Naokoło świata '08 Where you want to go? Who you want to be? What you want to do?
Just come with me...

OPOWIADANIA OPOWIADANIA
Zapiski Zapiski
żyj?c w: Szwajcaria i Europa żyjąc w: Szwajcaria i Europa
camino de Santiago camino de Santiago
Wyprawa rowerem przez 3 kontynenty rowerem przez 3 kontynenty
Krzysztof Rozmus
żyjący na ziemi

piątek, 29 sierpień 2008

Pierwsze chwile w USA (Los Angeles, Kalifornia, USA)

Granice Kanada-USA przekroczylismy juz na lotnisku w Vancouver - bez zadnych problemow.
Wypozyczenie samochodu i poruszanie sie po miescie rowniez gladko. Powoli tez uczymy sie jak znajdowac kempingi - co nie bylo takie latwe na poczatku :-)

Widzielismy juz mnostwo rzeczy - jak zwykle nie ma czasu opisywac, ani wrzucac wszystkich zdjec.
Powiem tylko, ze jestem mocno podekscytowany - USA sa trzecim krajem na liscie, ktory naprawde chcialem odwiedzic (po Japonii i Francuskiej Polinezji).

piątek, 29 sierpień 2008

Plaza w Santa Monica (Kalifornia, USA)

piątek, 29 sierpień 2008

Wycieczka na Mulholland Drive (Los Angeles, Kalifornia, USA)

FLV player

To byl jeden z moich glownych celow w Kalifornii.
Los Angeles jest ogromna aglomeracja, ktora w nocy wyglada imponujaco (w dzien z samolotu widzielismy kilkudzisiecio- kilometrowe drogi przecinajace miasto, oraz oczywiscie napis HOLLYWOOD w gorach).

Na poczatku troche trzeba oswoic sie z drogami szesciopasmowymi (przy zmianie pasa trzeba patrzec na dwa lusterka, bo samochody zmieniaja pasy i z lewa i z prawa).

piątek, 29 sierpień 2008

Jeszcze (Malibu, Kalifornia, USA)


Planowanie dalszej podrozy w księgarni.


Plaza w Malibu.

piątek, 29 sierpień 2008

Aleją gwiazd (Hollywood, Kalifornia, USA)

piątek, 29 sierpień 2008

Drzewka Jozuego (Joshua Tree National Park, Kalifornia, USA)

piątek, 29 sierpień 2008

3:10 do Yuma (Kalifornia->Arizona, USA)

FLV player
video

***

W drodze do Yumy spalismy na osiedlu przyczep kempingowych - tak tutaj zyja ludzie na pustyni. Przez to, ze USA sa najbardziej rozwinietym krajem swiata, te pustynne miasteczka robia wrazenie wielkiej biedy.

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

Sloneczna Arizona (Yuma, Arizona)

Arizona ma we fladze sloneczko, Kalifornia miala niedziewiedzia (do ktorego jeszcze zreszta wrocimy)...

Zdjecie ostatnie to jeszcze raz widok (z samochodu) na granice amerykansko-meksykanska: zasieki, plot i pasy gladko uklepanego piasku, na ktorym widac wszystkie ewentualne slady nielegalnego przekraczania granicy.
Droga wzdluz granicy byla jedynym miejscem w USA, gdzie sprawdzano nam paszporty (na kontrolach drogowych).

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W krainie kaktusow cz. 1 (Saguaro National Park, Arizona, USA)

Saguaro NP (tylko czesc zachodnia) byl pierwszym miejscem, gdzie spalismy na normalnym, tzn. parkowym kempingu.
W USA podoba mi sie wiele rzeczy, jedna z nich sa wlasnie kempingi w parkach narodowych: bardzo tanie (czesc wrecz za darmo), czyste, ze swietna infrastruktura, no i to polozenie :-)
Na wiekszosci z nich istnieje system samoobslugowy: znajduje sie miejsce, wypelnia sie kartonik rejestracyjny i wrzuca odliczone pieniadze do skrzynki.

