Wielka Brytania
Czyli tylko Londyn, gdzie byłem już wielokrotnie. Włączyłem do trasy dlatego, że bilet RTW rozpoczynający się w Londynie był tańszy od rozpoczynającego się w Polsce o 2500 PLN. Miałem także możliwość odwiedzenia znajomych (Emanuele i Inka, pozdrawiam). Ale tak w ogóle to ja bardzo lubię to miasto, lubię ten wyrazisty i specyficzny klimat, masę miejsc, które można zwiedzać za darmo, i lubię seksowny sposób ubierania się Angielek. Tym razem polubiłem tam także drogą restaurację "Mango tree", gdzie jadłem też w drodze powrotnej (po przylocie z Nowego Jorku).Więcej »
Turcja
Czyli tylko Istambuł. Sporo Turcji widziałem już osiem lat temu, ale w Istambule do tej pory nie byłem. Tutaj także wygodnie mi było spotkać się z Alicją (mieliśmy stąd wspólny lot do Kirgistanu). Ogólnie lekkie rozczarowanie, bo po pierwsze mieszkańcy traktują turystów jako dojne krowy (a Turków miałem w pamięci jako ludzi bardzo przyjaznych, no ale to było poza miejscowościami turystycznymi). Po drugie spodziewałem się miasta monumentalnego, a zobaczyłem lekko rozsypujące się (z tą linią tramwajową skojarzyło mi się z Sarajewem). Więcej »
Kirgistan
Tutaj zaczęła się prawdziwa przygoda i egzotyka. Klimaty rosyjskie, jurty, ludzie na koniach i pustynne góry. Niespecjalnie dobra czy specyficzna kuchnia.Więcej »
Chiny
Kraj, który mnie nie porwał, ale który na pewno trzeba zobaczyć. W szczególności interesujący był dla mnie Kaszgar (unikalny miks Bliskiego i Dalekiego Wschodu), Karakorum Highway (jaki i jurty), Shangri-la (miasteczko tybetańskie), Szanghaj (całkiem inne oblicze tego kraju), Wielki Mur. Chiny południowo-zachodnie były dosyć podobne do swoich południowych sąsiadów (już mi znanych). Otwarci, przyjaźni ludzie, szkoda tylko, że rzadko można było porozumieć się po angielsku. Ciężko było też delektować się na miejscu słynną chińską kuchnią, bo często nie było wiadomo, co zamówić, a do niektórych dań dodawane są niesmaczne przyprawy (których normalnie nie używa się w chińskich restauracjach za granicą).Więcej »
Japonia
Mój absolutny numer jeden tej wycieczki. Zupełnie nie spodziewałem się, że Japonia tak mnie wciągnie, tak urzeknie. Unikalny miks tradycji i nowoczesności. Dokładnie wszystkie miejsca, które odwiedziłem, były ciekawe (zapraszam do postów - o Japonii troszeczkę się rozpisywałem :-). Do dziś słyszę entuzjastycznie wykrzykiwane arigato-gozaimasu (dziękuje) i do-itaszi-maszte (witamy). Mam ochotę poznać ten kraj jeszcze bliżej.Więcej »
Australia
Nie przypadło mi do gustu olewackie podejście do życia Australijczyków. Będę pamiętał Ayers Rock, Aborygenów i ulicznych gitarzystów w kapeluszach. Żałuję, że nie mogłem skorzystać z australijskich plaż (była zima).Więcej »
Francuska Polinezja
Rajskie laguny, jedna z najlepszych na trasie kuchni i polinezyjskie tańce. Polecam.Więcej »
Wyspa Wielkanocna i Chile
Z wyspy zapamiętam oczywiście maoi, ale także ciekawy krajobraz, puste półki w sklepach i Angielkę Emmę. Z Chile, a ściślej z Santiago de Chile - panoramę Andów i pierwszą prawdziwą zimę na trasie (ta zima była taka dziwna: w cieniu było bardzo zimno, a w słońcu bardzo gorąco).Więcej »
Argentyna
Czuję się lekko oszukany przez Korę Jackowską: boskość Buenos Aires to mit. Jedyną ciekawą rzeczą tam, była kultura tango - taniec niezwykle widowiskowy, ale bardzo trudny do nauczenia się. Bardzo widowiskowy był również wodospad Iguassu na granicy argentyńsko-brazylijskiej. Nie podobało mi się, że w Argentynie ceny za usługi (np. bilety lotnicze czy autokarowe) dla obcokrajowców były oficjalnie dwukrotnie wyższe niż normalnie. Postuluję wprowadzenie podobnych zasad dla Argentyńczyków odwiedzających Unię Europejską.Aha, ceny za lekcje tanga były bardzo niewygórowane (w odróżnieniu od specjalnych pokazów w lokalach).
