OPOWIADANIA
ZapiskiZapiski
Naokoło œwiataNaokoło świata
żyjąc w: Szwajcaria i Europażyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiagocamino de Santiago
Wyprawa rowerem przez 3 kontynentyrowerem przez 3 kontynenty
Krzysztof Rozmus
żyjący na ziemi
Coaching.net.pl
COACHING.NET.PL

MAŁA KSIĘŻNICZKA KERSTIN
styczeń 2009


PO KOLĘDZIE *
luty 2007


MOJA WIELKA WAKACYJNA PRZYGODA
luty 2007


KONFERENCJA DLA PROFESJONALISTÓW
styczeń 2007


NOLI ME TANGERE
styczeń 2007


SPOTKANIE ZE STRAŻNIKIEM TARGOWISKA
grudzień 2006


TRAMWAJ NOCNY
lipiec 2005


ZAPISKI Z TAMTEJ STRONY LUSTRA
styczeń 2005


TRZY DNI NAD MORZEM
styczeń 2005


ZNAK ZAPYTANIA
październik 2003



* "Opowiadanie miesiąca" w:

Komentuj
i oceniaj
w portalu


Inne strony literackie




« SPOTKANIE ZE STRAŻNIKIEM TARGOWISKA KONFERENCJA DLA PROFESJONALISTÓW »

wersja
do druku

Opowiadanie

NOLI ME TANGERE

 

           

 