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W krainie kaktusow cz. 2 (Saguaro National Park, Arizona, USA)

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

Droga (Arizona, USA)

Zdjecie pierwsze: w USA nalezy przyzwyczaic sie do innej miary odleglosci - jesli na GPSie widze, ze nastepne miasteczko jest za 150 km, to znaczy, ze jest ono BLISKO.

W USA podoba mi sie wiele rzeczy, jedna z nich jest jakosc drog, pozwalajaca powyzsze dystanse pokonywac bardzo szybko.

Przy okazji: samochodowa nawigacja satelitarna, to jest cos, bez czego nie wyobrazam sobie podrozowania po Stanach (nie wyobrazam sobie oczywiscie tez podrozowania bez wlasnego samochodu).

Zdjecie ostatnie: to nie jest Wielki Kanion, tylko jedna z wielu roznych formacji, jakie spotyka sie po drodze w Arizonie (od pustyni do gor).

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W krainie skamienialych drzew cz. 1 (Petrified Forest N.P., Arizona, USA)


Malowana Pustynia (Painted Desert).


Tego nie widac, to trzeba dotknac - to sa prehistoryczne drzewa, ktore zamienily sie w kamien (zimy i twardy):

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W krainie skamienialych drzew cz. 2 (Petrified Forest N.P., Arizona, USA)

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W krainie skamienialych drzew cz. 3 (Petrified Forest N.P., Arizona, USA)


poniedziałek, 8 wrzesień 2008

Route 66 (Petrified Forest N.P., Arizona, USA)

Przez Petrified Forest NP przebiega slynna droga nr 66, laczaca Chicago z Los Angeles. Przebiega, a w zasadzie przebiegala, bo na tym odcinku pozostaly z niej juz tylko stare slupy telegraficzne.

Ciag dalszy wkrotce...

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

Pytanie od Wiernego Czytelnika

Dychasz?
Bo nic nie piskasz…

Wlasnie pisnalem i zamierzam wkrotce jeszcze troche popiskac.

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

Miejsce jak z reklam ;-) (Monument Valley, Utah, USA)

To byly jedyne dwa dni, kiedy niebo bylo pochmurne i padalo. Do samego parku nie wjezdzalismy, chodzilo nam tylko o ten widok z reklamy Marlboro.

Te tereny zamieszkiwane sa przez Indian Navajo. Mnie kojarza sie z wyzszymi cenami, gorsza jakoscia uslug i strasznie ponurymi twarzami (w porownaniu do Amerykanow)...

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

Kaniony, kaniony i kaniony (Glen Canyon NRA, Arizona, USA)


Navajo Mountain.


Zapora na rzece Kolorado.


Koscioly w miasteczku Page.


Zycie na kempingu.

***

Tylko na makiecie w Glen Canyon Dam Visitor Center widac, jaka ogromna mase wody (w sensie obszaru, jaki zajmuje rzeka) zatrzymuje ta tama.
Wejscie do Centrum tylko po kontroli na posiadanie broni i materialow wybuchowych.

***

Nie zdazylem napisac, ze nasz samochod do Chevrolet Cobalt z wypozyczalni National (polecam). Oczywiscie z klimatyzacja, automatyczna skrzynia biegow i speedomatem.
Sprawowal sie znakomicie.

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W swiecie antylop cz. 1 (Antelope Canyon, Arizona, USA)

To miejsce bylo jednym z moich glownych celow w Arizonie, ale troszeczke mnie rozczarowalo. Dlaczego nikt nie mowi, ze ono tak swietnie wyglada tylko na zdjeciach??
W rzeczywistosci w srodku jest dosc ciemno i te kolory nie sa az takie jasno pomaranczowe. Poza tym nie ma tam zadnych antylop :-(
Anyway, na pewno fantazyjne formy skalne sa warte zobaczenia.

A lepsze zdjecia mozna zobaczyc tutaj: http://parkinarodowestanowzjednoczonych.andzel.net/pl/antelopecanyon.htm
(skad zreszta pochodzi tlo do naglowka bloga :-)

***

USA zwiedza w lecie ogromna liczba Niemcow (ten jezyk slyszy sie w kazdym parku).

