Pytanie z maila (Marcin). Moje odpowiedzi pogrubione.
Dziwią mnie Twoje impresje na temat Australii - skoro brakuje im
rąk do pracy,
dlaczego nie wpuszczają obcokrajowców (zwłaszcza z Europy) do pracy w
Australii ?
Hmm, w zasadzie nie wiem, czy dla nich to jest duzy problem. Ogloszenia o prace rzucaja sie w oczy wszedzie. Ludzie z British Commonwealth (do 30-tki) moga tutaj bardzo prosto dostac wize pracownicza (i dostaja i pracuja).
Australia jest olbrzymim krajem, może pomieścić kilkunastokrotnie większą liczbę
ludnosci - może stać się kolejnymi USA czy całą Europą. Co ich powstrzymuje
przed rozwojem na większą skalę ?
A bo ja wiem... Moze rozwoj nie bierze sie tylko z pozwolen na prace dla emigrantow?
Drugie pytanie - w Europie, w szczególności w Londynie i krajach
skandynawskich
jest masa ludzi z Australii - jak z nimi rozmawiałem, traktują swoją
ojczyznę jako
totalną prowincję i generalnie marzą o podróżach do Europy (co, ze względu
na rosnące ceny paliwa, jest coraz droższe). Czy to jakoś jest dostrzegalne tam
na miejscu ? tzn. chęć podróży, malejąca liczba ludności - a z drugiej strony
rosnąca liczba obcokrajowców ?
Dostrzeglem tylko tyle, ze w supermarketach w Sydney nie pracuje zaden bialy Australijczyk, tylko ludzie z Chin, Korei, Pakistanu itp.
Czy rzeczywiście w Syndey tuż za granicą miasta kończy się cywilizacja ?
Znajomi z którymi pracuję, a którzy spędzili wiele lat w Australii
opowiadali, że
generalnie wszyscy chcą mieszkać w centrum a podróże między większymi
miastami są odbywane wyłącznie drogą lotniczą. Wrażenie jest takie, że cała
Australia to tak naprawdę kilka dużych miast oraz olbrzymie tereny buszu,
z plagą pożarów - zamieszkałe wyłącznie przez aborygenów.
No chyba tak jest. Poza tym z tego, co slyszalem, miasta typu Perth, to sa kulturalne dziury. Mlody Niemiec w hostelu, ktory pracowal tam przez kilka miesiecy skarzyl sie, ze ludzie potrafili tam rozmawiac tylko o alkoholu i kobietach. Z drugiej strony wiele osob wlasnie to lubi w Australii.
Oraz pytanie podstawowe - jak Ci się chodzi tam na głowie :-)
Bliskosc bieguna poludniowego powoduje lekkie zachwiania rownowagi mentalnej. Woda w zoladku kreci sie w druga strone, co tez daje jakies tam efekty. Poza tym spoko.
Twoj ekspert od spraw australijskich i nie tylko ;-)
Dziwią mnie Twoje impresje na temat Australii - skoro brakuje im
rąk do pracy,
dlaczego nie wpuszczają obcokrajowców (zwłaszcza z Europy) do pracy w
Australii ?
Hmm, w zasadzie nie wiem, czy dla nich to jest duzy problem. Ogloszenia o prace rzucaja sie w oczy wszedzie. Ludzie z British Commonwealth (do 30-tki) moga tutaj bardzo prosto dostac wize pracownicza (i dostaja i pracuja).
Australia jest olbrzymim krajem, może pomieścić kilkunastokrotnie większą liczbę
ludnosci - może stać się kolejnymi USA czy całą Europą. Co ich powstrzymuje
przed rozwojem na większą skalę ?
A bo ja wiem... Moze rozwoj nie bierze sie tylko z pozwolen na prace dla emigrantow?
Drugie pytanie - w Europie, w szczególności w Londynie i krajach
skandynawskich
jest masa ludzi z Australii - jak z nimi rozmawiałem, traktują swoją
ojczyznę jako
totalną prowincję i generalnie marzą o podróżach do Europy (co, ze względu
na rosnące ceny paliwa, jest coraz droższe). Czy to jakoś jest dostrzegalne tam
na miejscu ? tzn. chęć podróży, malejąca liczba ludności - a z drugiej strony
rosnąca liczba obcokrajowców ?
Dostrzeglem tylko tyle, ze w supermarketach w Sydney nie pracuje zaden bialy Australijczyk, tylko ludzie z Chin, Korei, Pakistanu itp.
Czy rzeczywiście w Syndey tuż za granicą miasta kończy się cywilizacja ?
Znajomi z którymi pracuję, a którzy spędzili wiele lat w Australii
opowiadali, że
generalnie wszyscy chcą mieszkać w centrum a podróże między większymi
miastami są odbywane wyłącznie drogą lotniczą. Wrażenie jest takie, że cała
Australia to tak naprawdę kilka dużych miast oraz olbrzymie tereny buszu,
z plagą pożarów - zamieszkałe wyłącznie przez aborygenów.
No chyba tak jest. Poza tym z tego, co slyszalem, miasta typu Perth, to sa kulturalne dziury. Mlody Niemiec w hostelu, ktory pracowal tam przez kilka miesiecy skarzyl sie, ze ludzie potrafili tam rozmawiac tylko o alkoholu i kobietach. Z drugiej strony wiele osob wlasnie to lubi w Australii.
Oraz pytanie podstawowe - jak Ci się chodzi tam na głowie :-)
Bliskosc bieguna poludniowego powoduje lekkie zachwiania rownowagi mentalnej. Woda w zoladku kreci sie w druga strone, co tez daje jakies tam efekty. Poza tym spoko.
Twoj ekspert od spraw australijskich i nie tylko ;-)