Więcej »
Brazylia
Więcej »
Peru
Choroba wysokościowa, Machu Picchu, Indianie i Indianki :-) Za wjazd do Machu i lot nad Nazca trzeba dość słono zapłacić. To ostatnie warto zrobić raz, by przekonać się, że to nic specjalnego.Więcej »
Meksyk
A ściślej tylko Nowy Meksyk. Miasto zupełnie do mnie nie przemówiło. Zraziłem się już na samym początku na lotnisku, gdy mimo wielokrotnych nalegań nie chciano mi sprzedać biletu na taksówkę w normalnej cenie. Musiałem kupić przejazd dwukrotnie droższy (taksówkę typu pick-up zamiast samochodem osobowym), a po wzięciu pieniędzy usłyszałem wkurzające w tej sytuacji "Welcome to Mexico". Przez to Meksykanie kojarzą mi się z nieszczerością. Także z jakąś tajoną, podskórną agresją (tak mi mówi moja intuicja, z góry przepraszam, jeśli się myli). Podobali mi się natomiast objazdowi gitarzyści w autobusach, świeże soki owocowe i tacos.Więcej »
Kanada
A ściślej tylko Vancouver. Włączyłem do trasy, bo w tym roku wyjątkowo Polacy mogli wjeżdżać do Kanady bez wiz na normalnym paszporcie (od przyszłego tylko z biometrycznym). Poza tym wygodnie było mi tutaj spotkać się z Bogusławą. Dużo wody (ocean i zatoki) i lasów. Klimat trochę jak z miasteczka Twin Peaks.Więcej »
USA
Więcej »
***
W porównaniu do mojej wyprawy rowerem przez 3 kontynenty sprzed ośmiu lat temu, do tej wycieczki podchodziłem z dystansem i bez większych emocji (cóż, za dużo już w życiu widziałem i zastanawiałem się, czy na pewno potrzebna mi jest druga podróż).
Nie było ciągłej ekscytacji, ale nie było też ciągłego stresu czy strachu. Przed wyruszeniem obawiałem się w zasadzie tylko dwóch rzeczy: że będę miał problemy z moim biletem RTW lub że zostanę napadnięty w Brazylii lub Peru. Żadna z tych dwóch rzeczy się nie zdarzyła, a mój lęk przed Ameryką Południową rozwiał już wcześniej młody Anglik, którego spotkałem na Wyspie Wielkanocnej (jak widzisz młodego gościa, który autobusami objechał tam wszystkie kraje łącznie z Kolumbią i on Ci mówi, że jest spoko, to znaczy, że Ty też dasz radę). O bilecie RTW pisałem w osobnym poście. Natomiast już w trakcie trwania wycieczki bałem się, że na granicach (począwszy od Australii aż do USA) zabiorą mi moje prezenty, na które składała się także żywność (nie wiedziałem, że we wszystkich tych krajach są tego typu restrykcje). Wszystko udało mi się dowieźć.
Do wycieczki naokoło świata podchodziłem sceptycznie, ale po cieszę się, że ją odbyłem. Myślę, że bez niej mój obraz świata byłby niepełny. Jednak jest spora różnica między zobaczeniem i doświadczeniem czegoś na własne oczy, a tylko czytaniem, czy oglądaniem w telewizji czy internecie. Cieszę się także, że dzięki niej już prawie wyczerpała mi się lista krajów do odwiedzenia i że będę mógł się teraz spokojnie zająć w życiu innymi tematami niż podróżowaniem :-)
Dzięki tej wycieczce nauczyłem się także:
- jak łupać orzechy kokosowe,
- że koszulki z tkanin sztucznych mogą być lepsze niż te z naturalnych,
- że w ostatniej fazie nie powinno się mieszać ciasta drożdżowego,
- że mam starą komórkę, która nie obsługuje częstotliwości w Amerykach,
- że ziarna quinoa i tapioca nie zawierają glutenu,
- że oczy są poziome, a nos pionowy,
- kilku innych rzeczy, które zostawię tylko dla siebie :-)