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W swiecie antylop cz. 2 (Antelope Canyon, Arizona, USA)

poniedziałek, 8 wrzesień 2008

W swiecie antylop cz. 3 (Antelope Canyon, Arizona, USA)

wtorek, 9 wrzesień 2008

Wielki cz. 1 (Grand Canyon NP, Arizona, USA)

Eksplorowalismy polnocna krawedz - ta skala na serio wisi nad kanionem.
Zdecydowalem sie na nia wejsc tylko dlatego, ze na moje oko byla utwardzana betonem. Ale strach tak czy siak byl jak cholera.

wtorek, 9 wrzesień 2008

Wielki cz. 2 (Grand Canyon NP, Arizona, USA)

Pozwole sobie na male zszarganie swietosci. Nie, nie napisze, ze Wielki Kanion mnie rozczarowal - to na pewno jest miejsce warte zobaczenia - ale tez jakos specjalnie do mnie nie przemowil...
Nie wiem, moze dlatego, ze nie jest jakos specjalnie gleboki. Moze dlatego, ze Arizona przyzwyczaja czlowieka po drodze do podobnych widokow tylko troche w mniejszej skali.
Moze wreszcie dlatego, ze widzialem pozniej miejsca, ktore byly rzeczywiscie "inne i wow".

***

Inne spojrzenie na sprawy Wielkiego Kanionu mozna znalezc tutaj:
http://bogamaj.blogspot.com/2008/09/to-wlasnie-to.html

***

Wielki wyrzezbila, widoczna na czwartym zdjeciu, rzeka Kolorado - przynajmniej obecnie duzo wezsza od ogromnego kanionu. Ponoc myczek polegal na tym, ze wystarczylo te skaly lekko od dolu podmywac i kolejne warstwy same odpadaly w dol z wielkim hukiem.

***

A ciekawostka na kempingach w Grandzie jest ostrzezenie przed lwami gorskimi :-)

wtorek, 9 wrzesień 2008

Amfiteatr cz. 1 (Bryce Canyon NP, Utah, USA)

Bryce NP to jak dla mnie jedno z dwoch najladniejszych, najciekawszych i najoryginalniejszych miejsc na calej trasie po parkach narodowych USA.
W odroznieniu od Wielkiego Kanionu, do Bryce'a mozna bardzo latwo sie zblizyc - juz polgodzinny spacerek na dol dostarcza niesamowitych wrazen.

wtorek, 9 wrzesień 2008

Amfiteatr cz. 2 (Bryce Canyon NP, Utah, USA)


Chip i Dale - chipmonkeys.

wtorek, 9 wrzesień 2008

Amfiteatr cz. 3 (Bryce Canyon NP, Utah, USA)

wtorek, 9 wrzesień 2008

Amfiteatr cz. 4 (Bryce Canyon NP, Utah, USA)

wtorek, 9 wrzesień 2008

Czerwony (Red Canyon, Utah, USA)

O rany, kolejny kanion - to juz tylko tak po drodze zrobmy zdjecia z samochodu, bez zatrzymywania.


"Na highwayu na Harleyu..."

wtorek, 9 wrzesień 2008

Like a bison cz. 1 (Zion Canyon NP, Utah, USA)


"I'm gonna be iron like a bison in Zion..."



Przesyceni kanionami Zion tylko przejechalismy samochodem bez wjezdzania do glownej doliny, gdzie trzeba byloby sie przesiasc na autobus parkowy (zrobilismy sie tez po amerykansku bardzo wygodni).
Ale trzeba przyznac, ze formacje znow calkiem oryginalne - czego to w tej Ameryce, panie, nie wymysla.

wtorek, 9 wrzesień 2008

Like a bison cz. 2 (Zion Canyon NP, Utah, USA)

wtorek, 9 wrzesień 2008

Obstawiamy! (Las Vegas, Nevada, USA)

Podobalo mi sie tutaj!

