wydawać mi się jedynie szarym życiem
doczesnym, Magda – obietnicą życia wiecznego.
Podczas naszych spotkań niczym zakazany owoc Magda
kusiła mnie swoją bliskością na wyciągnięcie ręki. Jak rajskie
Drzewo Życia spoglądała zalotnie spod słonecznej grzywki
tęczówkami w kolorze liści i potrząsała swoimi dojrzałymi
jabłuszkami, proszącymi mnie szeptem o zerwanie przyciasnego
podkoszulka. Pamiętam, jak siedzieliśmy obok siebie na
tapczanie w jej mieszkaniu, a ona opowiadała mi, że latem
opala się w stroju Ewy i że uwielbia chodzić sobie po różnych,
leśnych zakamarkach tak, jak ją Pan Bóg stworzył. Mówiła o tym
bez najmniejszego skrępowania, z dziecięcą radością, czym
oczywiście doprowadzała moje zmysły do szaleństwa.
Zahipnotyzowany bezwiednie podążyłem rękoma na spotkanie jej
ud, ale tylko przez moment dane mi było kosztować palcami
materiał czarnych rajstop – Magda przerwała w pół słowa i
skoczyła z wersalki na równe nogi.
– Co ty wyprawiasz! – krzyknęła. – Co ty sobie myślisz?
– zapytała już bardziej spokojnie. – W ogóle co my tutaj razem
robimy na łóżku? Lepiej poczytajmy Pismo Święte – sięgnęła po
duży egzemplarz w twardej, niebieskiej okładce i zaczęła
głośno recytować: (...) Bo podobni jesteście do grobów
pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz
pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. (...) Węże,
plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w
piekle?[1]. Zacząłem
zbierać się do wyjścia.
– I co, już wychodzisz? Myślałam, że przyszedłeś tutaj
dla mnie. Mieliśmy razem ciekawie spędzić czas. Nie zależy ci
na mnie? Jak ty mnie w ogóle traktujesz? – spytała w
przedpokoju, gdy ubierałem buty.
– Odniosłem wrażenie, że nie chcesz żebyśmy byli
razem…?
– Chcę. Ale jeszcze nie teraz. Musisz bardziej
popracować nad swoją moralnością, jeśli chcesz się do mnie
zbliżyć. I jeśli na serio chcesz się zbliżyć do Pana Boga… –
odpowiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
Nie do końca rozumiałem, dlaczego nie wolno mi było
reagować pożądliwie na jej uroki i dlaczego o chęci bardziej
intymnego kontaktu z nią miałem po prostu najlepiej zapomnieć.
Zadanie zdecydowanie nie należalo do łatwych, ale bardzo
zależało mi na Magdzie - postanowiłem posłuchać. Zgodnie z jej
zaleceniami zacząłem także więcej się modlić i regularnie
czytać Biblię. Mijały tygodnie wspólnych spotkań. Pewnego
wieczoru u mnie w domu zorganizowaliśmy sobie małą imprezę,
taką tylko dla nas dwojga. Było wykwintne jedzenie, trochę
wina, świeczki, muzyka. Po kolacji zaczęliśmy tańczyć. Szło
nam nieźle, atmosfera szybko zrobiła się swobodna i wesoła. W
pewnym momencie w takt muzyki Magda zrzuciła z siebie
sukienkę, a widząc moją minę, zaśmiała się tylko, tak
będzie mi wygodniej tańczyć, i wirując, wpadła prosto w
moje ramiona. Zupełnie zaskoczony jedną ręką przytrzymałem ją
w pasie, a drugą, niepomny na swoje wcześniejsze
przyrzeczenia, zagłębiłem w jej długich i gęstych blond
włosach. Magda odtrąciła jednak moją dłoń szybko i z wprawą,
odepchnęła mnie daleko i schyliła się po leżącą na podłodze
sukienkę.
– Tak ci ufałam... – już ubrana popatrzyła na mnie z
wyrzutem i bólem; była bliska płaczu. – Widzę, że dalej w
twojej naturze są elementy, które są złe i których powinieneś
się wstydzić. Przykro mi, ale dla mnie ten wieczór już się
skończył.
– Magda, przepraszam, chciałem przecież tylko cię
dotknąć, poczuć twoją realną obecność tutaj... – byłem w
lekkim szoku.
– Wzięło cię, tak? – w jej oczach była jakaś
wyższość.
– Nie, nie wzięło mnie, tylko... – tłumaczyłem się jak
dziecko.
– Ach, gdybyś chociaż potrafił uczciwie przyznać sam
przed sobą, że cię wzięło, to może zostałabym tu teraz z tobą
– przerwała mi. – A tak, proszę cię tylko, zastanów się nad
swoim postępowaniem. Może jeszcze częściej się módl lub czytaj
więcej Słowa Bożego? Ale tak na serio, rozumiesz?!