            Wciąż pamiętam dzień, w którym zobaczyłem ją po raz pierwszy, a ściślej mówiąc, pamiętam: obcisły podkoszulek, długie blond włosy i minispódniczkę, zakrywającą jeszcze zgrabną pupę, ale już zupełnie nie radzącą sobie z nogami do samej ziemi. Ludzie od nas mówili o niej często: babka nie z tej ziemi. I choć niektóre koleżanki wykrzywiały się z niesmakiem, że świętojebska, to było jasne, że to tylko kobieca zazdrość wiecznie smutnych użytkowniczek babcinych ubrań: brązowych bluzek ze złotymi guzikami i grubych spódnic do kostek. Plotkowano też coś, że przeniosła się na naszą uczelnię w jakiś niejasnych okolicznościach i do końca nie wiadomo skąd, ale ja wiedziałem swoje: Magda spadła nam po prostu z nieba.
            Już przy mojej pierwszej próbie kontaktu okazało się, że fizyczna atrakcyjność wcale nie czyniła z niej kobiety niedostępnej. Przeciwnie, w rozmowie wykazywała się niespotykaną otwartością i spontanicznością. Jakże różniło się to od ciężkich konwersacji z innymi dziewczynami, polegających na wyciąganiu przez pół godziny najprostszych informacji o kierunku studiów czy miejscu pracy. Wreszcie mogłem z kimś swobodnie porozmawiać na każdy temat. Wiem, że zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale zostałem pierwszym facetem na naszej uczelni, z którym ona zaczęła regularnie się umawiać!
            Szybko odkryłem też jeszcze jedną cechę, która ją wyróżniała: Magda była osobą wierzącą w Boga i jak mówiła, wierzącą na serio. Choć ani ja ani nikt z mojej rodziny czy znajomych nigdy nie określaliśmy się jako wierzący, to muszę przyznać, że sprawy religijne w jakiś tajemniczy sposób zawsze mnie pociągały, a odkąd poznałem Magdę, zaczęły pociągać mnie jeszcze bardziej. Dowiadywałem się od niej sporo o Bogu, o Jego miłości do człowieka, o drodze nawrócenia i o szczęściu, jakie obiecane jest tym, którzy wytrwają na drodze wiary – zapragnąłem pójść tą ścieżką do szczęścia razem z nią. Wkrótce moja dotychczasowa codzienność i środowisko, w którym się obracałem, zaczęły wydawać mi się jedynie szarym życiem doczesnym, Magda – obietnicą życia wiecznego.
            Podczas naszych spotkań niczym zakazany owoc Magda kusiła mnie swoją bliskością na wyciągnięcie ręki. Jak rajskie Drzewo Życia spoglądała zalotnie spod słonecznej grzywki tęczówkami w kolorze liści i potrząsała swoimi dojrzałymi jabłuszkami, proszącymi mnie szeptem o zerwanie przyciasnego podkoszulka. Pamiętam, jak siedzieliśmy obok siebie na tapczanie w jej mieszkaniu, a ona opowiadała mi, że latem opala się w stroju Ewy i że uwielbia chodzić sobie po różnych, leśnych zakamarkach tak, jak ją Pan Bóg stworzył. Mówiła o tym bez najmniejszego skrępowania, z dziecięcą radością, czym oczywiście doprowadzała moje zmysły do szaleństwa. Zahipnotyzowany bezwiednie podążyłem rękoma na spotkanie jej ud, ale tylko przez moment dane mi było kosztować palcami materiał czarnych rajstop – Magda przerwała w pół słowa i skoczyła z wersalki na równe nogi.
            – Co ty wyprawiasz! – krzyknęła. – Co ty sobie myślisz? – zapytała już bardziej spokojnie. – W ogóle co my tutaj razem robimy na łóżku? Lepiej poczytajmy Pismo Święte – sięgnęła po duży egzemplarz w twardej, niebieskiej okładce i zaczęła głośno recytować: (...) Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. (...) Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?[1]
.
Zacząłem zbierać się do wyjścia.
            – I co, już wychodzisz? Myślałam, że przyszedłeś tutaj dla mnie. Mieliśmy razem ciekawie spędzić czas. Nie zależy ci na mnie? Jak ty mnie w ogóle traktujesz? – spytała w przedpokoju, gdy ubierałem buty.
            – Odniosłem wrażenie, że nie chcesz żebyśmy byli razem…?
            – Chcę. Ale jeszcze nie teraz. Musisz bardziej popracować nad swoją moralnością, jeśli chcesz się do mnie zbliżyć. I jeśli na serio chcesz się zbliżyć do Pana Boga… – odpowiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
            Nie do końca rozumiałem, dlaczego nie wolno mi było reagować pożądliwie na jej uroki i dlaczego o chęci bardziej intymnego kontaktu z nią miałem po prostu najlepiej zapomnieć. Zadanie zdecydowanie nie należalo do łatwych, ale bardzo zależało mi na Magdzie - postanowiłem posłuchać. Zgodnie z jej zaleceniami zacząłem także więcej się modlić i regularnie czytać Biblię. Mijały tygodnie wspólnych spotkań. Pewnego wieczoru u mnie w domu zorganizowaliśmy sobie małą imprezę, taką tylko dla nas dwojga. Było wykwintne jedzenie, trochę wina, świeczki, muzyka. Po kolacji zaczęliśmy tańczyć. Szło nam nieźle, atmosfera szybko zrobiła się swobodna i wesoła. W pewnym momencie w takt muzyki Magda zrzuciła z siebie sukienkę, a widząc moją minę, zaśmiała się tylko, tak będzie mi wygodniej tańczyć, i wirując, wpadła prosto w moje ramiona. Zupełnie zaskoczony jedną ręką przytrzymałem ją w pasie, a drugą, niepomny na swoje wcześniejsze przyrzeczenia, zagłębiłem w jej długich i gęstych blond włosach. Magda odtrąciła jednak moją dłoń szybko i z wprawą, odepchnęła mnie daleko i schyliła się po leżącą na podłodze sukienkę.