Miasto znajduje sie na pustyni, przez co z daleka wyglada jak spowita lekka mgielka kosmiczna stacja.
W srodku mamy glownie trzy rzeczy: kasyna, kluby ze stripteasem (i nie tylko; wg mojej wiedzy Nevada jest jedynym stanem w USA, gdzie prostytucja jest legalna) i kaplice, gdzie mozna od reki wziac slub (ostrzezenie zawodowe od Bogi: taki slub jest prawnie wazny w Polsce, jakby ktos przypadkiem myslal, ze to tylko zabawa).

Kasyna sa ogromne i jest ich duzo, w miejscach koncentracji, takich jak np. Fremont Street Experience tworza cos w rodzaju
ulic rzeczywistosci wirtualnej (wszedzie dookola cos sie dzieje, gra, swieci).

Ja juz od ilus tam lat nosilem sie z zamiarem wyprobowania pewnego niezawodnego systemu na ruletke, tutaj nadazyla sie okazja (jak juz grac, to przeciez najlepiej w stolicy swiatowego hazardu).
No i coz, musze powiedziec, ze to byla prawdziwa przyjemnosc zagrac sobie na prawdziwej ruletce (nie komputerowej), z prawdziwa krupierka/krupierem i prawdziwymi, rozgoraczkowanymi graczami dookola stolika.
W kasynie, ktore wybralem metoda "na chybil trafil" zetony kupowalo sie bezposrednio u krupierki. Pieniadze nalezalo polozyc na stole, nie mozna bylo ich bezposrednio dac do reki (banknoty zostaly rozlozone pojedynczo i przeliczone pod pilnym okiem kamery, potem staropolskie "Good luck!"). Gdy kulka zblizala sie do konca swojego biegu, krupierka nie wyglaszala sentencji "koniec obstawiania", tylko zakreslala luk dlonia nad stolem. Nastepnie kladka taki szklany odwazniczek na numerku, ktory wypadl, zbierala zetony, ktore przegraly, a dodawala nowe, tam gdzie wygrano. Na samym koncu zabierala odwazniczek i dopiero wtedy mozna bylo siegnac po swoja wygrana. Minimalne obstawienie wynosilo $5 ($2 przedpoludniem), masymalne $4000 (bezposrednio na numerek tylko $100). To mniej wiecej wszystko z zasad i regul, jakie tam trzeba bylo poznac.

No, a jak sprawdzil sie system?
Ekhm... "Egon, masz plan?"

Na poczatku zalozylem sobie scisle, ze zaryzykuje $100, maksymalnie $200, a odejde od stolika jak wygram $50, no powiedzmy $100.
Gralem systemem "obstawiam na kolor (tam wygrana jest 1:1), w przypadku przegranej, stawiam dwa razy wieksza stawke". Taki system teoretycznie daje gwarancje wygranej, bo jesli w koncu wypadnie nasz kolor (czerowny lub czarny), to odzyskujemy to, co zainwestowalismy plus jedna stawke. Jedyny problem pojawia sie wtedy, gdy nie stac nas juz na postawienie kolejnej dwukotnie wiekszej stawki. Ale ile razy mozna nie trafic, innymi slowy, ile razy moze w kolko wypadac ten sam kolor? No coz, w moim przypadku 6 razy :-)
A na poczatku szlo calkiem niezle, bylem 70 dolarow do przodu, potem przyszla czarna passa...

Nie mialem jeszcze czasu tego obliczyc i teraz sie tylko glosno zastanawiam, czy nie lepiej jest (z punktu widzenia rachunku prawdopodobienstwa) po prostu zagrac raz wieksza stawka np. $100, na zasadzie "albo wybram, albo przegram". Tylko, ze wtedy cala zabawa trwa tak krotko! :-)

wtorek, 9 wrzesień 2008

Umrzec z goraca (Death Valley NP, Kalifornia, USA)


Zabriskie Point, czyli piasek utwardzony.















Czekamy na zachod slona, aby moc rozlozyc namiot (wczesniej w upale najlepiej oszczedzac energie i sie w ogole nie ruszac...).
