Wyszła obrażona, bez pożegnania. Gdy zatrzasnęły się
drzwi, sięgnąłem po lekturę obowiązkową leżącą od jakiegoś
czasu przy moim łóżku, otwarłem ją na chybił trafił i zacząłem
czytać: Pan bada sprawiedliwego i występnego, nie cierpi
Jego dusza tego, kto kocha nieprawość. On sprawi, że węgle
ogniste i siarka będą padać na grzeszników; wiatr palący
będzie udziałem ich kielicha. Bo Pan jest sprawiedliwy, kocha
sprawiedliwość; ludzie prawi zobaczą Jego
oblicze[2].
Zamknąłem
książkę. Nazajutrz zadzwoniłem do Magdy i powiedziałem, że nie
chcę się już dłużej do niej zbliżać i że z mojej strony to
koniec znajomości. Koledzy i rodzice doradzali mi ten krok od
dawna, ale zawsze wydawał mi się on zbyt stanowczy, zbyt
bolesny. I teraz już po wszystkim trudno było mi, szczerze
mówiąc, pogodzić się z tym, że Magdy nie ma przy mnie i że już
nigdy nie będziemy razem.
Jednak po kilku dniach w skrzynce na listy znalazłem
zaskakujące wyznanie: Nie odchodź ode mnie.
Kocham Cię. Chcę być z Tobą blisko. Bardzo. Wszystko Ci
wytłumaczę. Będę na Ciebie czekała w piątek o siódmej
wieczorem w naszym miejscu. Czy dasz mi szansę? Proszę.
Magda. Więc jednak mnie kochała? Więc to wszystko tylko
jakieś głupie nieporozumienia, które można było wyjaśnić? Więc
mylili się moi koledzy i rodzice, mówiąc, abym dał sobie
spokój z nawiedzoną? I zobaczą jeszcze, niedowiarkowie, kto
miał rację? Czy dałem jej szansę? Pytanie powinno brzmieć, jak
wytrzymałem do piątku, bo nocami długo nie byłem w stanie
zasnąć, wspominając z nadzieją naszą kilkumiesięczną znajomość
i wyobrażając sobie, jak będzie wyglądać teraz praktyczna
realizacja tego chcę
być z Tobą bardzo blisko. W dniu spotkania z trudnością
siedziałem na zajęciach na uczelni, a gdy tylko się skończyły,
pognałem w kierunku naszego miejsca. Chciałem jak najszybciej,
z marszu, rzucić się jej na szyję i uściskać. Magda już
czekała. Była ubrana w minispódniczkę i obcisły podkoszulek, a
w jej ręku dostrzegłem znane mi, duże wydanie Biblii w
twardej, niebieskiej okładce. Serce waliło mi jak
młotem.
– Przemodliłam to sobie wszystko i doszłam do wniosku,
że jednak jeszcze nie możemy być razem. Jeszcze nie teraz... –
powiedziała na przywitanie.
– A kiedy? – próbowałem być spokojny jak zamknięta w
jej ręku książka, ale zaczynał właśnie zrywać się we mnie
huragan złości.
– Dopiero wtedy, gdy pewne rzeczy będą znaczyć dla
ciebie to samo, co dla mnie. Przykro mi, ale twoja miłość nie
jest jeszcze doskonała – w jej oczach był dystans.
– A co znaczył w takim razie ten list od ciebie? –
zapytałem, niedowierzając już własnym oczom i uszom.
– Och, nie możesz przecież wszystkiego interpretować
tak dosłownie, głuptasku. Ale przyniosłam ci coś na
pocieszenie. Posłuchaj uważnie, proszę – otworzyła książkę w
założonym wcześniej miejscu i zaczęła głośno czytać: Oto
nadejdą dni - wyrocznia Pana - gdy będzie postępował żniwiarz
[zaraz] za oraczem, a depczący winogrona za siejącym ziarno; z
gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki będą
nim opływać. Uwolnię z niewoli lud mój izraelski - odbudują
miasta zburzone i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i pić
będą wino; założą ogrody i będą jeść z nich owoce. Zasadzę ich
na ich ziemi, a nigdy nie będą wyrwani z ziemi, którą im dałem
- mówi Pan Bóg twój[3]. – Piękna obietnica, prawda? –
uśmiechnęła się do mnie.
Nie odwzajemniłem jej uśmiechu. Obróciłem się tylko na
pięcie i odszedłem bez słowa, ale później po drodze do domu
wielokrotnie, wściekły, wybuchałem przekleństwami, aby zaraz
potem obiecywać sobie coś w duchu raz na zawsze. Szczerze
mówiąc, miałem też wielką ochotę walnąć kogoś czymś ciężkim w
głowę, i to kilka razy, tak dla otrzeźwienia. Żałowałem więc,
że tom w niebieskiej, twardej okładce pozostał jednak tak nie
w pełni i nie do końca wykorzystany w rękach
Magdy.
styczeń 2007
©
Krzysztof
Rozmus komentarze • kontakt e-mail • poleć stronę znajomym
Noli me tangere (łac. nie dotykaj mnie) – słowa
zmartwychwstałego Chrystusa do Marii Magdaleny, zob. Wulgata
(Biblia Łacińska) J 20, 17; pozostałe cytaty biblijne pochodzą
z Biblii Tysiąclecia: [1] Mt 23, 27.33 [2] Ps 11, 5-6
[3] Am 9,
13-15.
|