– Mamo, a czy Święty Mikołaj przyjdzie do nas w tym
roku? – Kerstin odwraca głowę od telewizora. Mama odpowiada
jej z przedpokoju, nie odrywa się od mycia naczyń:
– A byłaś grzeczna, kochanie?
– Byłam, byłam – Kerstin szybko wraca do oglądania, bo
w telewizji Święty Mikołaj właśnie daje małej dziewczynce
gwiazdkowy prezent: nową lalkę z Diamentowego Pałacu, w
pięknej, błyszczącej sukni.
– Ciekawe, co ja dostanę? – zastanawia
się Kerstin. – Pewnie książkę z bajkami albo jakąś
przytulankę.
Kerstin najbardziej chciałaby dostać nową
sukienkę, ale nie mówi o tym głośno. Myśli sobie, że gdyby
sukienka była tak piękna, jak ta z telewizji, to na pewno by
jej nie zniszczyła. Kerstin myśli też o tym, co Święty Mikołaj
przyniesie innym. Mama dostanie coś praktycznego do domu. Może
nowy fartuszek. Na pewno przed świętami dostanie też więcej
mąki i cukru, aby mogła upiec ciasto. A Stefan? Stefanowi
Mikołaj przyniesie kostium rycerza. Kerstin wyobraża sobie
młodszego brata goniącego po mieszkaniu w plastikowej zbroi, z
mieczem i tarczą, które są dla niego jeszcze trochę za duże,
ale to nie szkodzi, bo najważniejsze jest, że Stefan jest
wtedy szczęśliwy. Kerstin uśmiecha się tajemniczo, zaciska
mocno oczy i piąstki i wypowiada po cichu magiczne
zaklęcie:
– Rozkazuję, aby Stefan dostał kostium
rycerza.
Otwiera oczy, znów się uśmiecha. To
przecież tylko taka zabawa. Kerstin jest
już dużą dziewczynką i nie wierzy w Świętego Mikołaja. Wie, że w telewizji jakiś
pan przebiera się za niego, tak jak
u nich w domu dziadek. Mimo to udaje,
że wierzy, aby zrobić przyjemność dorosłym. Nie ma
w tym nic złego. Kerstin wydaje się czasem, że
mama domyśla się prawdy, ale nic nie mówi. Obie rozumieją, że o
pewnych sprawach się nie rozmawia. To też jest taka zabawa.
Ale są zabawy, których Kerstin, mimo
że jest już dużą dziewczynką, jeszcze nie potrafi zrozumieć.
Na przykład gdy mama z dziadkiem bawią się w ganianego i mama
zaczyna na dziadka krzyczeć. Kerstin bardzo nie lubi, kiedy
mama krzyczy. Wydaje jej się, że mama zamienia się wtedy w
potwora. Kerstin nie ma tyle odwagi co młodszy
brat i ucieka sprzed telewizora do łazienki. Odkręca
wodę, aby potwora zagłuszyć. Zdziera też z siebie sukienkę,
targa ją i próbuje wepchnąć całą do toalety, dopóki w domu nie
zrobi się cicho, nie przyjdzie po nią dziadek, nie umyje jej
rąk i nie weźmie rozczochranej na
kolana.
Jest wtedy dla niej bardzo dobry. Zanim zgwałcona
mama podniesie się w drugim pokoju, ma trochę czasu, może
opowiedzieć swojemu dziecku bajkę.
– Tę o małej księżniczce z Amstetten
– prosi Kerstin i dziadek zaczyna opowiadać, jak to za siedmioma
górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami, w małym
miasteczku mieszkał kiedyś dobry król, który miał piękną
córkę. Wszyscy mieszkańcy miasteczka, poddani króla, byli
bardzo złymi i niebezpiecznymi ludźmi, więc król, chcąc
ochronić małą księżniczkę przed nimi, postanowił wybudować dla
niej wysoką i niedostępną wieżę.
Kerstin przytula się do dziadka i patrzy
z dołu, jak śmiesznie ruszają mu się wąsy. Dziadek bardzo
długo opowiada o budowie wieży, o siedmiorgu drzwiach
prowadzących na górę i o tym, że ostatnich nie otwiera się
kluczem, ale magicznym zaklęciem, a ten, kto go nie zna, a
chciałby wejść i zrobić krzywdę małej księżniczce, zostałby
rażony piorunem.
Kerstin wtula się jeszcze mocniej w
czarną koszulę. Nie słucha już bajki, zna ją przecież na
pamięć. Słyszy za to, jak bije dziadkowe serce. To ją
uspokaja. Wyobraża sobie, że to dziadek jest tym dobrym królem
a ona jest jego córeczką, i czuje się teraz bezpiecznie, jak
mała księżniczka na wieży. Gdy jest się na kolanach u dziadka,
żaden potwór nie ma odwagi się
zbliżyć.