Jesli z Doliny Smierci usunelibysmy fragment, gdzie sa male piaskowe wydmy, to otrzymalibysmy typowy krajobraz pustynny, jakiego jest pelno na poludniowym zachodzie. Niewidoczna dla oka roznica jest tylko wysokosc - jakies 80 metrow ponizej poziomu morza. Za to czuc to w temperaturze. Na drodze przez dno doliny sa znaki nakazujace WYLACZENIE klimatyzacji (aby nie przegrzac silnika). Z innych ciekawostek: na kempingach sa ostrzezenia przed grzechotnikami (to jest w wielku parkach), skorpionami i czarnymi wdowami :-)

Podczas naszego pobytu temperatura wynosila prawie 45 C stopni w cieniu (o ile dobrze pamietam, historyczny rekord padl na poczatku XX wieku - 57 stopni).

wtorek, 9 wrzesień 2008

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie (Ballarat, Randsburg Ghost Towns, Kalifornia, USA)






Stara, opuszczona kopalnia zlota na terenie Doliny Smierci.



Tak mniej wiecej wygladaly typowe male miasteczka z czasow goraczki zlota (przelom XIX i XX wieku).



A to juz nie jest makieta - to prawdziwy saloon z tamtych czasow!



Myslicie, ze szeryf spi? Sprobujcie tylko podejsc blizej...



A tu mamy prawdziwy nakaz aresztowania niejakiej Margaret Roberts z 1902 roku.
Zobaczcie, ze wyrok wydawany jest w imieniu "The people of the state of California".



Skoro jest wyrok, to jest i wiezienie.



O rany, biedna Margaret dalej tu siedzi!



Chyba czas zrobic z tym wszystkim jakis porzadek...


***

O istnieniu Miasteczek Duchow (opuszczonych i niezamieszkanych) dowiedzialem sie od spotkanych w Meksyku Polakow i od razu temat bardzo mnie zaciekawil.

Odwiedzilismy dwa miejsca, ktore akurat byly zaznaczone na mapie i byly w miare po drodze. Nie mam przewodnika po USA, ale podejrzewam, ze sa Ghost Towns lepsze i gorsze.
To co widzielismy, dalo mi jednak wystarczajaco poczuc klimat tamtych czasow i stanowilo duza atrakcje.

Do Ballarat (zaraz za poludniowym wyjazdem z Doliny Smierci) wiedzie 3 milowa polna droga, a na miejscu zachowaly sie tylko szczatki kilku budynkow. Nad miejscem czuwa facet bez jednego oka o nazwisku Nowak (z pochodzenia Polak) i kilka psow. Highlight'em jest w zasadzie tylko kolekcja broni z dawnych czasow i jeszcze troche innych rupieci. Mozna tam tez rozbic namiot.

Randsburg (dalej na poludnie; normalna droga) jest wieksze i ma dosc duzo zachowanych starych budynkow. Dziala tam takze sklep.

Z ulotek wiem, ze sa bardziej rozbudowane miasta i ze organizuje sie tam tez np. pokazy ulicznej strzelaniny dla turystow.

wtorek, 9 wrzesień 2008

Zabawa w misia Yogi (Sequoia NP, Kalifornia, USA)


Sekwoje sa szerokie glownie przy pniu. Ich wiek to 1000-3000 lat. Sa to najwieksze drzewa na ziemi pod wzgledem objetosci, ale nie wysokosci.


Bear resistant dumpster (kontener odporny na niedźwiedzie).

Zaraz po przyjezdzie na kemping w parku nalezy (pod kara wysokiej grzywny) przeniesc z samochodu cala zywnosc do kontenera, ktory jest odporny na niedzwiedzie. Oprocz zywnosci nalezy zabezpieczyc takze wszystkie inne rzeczy, ktore moga wydzielac intensywne zapachy (jak np. plyn na komary).
Kemping, na ktorym spalismy, jest co noc odwiedzany przez jedna niedzwiedzice (czarna), ktora przychodzi wlasnie w poszukiwaniu roznych smakolykow. Niedzwiedzie maja bardzo dobry wech i jesli tylko cos wyczuja, beda probowaly sie do tego dostac.