            – Tak ci ufałam... – już ubrana popatrzyła na mnie z wyrzutem i bólem; była bliska płaczu. – Widzę, że dalej w twojej naturze są elementy, które są złe i których powinieneś się wstydzić. Przykro mi, ale dla mnie ten wieczór już się skończył.
            – Magda, przepraszam, chciałem przecież tylko cię dotknąć, poczuć twoją realną obecność tutaj... – byłem w lekkim szoku.
            – Wzięło cię, tak? – w jej oczach była jakaś wyższość.
            – Nie, nie wzięło mnie, tylko... – tłumaczyłem się jak dziecko.
            – Ach, gdybyś chociaż potrafił uczciwie przyznać sam przed sobą, że cię wzięło, to może zostałabym tu teraz z tobą – przerwała mi. – A tak, proszę cię tylko, zastanów się nad swoim postępowaniem. Może jeszcze częściej się módl lub czytaj więcej Słowa Bożego? Ale tak na serio, rozumiesz?!
            Wyszła obrażona, bez pożegnania. Gdy zatrzasnęły się drzwi, sięgnąłem po lekturę obowiązkową leżącą od jakiegoś czasu przy moim łóżku, otwarłem ją na chybił trafił i zacząłem czytać: Pan bada sprawiedliwego i występnego, nie cierpi Jego dusza tego, kto kocha nieprawość. On sprawi, że węgle ogniste i siarka będą padać na grzeszników; wiatr palący będzie udziałem ich kielicha. Bo Pan jest sprawiedliwy, kocha sprawiedliwość; ludzie prawi zobaczą Jego oblicze[2]
.
Zamknąłem książkę. Nazajutrz zadzwoniłem do Magdy i powiedziałem, że nie chcę się już dłużej do niej zbliżać i że z mojej strony to koniec znajomości. Koledzy i rodzice doradzali mi ten krok od dawna, ale zawsze wydawał mi się on zbyt stanowczy, zbyt bolesny. I teraz już po wszystkim trudno było mi, szczerze mówiąc, pogodzić się z tym, że Magdy nie ma przy mnie i że już nigdy nie będziemy razem.
            Jednak po kilku dniach w skrzynce na listy znalazłem zaskakujące wyznanie: Nie odchodź ode mnie. Kocham Cię. Chcę być z Tobą blisko. Bardzo. Wszystko Ci wytłumaczę. Będę na Ciebie czekała w piątek o siódmej wieczorem w naszym miejscu. Czy dasz mi szansę? Proszę. Magda. Więc jednak mnie kochała? Więc to wszystko tylko jakieś głupie nieporozumienia, które można było wyjaśnić? Więc mylili się moi koledzy i rodzice, mówiąc, abym dał sobie spokój z nawiedzoną? I zobaczą jeszcze, niedowiarkowie, kto miał rację? Czy dałem jej szansę? Pytanie powinno brzmieć, jak wytrzymałem do piątku, bo nocami długo nie byłem w stanie zasnąć, wspominając z nadzieją naszą kilkumiesięczną znajomość i wyobrażając sobie, jak będzie wyglądać teraz praktyczna realizacja tego chcę być z Tobą bardzo blisko. W dniu spotkania z trudnością siedziałem na zajęciach na uczelni, a gdy tylko się skończyły, pognałem w kierunku naszego miejsca. Chciałem jak najszybciej, z marszu, rzucić się jej na szyję i uściskać. Magda już czekała. Była ubrana w minispódniczkę i obcisły podkoszulek, a w jej ręku dostrzegłem znane mi, duże wydanie Biblii w twardej, niebieskiej okładce. Serce waliło mi jak młotem.
            – Przemodliłam to sobie wszystko i doszłam do wniosku, że jednak jeszcze nie możemy być razem. Jeszcze nie teraz... – powiedziała na przywitanie.
            – A kiedy? – próbowałem być spokojny jak zamknięta w jej ręku książka, ale zaczynał właśnie zrywać się we mnie huragan złości.
            – Dopiero wtedy, gdy pewne rzeczy będą znaczyć dla ciebie to samo, co dla mnie. Przykro mi, ale twoja miłość nie jest jeszcze doskonała – w jej oczach był dystans.
            – A co znaczył w takim razie ten list od ciebie? – zapytałem, niedowierzając już własnym oczom i uszom.
            – Och, nie możesz przecież wszystkiego interpretować tak dosłownie, głuptasku. Ale przyniosłam ci coś na pocieszenie. Posłuchaj uważnie, proszę – otworzyła książkę w założonym wcześniej miejscu i zaczęła głośno czytać: Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana - gdy będzie postępował żniwiarz [zaraz] za oraczem, a depczący winogrona za siejącym ziarno; z gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki będą nim opływać. Uwolnię z niewoli lud mój izraelski - odbudują miasta zburzone i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i pić będą wino; założą ogrody i będą jeść z nich owoce. Zasadzę ich na ich ziemi, a nigdy nie będą wyrwani z ziemi, którą im dałem - mówi Pan Bóg twój[3]. – Piękna obietnica, prawda? – uśmiechnęła się do mnie.
            Nie odwzajemniłem jej uśmiechu. Obróciłem się tylko na pięcie i odszedłem bez słowa, ale później po drodze do domu wielokrotnie, wściekły, wybuchałem przekleństwami, aby zaraz potem obiecywać sobie coś w duchu raz na zawsze. Szczerze mówiąc, miałem też wielką ochotę walnąć kogoś czymś ciężkim w głowę, i to kilka razy, tak dla otrzeźwienia. Żałowałem więc, że tom w niebieskiej, twardej okładce pozostał jednak tak nie w pełni i nie do końca wykorzystany w rękach Magdy.


 

 

 

styczeń 2007 © Krzysztof Rozmus
komentarze kontakt e-mail poleć stronę znajomym








Noli me tangere (łac. nie dotykaj mnie) – słowa zmartwychwstałego Chrystusa do Marii Magdaleny, zob. Wulgata (Biblia Łacińska) J 20, 17; pozostałe cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia:
[1] Mt 23, 27.33
[2] Ps 11, 5-6
[3] Am 9, 13-15.



 

« SPOTKANIE ZE STRAŻNIKIEM TARGOWISKA KONFERENCJA DLA PROFESJONALISTÓW »