Na kempingu stoi pulapka na niedzwiedzia. Te drzwiczki sie otwiera, a na samym koncu daje cos smacznego, np. melony. Aktualnie rzadko ktory niedzwiedz sie na to lapie...


Natomiast srednio raz na tydzien niedzwiedz wlamuje sie do samochodu - jak widac potrafi sobie otworzyc auto jak puszke sardynek.


No i z duzej chmury maly deszcz. Przezylismy, nasz samochod rowniez :-)

W Sequoia NP zalapalismy sie tez na pogawedke przy ognisku na temat ptakow drapieznych, gdzie uczono nas jak je rozpoznawac. Takie prelekcje sa darmowe i sa organizowane we wszystkich parkach przez straznikow (rangers).



Flaga stanu California.

środa, 10 wrzesień 2008

Granitowe giganty Sierra Nevada (Yosemite NP, Kalifornia, USA)

Yosemite NP (poprawna wymowa: josemiti) stawiam ex aequo na pierwszym miejscu z Bryce Canyon.
Krajobraz tutaj wyglada tak, jakby ktos z nieba wzial ogromny kubel betonu i odlewal sobie co krok potezne gory.
Calosc przywodzi na mysl krainy z czasow przed pojawieniem sie czlowieka na ziemi.
W parku oprocz sztandarowej Yosemite Valley warto zobaczyc tez okolice Tioga Pass (ponad 3 tys. metrow).
Yosemite jest jednym z parkow, do ktorego moglbym jeszcze kiedys wrocic na dluzej.

***

Noc spedzilismy na kempingu juz w dole poza granicami parku, bo temperatury na tych wysokosciach spadaja w nocy ponizej zera.
Za to za masywem Sierra Nevada jest duzo naturalnych cieplych zrodel, z ktorych mozna korzystac zupelnie za darmo,
i sa one dosc popularne wsrod Amerykanow.

***

W Yosemite tak jak w Sequoia grasuje niedzwiedzie. Sa takze ostrzezenia przed grzechotnikami.
Czym moze skonczyc sie ukaszenie mozna zobaczyc tutaj:
http://www.wykop.pl/ramka/91249/pech-za-700-000-raport-ukaszenia-od-18lat
Wyglada na to, ze mam jednak sporo szczescia, bo w Sequoia chodzilem sobie
po lesie noca w sandalach...
(Widze, ze powyzszy link sie chwilowo nie otwiera, wiec dodam tylko informacje, ze grzechotniki sa na pierwszym miejscu listy w kategorii "wypadki smiertelne przez ukaszenie weza").

środa, 10 wrzesień 2008

Amerykanskie zarcie (Kalifornia, USA)

Bedac wczesniej w podrozy i czasami nie dojadac, bylem pewien, ze odbije sobie to wszystko w Stanach. Myslalem wtedy wlasnie o restauracjach typu Applebee's:
z czescia stolikow z siedzeniami jak w przedziale kolejowym, mila obsluga, ogromnymi porcjami, darmowymi dolewkami napojow i po prostu pysznym jedzeniem. I to wszystko kosztuje naprawde niewiele! W zasadzie dwie osoby sa w stanie najesc sie jedna przystawka. W tym kraju trzeba zapomniec o czyms takim jak odchudzanie.

Z fast foodow najbardziej przypadl nam do gustu Taco Bell.

środa, 10 wrzesień 2008

Sponsorem transmisji jest... (Walnut Creek, Kalifornia, USA)

Sponsorem transmisji internetowej z zachodniej czesci USA i naszym gospodarzem na przedmiesciach San Francisco byla Maja, z mezem Marcelem i dwoma poltorarocznymi blizniakami: Tadeuszem i Oktawianem.

Dziekujemy!!

środa, 10 wrzesień 2008

Przywidzenia nad Zatoka San Francisco (San Francisco, Kalifornia, USA)



W porownaniu do reszty Kalifornii w San Francisco jest zimno (10 C) - tutaj zaczela sie juz jesien, liscie leza na drogach.
Jest tez spora roznica temperatur miedzy samym miastem nad oceanem, a przedmiesciami jeszcze przed zatoka (tam jest duzo cieplej).

Amerykanskie miasta zwiedza sie ciezko, bo sa one rozlegle, trudno jest sie po nich po prostu przejsc pieszo, trzeba jezdzic samochodem,
a czesto jest spory ruch i problemy z parkingiem.
San Francisco potraktowalismy bardzo po macoszemu (zaluje), pokrecilismy sie tylko samochodem,
z jedynym postojem na zdjecia mostu Golden Gate.

Aha, na tych ulicach, co to na filmach rozpedzone samochody sobie skacza z gory na dol stoi sie w korkach. O skakaniu mozna zapomniec.

Z ciekawostek: San Francisco ma najwieksza chinska dzielnice na swiecie (China Town). Widuje sie tu tez sporo oryginalow na ulicach :-)

sobota, 13 wrzesień 2008

Singing in the rain (Nowy Jork, USA)


Manhattan - najslynniejsza dzielnica Nowego Jorku, polozona na wyspie.



Times Square - najslynniejszy square na Manhattanie.
Tutaj mozna stac i godzinami gapic sie na ludzi - kazdy jest absolutnie inny (ubranie, zachowanie, rasa). Przewodnik podaje, ze w Nowym Jorku mowi sie w 80 jezykach!


Na Manhattanie poza downtown krotkie streets i dlugie avenues przecinaja sie pod katem prostym. Wyjatkiem jest ulica Broadway przecinajaca reszte pod katem 45 stopni.


Z moja nowa gospodynia, Malgorzata, we T.G.I. Friday's na 5th Ave (na wschodzie USA w ogole jest drozej niz za zachodzie, a na Manhattanie obsluga jakby mniej uprzejma).


Widok z muzeum sztuk nowoczesnych MOMA (Museum of MOdern Art).


"Spiaca cyganka" Henriego Rousseau z 1897.
Tez myslicie, ze Rousseu wykorzystal motyw z "Babiego lata" Chelmonskiego?


Wiezowce Manhattanu z Central Parku.


Restauracja "Tavern on the green" w Central Parku.
Z tylu, jak sie przyjzec, jest nawet zaczarowana dorozka...

niedziela, 14 wrzesień 2008

Nocne wedrowki po Manhattanie (Nowy Jork, USA)


Na miejscu po wiezach WTC trwa aktualnie budowa.


Amerykanska flaga z nazwiskami wszystkich ofiar ataku.


Budynek nowojorskiej gieldy.


Inne symbole miasta.


Statua Wolnosci.


You name it.


Most Brooklinski.


I jest jeszcze metro, w ktorym mozna sie udusic z goraca...

środa, 17 wrzesień 2008

Re: Pytania ogolne sprzed 24 dni i USA (Krakow, Polska)

Marcin:

Widzę, że nieco się pośpieszyłeś z odpowiedzią.
Chciałbym jednak nieco bardziej podrążyć temat ;-)

Liczylem na to, ze bedziesz drazyc :-P


1) Na czym polega wygoda życia w USA ? Jakimi kryteriami się kierowałeś,
udzielając takiej właśnie odpowiedzi ? Z Twoich zdjęć i komentarzy jakoś nie
widać tych lektyk czekających na każdego znużonego podróżnika...

Generalnie wszystkie moje uwagi wynikaja albo z wlasnych doswiadczen, albo z uprzedniej wiedzy, albo z rozmow z innymi ludzmi na miejscu.
Wygoda w USA polega np. na tym, ze:
- wszystko jest wieksze, wiec psychicznie czujesz sie lepiej, bo masz wiecej przestrzeni dla siebie dookola (wiekszy jest tez kubek z piciem i talerz z jedzeniem, co umowmy sie tez mocno wplywa na dobre samopoczucie),

- Amerykanie sa uprzejmi, chetni do pomocy, maja podejsie "How can I help you?" i tendencje do maksymalnego upraszczania spraw (np. jak szukalismy drogi na mapie, ktos zatrzymal sie obok samochodem i zaoferowal swoj GPS; przy oddawaniu samochodu sprawdzenie, czy wszystko jest OK, sprowadzilo sie do sprawdzenia, ze kierownica kreci kolami),
- jest dobra infrastruktura i organizacja (drogi, motele, kempingi, sklepy, punkty z informacja turystyczna),
- benzyna jest dwa razy tansza niz w Polsce,

- jedzenie i lekarstwa mozesz kupic nie wysiadajac z samochodu (pamietam sprzed 11 lat, ze na Florydzie byly tez kina i koscioly drive-thru :-),
- czekami podroznymi mozna w wiekszosci miejsc mozna placic jak gotowka,
- w bibliotekach publicznych jest darmowy internet.
Moi znajomi w San Francisco chwalili sobie bardzo, ze sprawy administracyjne i biurokratyczne sa w tym kraju zredukowane do minimum. Znajomy Portorykanczyk mowil mi, ze w USA bardzo latwo jest prowadzic biznes, bo przepisy sa tak skonstruowane, aby zachecic jak najwiecej osob do aktywnosci ekonomicznej.
Jeszcze np. taki detalik: jak chcesz wyslac list, to nie musisz szukac skrzynki pocztowej, tylko mozesz go zostawic w swojej skrzynce na listy. Mala rzecz, a cieszy (a prostota tego rozwiazania bije po lbie jak konstrukcja cepa, czy jakos tak ;-).


Z opisów i filmów dokumentalnych NYC wygląda raczej jak brudne, pełne przestępczości
miasto, z tysiącami żebraków, immigrantów nie znających słowa po angielsku, potężnym
problemem narkotyków. Podobnie inne miasta.

W porownaniu z Los Angeles i San Francisco mnie Nowy Jork lekko zaskoczyl negatywnie. To o czym piszesz, a wiec np. smieci na ulicach czy zebracy - ja tego na zachodnim wybrzezu nie widzialem. Nie bardzo tez rozumiem, dlaczego w nowojorskim metrze nie ma klimatyzacji, czy chocby zwyklych wentylatorow, i dlaczego jest brudno i smierdzi moczem. Kolejka w San Francisco (BART) wygladala zupelnie inaczej. I tak jak pisalem, na zachodzie jest duzo uprzejmiej i jest wiecej usmiechu (moze po prostu wiecej slonca :-).

Zaletą zaś są ciekawe projekty realizowane
na terenie USA z zakresu najbardziej zaawansowanych technologii, olbrzymie możliwości
rozwoju osobistego w oparciu o dolinę krzemową itp.

2) Czego oczekujesz w danym kraju poza wygodą ? Jeśli chodzi Ci o rodaków, to
przecież w Chicago jest więcej polaków niż w Krakowie (i to razem z Nową Hutą) :-)
Kulturalnie USA nie odstają od możliwości dostępnych w kraju czy szerzej w Europie.

W sumie masz racje: jesli mieszkasz w USA w duzym miescie, to zapewne masz tez dostep do tzw. kultury nie gorszy niz w Europie.
OK, ja jestem stronniczy - jak wiesz, podjalem decyzje, ze chce aktualnie sprobowac pozyc sobie troche w Polsce. Ciezko jest mi sie w takim ukladzie zastanawiac, czego oczekuje od innych krajow.
Pomysl przeprowadzki do USA do jakiejs polskiej dzielnicy pod Chicago, aby miec kontakt z Polakami, jest zapewne ciekawy, ale mam nieodparte uczucie, ze mozna to osiagnac jakos prosciej ;-)

***

A tak przy okazji jeszcze na marginesie, jesli chodzi o USA. Mam takie dziwne wrazenie, ze ze wszystkich krajow, ktore odwiedzilem w czasie tej wycieczki, Stany Zjednoczone sa najmniej specyficznym krajem. Rozumiem przez to, ze jak jestes np. na kempingu, to jakby niespecjalnie czujesz, ze jestes w Ameryce. Moze wlasnie wynika to ze wspomnianej wygody i latwosci zycia. Tez moze jest tu troche tak, jak na miedzynarodowym lotnisku (niezaleznie w jakim jest kraju, wszystko jest mniej wiecej podobne i zawsze mozna sie dogadac po angielsku).